Roland Garros. W Paryżu tenisowa publiczność się futbolizuje

Czy istnieje jeszcze publiczność tenisowa? Na Roland Garros coraz częściej atmosfera na trybunach przypomina tę z piłki nożnej. Na meczach Francuzów zdarza się, że sędziowie częściej uciszają fanów, niż informują o wyniku.
Spotkanie z Hiszpanem Davidem Ferrerem kończył w poniedziałek 24-letni Gaël Monfils, wciąż niespełniona nadzieja francuskiego tenisa. Monfils w 2008 r. wystąpił w Paryżu w półfinale, co do dziś jest jego największym sukcesem. Uwielbienie widzów zyskał dzięki spektakularnej grze, ale też teatrowi, który zawsze towarzyszy jego występom. Monfils na korcie gra jak aktor - nurkuje pod siatkę, tańczy po dobrych zagraniach, gestykuluje, bawi się emocjami. Na trybuny przyciąga także takich kibiców, z którymi pewnie nie miałby ochoty napić się wina.

Już w niedzielę w trudnych momentach Monfils dyrygował widzami na korcie imienia Suzanne Lenglen. Podnosił ręce, dając znać, żeby wszyscy na trybunach zrobili to samo. Natychmiast pojawiały się okrzyki: "Allez les Bleus!", znane z meczów piłkarskiej reprezentacji Francji. Głośne "Gaël, Gaël!" uniemożliwiało serwis Ferrerowi, sędzia uciszał publiczność. Monfilsowi było trochę wstyd przed Hiszpanem, że rozpętał na trybunach taki festiwal, więc przykładał palec do ust, prosząc o ciszę, ale z różnym skutkiem. - David poprosił Gaëla, żeby uspokoił publiczność. Mają dla siebie szacunek - mówił Patrick Chamagne , przyjaciel najlepszego obecnie francuskiego tenisisty (ATP 9).

Część francuskich mediów była jednak zniesmaczona. "Niestety, za bardzo się futbolizujemy" - napisał w "Le Monde" w imieniu środowiska tenisowego André Scala, autor biografii Rogera Federera. "Podczas turnieju w Madrycie Hiszpanie dopingowali Nadala jak na stadionie, tydzień później to samo zrobili Serbowie w meczu Djokovicia w Rzymie. Flagi, okrzyki, barwy sprawiają, że trybuny tenisowe coraz bardziej zbliżają się do sportowego nacjonalizmu. Nie jesteśmy już wielbicielami tenisa" - podkreślił Scala.

Monfils w końcu Ferrera pokonał 6:4, 2:6, 7:5, 1:6, 8:6. Trochę pomogła mu rozśpiewana publiczność, a trochę też sędziowie, którzy w niedzielę przerwali mecz (oficjalnie z powodu zapadających ciemności) w idealnym dla Francuza momencie, gdy przegrywał 0:2 i poczuł ból w kostce.

Mniej piłkarskich emocji było na meczu innego bohatera Francuzów Richarda Gasqueta z Novakiem Djokoviciem. Może dlatego, że Serb bardzo chce się Francuzom przypodobać. Od kilku lat mieszka w Monte Carlo, intensywnie uczy się języka. - Za rok zrobicie ze mną wywiad po francusku - zapowiedział dziennikarzom "L'Équipe".

Djokoviciowi sprzyjają trybuny, ale też szczęście. Bez walki awansował do półfinału, bo Fabio Fognini wycofał się z powodu kontuzji uda. - Lekarz powiedział mi, że nie warto ryzykować - tłumaczył Włoch. Oznacza to, że Djoković ma cztery dni przerwy i zagra dopiero w piątek - ze zwycięzcą pojedynku Rogera Federera z Monfilsem. Serbowie cieszą się, że odpocznie, ale martwią się też, czy taka przerwa nie wybije go z rytmu i nie zdekoncentruje. Serb pozostaje głównym faworytem do zwycięstwa, choć pewnie wygrali też Rafael Nadal z Ivanem Ljubiciem i Robin Soderling z Gilles'em Simonem.

Wielkim wielbicielem Djokovicia okazał się Emir Kusturica. Znany reżyser pomieszkujący trochę w Paryżu, a trochę w Drvengradzie - miasteczku przy granicy Serbii z Bośnią, gdzie powstało kilka jego filmów. Do dziś stoją tam resztki planu filmowego z "Życie jest cudem", a na nim ulica... im. Novaka Djokovicia. - Ale niestety, nie mieszkam przy tej ulicy, ale przy ul. Joe Strummera [lidera The Clash] - mówi w "L'Équipe" Kusturica.

Reżyser Djokovicia umieścił na pierwszym miejscu swojej piątki najwybitniejszych sportowców Serbii i byłej Jugosławii. Drugi jest Dragan Džajić, były piłkarz Crvenej Zvezdy i reprezentacji z lat 1960-70, a trzeci - koszykarz Partizana Belgrad, a później Miami Heat i Dallas Mavericks - Predrag Danilović. Kusturica już kilka lat temu nazwał paryski turniej Roland Garrosević (po zwycięstwie Any Ivanović). W tym roku wiele wskazuje na to, że znów Paryż może się zmienić w małą Serbię.

Agnieszka Radwańska ? przegrała z Marią Szarapową