Wimbledon. Kontrowersje wokół dachu nad kortem centralnym

- Nie dajmy się zwariować, nie zamieniajmy Wimbledonu w turniej halowy - mówią Roger Federer i Novak Djoković. Zasuwanie dachu nad kortem centralnym, gdy nie pada deszcz, wywołuje coraz więcej kontrowersji. Organizatorów turnieju skrytykował także ?The Times"
Zaczęło się od tego, że w czwartek organizatorzy zasunęli dach w trakcie meczu Rafaela Nadala z Lukasem Rosolem. Nad kortem zapadały ciemności, a dach wyposażony jest w sztuczne oświetlenie więc można było dokończyć spotkanie. - Rozumiem, że zasunięcie dachu musi zająć kilka minut, ale 40 minut? - narzekał po niespodziewanej porażce Hiszpan, który pod dachem grać wyjątkowo nie lubi. Aż tyle czasu potrzeba jednak, żeby uruchomić na pełnych obrotach klimatyzację. W tym czasie 15 tys. widzów musi wyjść z kortu, a potem wrócić.

W piątek organizatorzy spodziewali się deszczu, więc na wszelki wypadek zasunęli wart 80 mln funtów dach jeszcze przed pierwszym meczem. Ale prognozy Met Office okazały się chybione i z nieba przez cały dzień nie spadła ani kropla deszczu. Pod dachem gładko wygrała Agnieszka Radwańska z Heather Watson, ale Novak Djoković niespodziewanie stracił seta z Radkiem Stepankiem, a wieczorem niewiele zabrakło do sensacji - Roger Federer musiał odrabiać stratę od 0-2 w setach w pojedynku z Francuzem Julienem Beannetau.

- Pod dachem gra się zupełnie inaczej niż bez niego. Kozioł piłki, brak wiatru, akustyka kortu, wszystko jest inne, co oczywiście ma wpływ na grę - mówił po meczu Djoković. - Rozumiem intencję organizatorów, ale efekt był taki, że choć nie padało, zagraliśmy cały dzień pod dachem. Wimbledon to jednak turniej na otwartym powietrzu, tak powinno zostać - stwierdził Federer. Djoković mówił dokładnie to samo.

Kontrowersje wokół dachu wróciły jednak także w sobotę, czyli trzeciego dnia z rzędu. Żeby dokończyć mecz Andy'ego Murray'a i Marcosa Baghdatisa znów zasunięto wieczorem dach i włączono sztuczne oświetlenie, choć nie padało. Około godz. 22.30 kibice ze zdumieniem zobaczyli na telebimie komunikat, że mecz i tak zostanie przerwany o 23, bo takie są wymogi bezpieczeństwa. Okazało się bowiem, że Wimbledon ma umowę z hrabstwem Merton, na terenie którego położone są korty, że ze względów bezpieczeństwa przed północą tłumy kibiców muszą opuścić dzielnicę. Chodzi m.in. o to, że po północy przestaje jeździć metro do centrum Londynu. - Nie jesteśmy w Nowym Jorku, gdzie metro jeździ całą dobę, ani w Melbourne, gdzie na korty można dojść spacerkiem - wyjaśniali organizatorzy.

Murray zdążył w sobotę dosłownie w ostatniej chwili - meczbola wygrał o 23.02. "Organizatorzy stąpali po cienkim lodzie. Jeśli czwarty set byłby bardziej wyrównany nasz jedyny zawodnik musiałby kończyć spotkanie III rundy w poniedziałek, choć wszyscy inni są już w IV rundzie" - napisał "Times" (niedziela jest w Londynie tradycyjnym dniem wolnym). Gazeta dodaje, że polityka zasuwania dachu jest bardzo nieprzejrzysta. Na pytanie dziennikarza "Timesa", czy nie można włączyć świateł bez dachu, dyrektor turnieju Richard Lewis, odparł, że nie, bo "nie ma intencji rozgrywania w Londynie sesji nocnej". "Skoro tak, to dlaczego przykrywamy kort, gdy nie pada deszcz? To przecież też jest wbrew protokołowi" - napisał Neil Harman, wieloletni korespondent brytyjskiego dziennika.

Zasłanianie dachu wieczorem i kończenie meczów to według All England Lawn Tennis & Croquet Club nieformalny ukłon w stronę kibiców i pójście z "duchem gry". Ale tak naprawdę dach w Wimbledonie pojawił się po naciskach telewizji, która podczas deszczu nie miała czego pokazywać. Jak już się pojawił, to telewizja chce, żeby wypełniać ramówkę także wieczorem, mimo, że nie pada. Tak to działa, choć nikt nie chce otwarcie tego przyznać.

Przynajmniej problemów z przedłużającymi się meczami na korcie centralnym być może by nie było, gdyby zaczynały się one wcześniej niż o 13. Dlaczego nie można zaczynać meczów na korcie centralnym o 11.30, jak na innych kortach? - Bo taka jest tradycja - wypalił szef turnieju.