Roland Garros. Radwańska i Kubot w III rundzie!

Łukasz Kubot i Agnieszka Radwańska walczą o 1/8 finału Rolanda Garrosa. Kubot pewnie wygrał z Argentyńczykiem Carlosem Berlokiem 6:3, 7:6 (7-4), 6:3, a Radwańska bez problemów pokonała Sanię Mirzę z Indii 6:2, 6:4.
Na kortach Rolanda Garrosa poszła już fama, że w turnieju jest zawodnik grający niekonwencjonalnie jak na dzisiejsze czasy - atakujący nawet w krytycznych momentach, który częściej od innych podbiega do siatki. W czwartek na spotkaniu Kubota na trybunach kortu nr 5, położonego trochę na uboczu, tuż za budkami z hot dogami, trudno było więc znaleźć wolne miejsce. Na ławeczkach siedziało sporo Polaków, ale pojawili się też koneserzy tenisa chcący obejrzeć na żywo tego wyjątkowego gracza. Niektórzy mówili, że stylem gry przypomina im Stefana Edberga.

Kubot ich nie zawiódł, znów wygrał w wielkim stylu. Tak jak w pięciosetowym zwycięstwie z Nicolasem Almagro z poprzedniej rundy znów praktycznie nie było gema, w którym nie podszedłby do siatki, nie zagrał woleja. Pomysł na mecz był prosty - odsunąć rywala od siatki, a potem samemu zaatakować. Kubot był w czwartek przy siatce aż 48 razy, wygrał 29 takich akcji. Berlocq to kolejny rywal specjalizujący się w grze na kortach ziemnych, który zupełnie nie poradził sobie z ofensywnym stylem Polaka. - Cieszę się i mam nadzieję, że kibice przyszli nie tylko na Kubota, ale też żeby zobaczyć mojego kankana - żartował 29-letni tenisista z Lubina, który po wygranej jak zwykle odtańczył przed fanami taniec z pobliskiego Moulin Rouge.

- Ofensywna gra? To u nas rodzinne. Po meczu I rundy z Almagro o godz. 17 byłem już w pokoju, włączyłem komputer i śledziłem na żywo mecz Kolejarza Stróże z Dolcanem Ząbki [ojciec Łukasza Janusz Kubot jest trenerem Kolejarza]. Tata znów zagrał ofensywnie, trzema napastnikami, ale niestety Kolejarz kończył mecz w dziesiątkę. Dalej ma szansę na utrzymanie - opowiadał Łukasz. - Proszę raczej nie porównywać mojej gry do Barcelony. Oni rozgrywają piłkę, ja cały czas atakuję - zażartował.

Kubot (ATP 122), który w zeszłym roku zmagał się z kontuzjami, wypadł z pierwszej setki ATP, a teraz próbuje odrobić straty (III runda da mu awans w okolice 90. lokaty) - imponuje w Paryżu nie tylko ofensywą. Polak - inaczej niż kiedyś - zachowuje też stalowe nerwy w kluczowych momentach. W czwartek wygrał już trzeci tie-break w turnieju. - Miałem pomysł na tego tie-breaka. Serwowałem tak, by piłka odskakiwała wysoko, a potem szedłem do siatki. To było kluczowe - mówił Kubot, który do III rundy Wielkiego Szlema awansował już po raz trzeci. Wcześniej udało mu się to w 2006 r. na US Open i w 2010 na Australian Open. W Paryżu Kubot wygrał piąty mecz z rzędu, bo do turnieju głównego przedzierał się przez eliminacje.

Jego niesamowity marsz wcale nie musi się już kończyć. O 1/8 finału zagra bowiem z Alejandro Fallą, 120. zawodnikiem ATP, który tak jak on gra od eliminacji i ma już w nogach pięć spotkań.

- Kolumbijczyk dobrze gra z kontry, jest leworęczny. Pokonał Floriana Mayera, czyli Niemca z pierwszej dwudziestki ATP, więc jest groźny. Najważniejsze, żebym zdążył odpocząć. Dyspozycja fizyczna może być decydująca. Będę się nadal starał grać mój tenis, czyli dochodzić do siatki, choć wiem, że inni zawodnicy już mnie rozszyfrowali. Mam nadzieję, że seria zwycięskich meczów będzie trwać - zapowiada Kubot.

Agnieszka Radwańska przeszła II rundę łatwiej. Krakowianka ograła Sanię Mirzę z Indii bez wielkiej walki. Trener Robert Radwański stwierdził nawet, że mecz był "nudny". - Dobrze mi się grało, wydaje mi się, że lepiej niż w I rundzie - stwierdziła po meczu Agnieszka.

Mirza wyszła na rozgrzewkę jak gwiazda Bollywood - ubrana na różowo - ale wielkiej roli w meczu nie zagrała. Tenisistka z Hajderabadu popełniała podwójne błędy serwisowe. Tak jak spodziewała się Agnieszka, rywalka uderzała mocno z forhendu. - Ale wystarczyło poczekać, bo rzadko kiedy wszystkie takie zagrania wchodzą w kort - spokojnie opowiadała Polka, dla której III runda French Open to nie nowość, dwukrotnie była już w Paryżu w 1/8 finału.

Trener i sama Agnieszka najbardziej cieszyli się z tego, że to kolejna szybka wygrana, która nie naraziła na kolejne przeciążenia obolałego kręgosłupa Polki. Radwańska zeszła więc z kortu uśmiechnięta od ucha do ucha. Na konferencji prasowej zakomunikowała dziennikarzom, że myśli o zmianie koloru paznokci (teraz ma niebieski "pod kolor rakiety").

Co z bolącym od kilkunastu dni kręgosłupem? - Spodziewałam się, że będzie gorzej. Lepiej niż w pierwszym meczu zawiązaliśmy opatrunki na plecach. Teraz tak mnie ściskają, że ledwo mogę się schylić i zawiązać buty. Chodzę codziennie na masaże i do fizjoterapeuty, i plecy jakoś się trzymają - opowiada.

Ojciec tenisistki był zachwycony jej podaniem. - Cieszę się, że Aga ratuje się z sytuacji serwisem. Kiedyś to było jej słabe uderzenie, dziś jest jednym z lepszych - powiedział Robert Radwański. - O tym, jak jest ważny, świadczy choćby to, że Mirza serwisem zepsuła sobie ten mecz. Dziewięć błędów to był strzał w kolano - stwierdził ojciec Agnieszki.

Radwańska też ma dużą szansę na 1/8 finału. Jej rywalką będzie Yanina Wickmayer (WTA 22). Polka przegrała jedyny mecz przeciwko Belgijce - rok temu w Pucharze Federacji w Bydgoszczy, ale tamto spotkanie było rozgrywane na wyjątkowo nietypowej nawierzchni. Radwańska określiła ją jako "plastik pod prysznicem". Polka przegrała, choć miała wtedy kilka piłek meczowych. - Yanina gra podobnie do Mirzy, też takie mocne "bum, bum". Na pewno muszę zagrać bardzo dobry mecz, żeby zwyciężyć - stwierdziła Agnieszka

Wickmayer to postać kontrowersyjna, bo kilka lat temu groziła jej dyskwalifikacja dopingowa. Belgijka trzykrotnie zapomniała podać kontrolerom swojego miejsca pobytu, co karane jest tak jak doping. Najpierw belgijska, a potem światowa federacja przymknęły jednak oko na przewinienie i dwuletniej kary nie nałożono. - To niesprawiedliwe - mówiła wówczas Agnieszka, której też przeszkadzają niewygodne przepisy, ale nigdy o nich nie zapomina.

Czy to będzie zatem mecz z podtekstami? - Nie ma między nami niechęci czy wojny. Wręcz przeciwnie, właśnie razem trenowałyśmy - tonuje nastroje Radwańska.

Teoretycznie Polce ubyła jedna groźna rywalka z jej ćwiartki drabinki. Kim Clijsters (WTA 2), jedna z głównych faworytek, uległa Holenderce Arantxy Rus. Kłopoty miała też Szarapowa i Rafael Nadal, ale oboje ostatecznie zwyciężyli.

Mecze Kubota i Radwańskiej w sobotę. Relacje z Paryża na Sport.pl.