Wimbledon. Jerzy Janowicz: Popłakałem się, zgadza się, bo nigdy nie przeżyłem takiej chwili

- Jestem teraz najszczęśliwszym człowiekiem na Ziemi - powiedział po awansie do półfinału Wimbledonu Jerzy Janowicz, który w środę w ćwierćfinałowym pojedynku pokonał innego Polaka Łukasza Kubota
Janowicz wygrał spotkanie w trzech setach (7:5, 6:4, 6:4). W półfinale nasz tenisista zmierzy się z turniejową dwójką - Szkotem Andym Murrayem.

O emocjach po meczu:

Jestem teraz najszczęśliwszym człowiekiem na Ziemi. Pierwszy raz w karierze jestem w półfinale Wielkiego Szlema. To mój największy sukces. Na pewno większy niż finał Masters w Paryżu w zeszłym roku.

Miałem łzy w oczach, popłakałem się, zgadza się, bo nigdy nie przeżyłem takiej chwili. Nie umiem w takiej chwili kontrolować emocji. W życiu przeszedłem długą drogę, ciężko pracowałem, żeby znaleźć się tu, gdzie jestem.

Czekałem na coś takiego, marzyłem o tym. Jeśli czasem marzysz o czymś bardzo mocno, to może się zdarzyć. Jestem w półfinale, ale mam nadzieję, że to nie koniec, że zdołam zagrać jeszcze dwa mecze.

O emocjach w trakcie meczu:

Szczerze mówiąc, to był jeden z najtrudniejszych meczów w moim życiu, jeśli chodzi o emocje. Nie grałem nigdy z Łukaszem, nie grałem ćwierćfinału Szlema. Łukasz zagrał świetny mecz. Bardzo dobrze serwował, znakomicie grał przy siatce, cały czas wywierał presję. Całe szczęście, że przy setbolu w I secie się nie zdenerwowałem i nie zacząłem grać pasywnie. Gdybym przegrał tego seta, na pewno byłoby jeszcze trudniej. Mogłoby się skończyć takim samym wynikiem, ale w odwrotną stronę.

O wymianie koszulek po meczu:

To było cool. Fajny pomysł Łukasza, zachowam sobie jego koszulkę na pamiątkę.

O półfinale z Andym Murrayem:

Publiczność na pewno nie będzie po mojej stronie, ale to będzie fajny mecz. To mój pierwszy półfinał, nie wiem, czego oczekiwać. Andy to świetny gracz, wygrał US Open w zeszłym roku. Pokonałem go raz w hali Bercy w Paryżu, mam nadzieję, że uda się jeszcze raz.

Myślę, że to nie będzie łatwy mecz dla mnie, ale dla Andy'ego też nie, on też poczuje presję, bo cała Brytania czeka na rodaka wygrywającego Wimbledon.

W Paryżu mecz był wyrównany, Andy miał meczbola, była długa wymiana, pomylił się o kilka centymetrów. Równie dobrze mogłem przegrać ten mecz. Wygrałem, bo walczyłem do końca. Zawsze walczę.

Andy to komplety zawodnik, ma świetny return, znakomitą grę z głębi kortu, dobrą regularność, agresywny forhend, niebezpieczny bekhend po linii. Mam nadzieję, że wyskoczę na niego z całym moim arsenałem. Ale z trenerem pogadamy sobie jutro o taktyce, dziś cieszę się z półfinału.

O tym, co według niego jest jego najmocniejsza bronią na korcie.

Serwis. I forhend. Na równi.

O drugim półfinale Del Potro - Djoković:

Nie obchodzi mnie.

O tym, czy pytał kiedyś rywali, jak to jest returnować swoje serwisy:

Jest kilku tenisistów, którzy serwują bardzo nieprzyjemnie. Andy Murray też ma bardzo dobry serwis albo Roger Federer, on zawsze trafia w linię. Nigdy nie grałem jednak z Jerzym Janowiczem, nie wiem, jak on serwuje.

O tym, czy dociera do niego, co dzieje się w Polsce:

Nie, po co miałbym zaglądać do internetu. Sam na siebie bym jakąś presję nakładał. Stałbym pod murem. Nie wiem, na co ludzie liczą. Mogę grać swobodnie. Czytanie w internecie, co ludzie sądzą o Jerzym Janowiczu, nie jest mi do niczego potrzebne. Ani pochwały, ani krytyka. Ja jestem wystarczająco pewny siebie.

O tym, czy woli kort centralny, czy kort numer 1:

Centralny. Nawet jak będzie padał deszcz, mecz się skończy. Wiem, czego się spodziewać. Tam jest trochę inna akustyka, piłka odbija się inaczej. Grałem tam już z Almagro.

O tym, czy dokucza mu prawy łokieć:

Będzie dobrze.

O tym, czy jeśli znów wygra, rzuci buty publiczności:

Zobaczymy, co będzie pod ręką.