Roland Garros. Bez Woźniackiej, Clijsters i Stosur

Karolina Woźniacka odpadła z Rolanda Garrosa w III rundzie pokonana przez Słowaczkę Danielę Hantuchovą 6:1, 6:3. W sobotę grają Agnieszka Radwańska i Łukasz Kubot.
"Woznia-qui" - pisał dziennik "L'Equipe" jeszcze przed rozpoczęciem Rolanda Garrosa, co znaczy mniej więcej "Kto to jest Woźniacka?". Francuzi, analizując kryzys w kobiecym tenisie, uznali pierwsze miejsce zajmowane przez Dunkę polskiego pochodzenia w rankingu WTA za najgłębszy jego przejaw. Nazwali nawet tenisistkę z Odense "fałszywym numerem jeden".

Ale jednocześnie "L'Equipe" pisał, że Woźniacka i tak ma w Paryżu dużą szansę na wygranie pierwszego w karierze Szlema właśnie dlatego, że jest kryzys, nie ma sióstr Williams i nikt nie jest w stanie nawiązać z Dunką walki.

Karolina znów Szlema jednak nie zdobędzie, bo w piątek w sposób nadzwyczaj łatwy przegrała z Hantuchovą. Tylko na krótko w drugim secie nawiązała walkę. Wszyscy byli zgodni, że Dunka straciła swój główny atut, czyli szybkość. Dzięki niej była dotąd w stanie dobiec do każdego uderzenia rywalki, a wczoraj bezradnie patrzyła za piłkami posyłanymi po rogach przez Słowaczkę. Ten fizyczny dołek zauważalny był od dłuższego czasu. Na początku kwietnia wygrała turniej w Charleston, ale później dwukrotnie - w Stuttgarcie i Madrycie - uległa Niemce Julii Georges, a w Rzymie pokonała ją Maria Szarapowa. Eksperci podkreślali, że Woźniacka grała za dużo - niepotrzebnie pojechała tuż przed French Open do Brukseli, gdzie wygrała, ale jak się teraz okazało, tylko na tym straciła.

Czy to przetrenowanie? W Stuttgarcie zaczynała dzień od godziny i 15 minut joggingu, potem była jeszcze na siłowni, na treningu z rakietą i dopiero szła na mecz. - Chciałam dobrze wypaść w Paryżu - tłumaczyła po porażce z Hantuchovą.

We Francji już w poprzedniej rundzie pojawiły się niepokojące sygnały. Kanadyjka Aleksandra Woźniak też rozrzucała Karolinę po korcie jak chciała, ale w końcówce zabrakło jej zimnej krwi. Przed agresywnie grającą Hantuchovą (26 kończących uderzeń) Woźniacka obronić się już nie umiała, zabrakło jej na to sił.

W kobiecym turnieju sensacje stają się regułą, bo dzień wcześniej odpadła rozstawiona z dwójką Kim Clijsters, a wczoraj z Argentynką Giselą Dulko poległa też inna faworytka, zeszłoroczna finalistka - Australijka Samantha Stosur.

- Kobiecy tenis jest nieprzewidywalny. Trzeba się do tego przyzwyczaić, ale ja się do tego nigdy nie przyzwyczaję - powiedział Robert Radwański, trener i ojciec Agnieszki Radwańskiej, która w sobotę po południu zmierzy się w III rundzie z Belgijką Yaniną Wickmayer. Polka jest minimalną faworytką, Belgijka ostatnio schodziła kilka razy z kortu przez kontuzje, grała nierówno. - Ale w Paryżu jest sporo Belgów. Trybuny będą za nią - przestrzega Radwański. Zwyciężczyni zagra o ćwierćfinał z Marią Szarapową lub Chang Yung-jan z Tajwanu.


Łukasz Kubot po wyeliminowaniu Nicolasa Almagro i Carlosa Berloka ma przed sobą teoretycznie uchylone drzwi aż do ćwierćfinału (być może z Andym Murrayem). Tenisiści mówią o takiej sytuacji "wyczyszczona drabinka" - w części Kubota odpadli bowiem już wszyscy rozstawieni zawodnicy, oprócz Almagro także Jurgen Melzer i Florian Mayer. Polak musi jednak pokonać dziś Kolumbijczyka Alejandro Fallę (ATP, 120), a ewentualnie potem zwycięzcę spotkania Juana Ignacio Cheli (ATP, 34) z Lukasem Rosolem (ATP, 111). Łatwo jednak nie będzie, bo każdy z nich jest wybitnym specjalistą od kortów ziemnych.

Z faworytów męskiego turnieju na razie wciąż świetnie gra Roger Federer. W Paryżu podkreśla się, że Szwajcar po raz piewszy od wielu lat gra bez presji, bo mało kto na niego stawia, wszyscy koncentrują się na Nadalu i Djokoviciu. - Taka sytuacja bardzo mi odpowiada - mówi Federer, który łatwo ograł w piątek Serba Janko Tipsarevicia.

40
lat temu po raz ostatni we French Open w IV rundzie turnieju kobiecego zabrakło zawodniczek rozstawionych z numerem 1 i 2