Roland Garros. Borg i Nadal - "Królowie Paryża"

Nigdy się nie męczył. Serce Bjoerna Borga biło 38 razy na minutę, dwa razy wolniej niż u przeciętnego człowieka. Rafael Nadal o każdy punkt walczy jak o życie, a podkręcona przez niego piłka wiruje się z prędkością 5500 obrotów na minutę.
Kiedy rozmawiam z fanatykami tenisa, lubię prosić: "Wymieńcie liderów światowego rankingu, którzy nigdy nie wygrali w Paryżu". - Jest to trudne, bo lista długa - mówi Wojciech Fibak, w latach 70. i 80. najlepszy polski tenisista, dwukrotny ćwierćfinalista Rolanda Garrosa.

Pete Sampras zwyciężył w 14 turniejach Wielkiego Szlema, m.in. w siedmiu Wimbledonach, ale w Paryżu sięgnął tylko półfinału. Jimmy Connors zdobył osiem Szlemów, John McEnroe - siedem, a Boris Becker i Stefan Edberg po sześć. Żaden nie umiał jednak zwyciężyć pod wieżą Eiffla.

Giganci przegrywali, bo nie potrafili okiełznać piłki na czerwonej mączce. Pokruszony ceglany pył zwiększa tarcie i sprawia, że piłka odbija się wysoko, ale szybuje wolniej niż na śliskiej trawie Wimbledonu czy twardych nawierzchniach US Open i Australian Open. Na mączce jest czas, by dogonić piłkę.

Najcierpliwsze korty

Siła gry Samprasa, McEnroe'a czy Edberga to ofensywa - świetnie serwowali i atakowali przy siatce, starali się jak najszybciej zdobyć punkt. Ale zagrania, które na szybkiej nawierzchni rozstrzygały wymiany, w Paryżu nie wystarczały, jeśli rywal miał szybkie nogi.

Przeciętny mecz w Wimbledonie trwa nieco ponad dwie godziny, a w Paryżu ponad trzy, choć zdarzają się i sześciogodzinne. O mączce mówi się, że to najcierpliwszy z kortów. Premiuje zawodników wytrzymałych, twardych fizycznie i mentalnie, którzy niezmordowanie ścigają piłkę. Dlatego Paryża nie zdobył Sampras, ale wygrał tam monotonny w przebijaniu mało znany Ekwadorczyk Andres Gomez. Żaden inny Szlem nie miał tylu jednorazowych mistrzów. Amerykanin Michael Chang, Hiszpanie Carlos Moya, Albert Costa i Juan Carlos Ferrero, austriacki leworęczny siłacz Thomas Muster czy Argentyńczyk Gaston Gaudio poza sukcesem w Paryżu niczego znaczącego nie osiągnęli.

- Zdarzały się wyjątki. Np. Yannick Noah, który wygrał w 1983 r., atakując. Ale Francuz czuł mączkę, wychował się na niej, atakował sprytnie. Dziś podobnie gra jego rodak Jo-Wilfried Tsonga - przetrzymuje piłkę w dłuższej wymianie, aby po chwili ostro przyśpieszyć - dodaje Fibak.

Zabójczy top-spin

Pierwszym królem Rolanda Garrosa, który w erze zawodowego tenisa zwyciężał wielokrotnie na wolnej nawierzchni, został Szwed Bjoern Borg. Miał 18 lat, gdy wygrał w 1974 r. Potem triumfował jeszcze pięciokrotnie. - Zobaczyłem go po raz pierwszy w Kopenhadze w meczu z Czechem Janem Kukalem. Miał 16 lat. Poruszał się genialnie, ślizgał się do piłek, łączył fantastyczną pracę nóg z wyczuciem w defensywie - wspomina Fibak.

Borg zrewolucjonizował tenis, choć mało brakowało, a zostałby hokeistą lub pingpongistą. W rodzinnym Södertälje pod Sztokholmem tenis nie był popularny. Ojciec Bjoerna Rune grał w ping-ponga. O wyborze syna zdecydował przypadek. - Rune wygrał w turnieju drewnianą rakietę do tenisa i oddał ją dziecku.

Gdy Borg junior zapisał się do klubu, koledzy śmiali się z niego, bo uderzał piłkę jak w ping-pongu. Był samoukiem, nadawał piłce maksymalną rotację do przodu, zawijał ją, by przeleciała bezpiecznie wysoko nad siatką i spadła pod linią końcową, a po odbiciu przyspieszyła dzięki rotacji. Tak Borg stworzył styl oparty na tzw. top-spinie, najbardziej śmiercionośnym uderzeniu na kortach ziemnych. Top-spin trzymał atakujących tenisistów daleko od siatki, dawał też czas, by po uderzeniu ustawić się w najlepszy sposób.

- Borg umiał atakować, ale robił to tylko wtedy, gdy musiał. Jego styl to było czekanie na linii końcowej na błędy rywali. Ciągle posyłał wysokie piłki - mówi Fibak.

Drugą innowacją Borga był oburęczny bekhend, pozostałość z treningów hokejowych. W latach 70. prawie wszyscy grali bekhend jedną ręką. Przytrzymanie rakiety drugą dłonią okazało się pomocne, bo pozwalało na mocniejsze uderzenie i większą kontrolę piłki. Dziś niemal cały świat trzyma rakietę przy bekhendzie w obu dłoniach.

Moc w lewej ręce

Rafael Nadal, drugi z królów Paryża, który w 2005 r. zwyciężył w debiucie jako 19-latek, a potem wygrał jeszcze pięć razy, też mógł rozminąć się z kortem. Jako dzieciak grał na Majorce w piłkę. Futbol był ważny w rodzinie - wujek Miguel Angel występował w wielkiej Barcelonie Johana Cruyffa i zdobył Puchar Europy. Z treningów piłkarskich Rafie zostało m.in. przyśpieszenie, nogi nigdy mu się nie plątały. - Jego też zobaczyłem po raz pierwszy, gdy miał 16 lat. W Hamburgu grał z Carlosem Moyą. Pierwsze skojarzenie miałem takie, że widzę Borga. Te same genialne ruchy, ta sama świetna defensywa - wspomina Fibak, który w 1977 r. doszedł w Paryżu do finału debla z Czechem Janem Kodeszem.

Do tenisa Nadala przekonał inny wujek - Toni, instruktor w lokalnym klubie. To on przełożył mu rakietę do lewej ręki. Rafa jest praworęczny - tak trzyma szczoteczkę do zębów i długopis, gdy rozdaje autografy. Jedyną rzeczą, jaką robi lewą ręką, to gra w tenisa. Wujek był sprytny, bo leworęczny Rafa stał się niebezpieczniejszy dla rywali. Mańkutów jest po prostu dużo mniej, a praworęcznym zawodnikom gra się z nimi trudniej, bo długo przyzwyczajają się do odwróconych uderzeń - forhend Nadala spada na rywali z bekhendowej strony.

Zmęczył się raz

Jeśli Borg wprowadził do tenisa topspinowe uderzenia jako styl gry, to Nadal wyniósł je na kosmiczny poziom. Piłki podkręcane przez Hiszpana obracają się wokół własnej osi ze średnią prędkością 3,2 tys. obrotów na minutę. Te najszybsze osiągają 5,5 tys. obrotów. Dla porównania - Sampras i Andre Agassi podkręcali piłki do 1,8 tys. obrotów, a Roger Federer osiąga 2,5 tys. Forhend Nadala jest dziś uznawany za najgenialniejsze uderzenie w tenisie. To właśnie nim jak taranem przedzierał się do paryskich finałów. Im więcej jest obrotów, tym większe przyśpieszenie ma piłka po odbiciu od podłoża i tym trudniejsza jest do odebrania.

Borg nigdy się nie męczył. Mógł grać na równym poziomie godzinami. Gdy zrobiono mu badania w Szwedzkim Instytucie Medycznym, okazało się, że bez wysiłku ma tętno 38 uderzeń na minutę, dwa razy mniej niż przeciętny zdrowy człowiek. Wydajność płuc była u niego zbliżona do tej u wyczynowych pływaków i biegaczy. W programie telewizyjnym "Superstars" Borg pokonał w 1976 r. na 110 m przez płotki mistrza olimpijskiego w tej dyscyplinie Francuza Guya Druta. - Sam kiedyś mierzyłem mu tętno i wyszło ok. 40 uderzeń. Miał naturalną długodystansową wytrzymałość jak Eddy Mercxs, pięciokrotny zwycięzca Tour de France. Często ich porównywano - opowiada Fibak.

John Lloyd, były brytyjski tenisista, wspominał, że zapytał Szweda, czy kiedykolwiek się zmęczył. - Raz, w meczu z Ivanem Lendlem w piątym secie. Gdy było 5:5, poczułem lekkie zmęczenie, ale szybko mi przeszło - odparł Borg.

Nadal, też jest silny i piekielnie wytrzymały. Dziennikarze często pisali jednak, że o ile Borg był fizjologicznym fenomenem, to Hiszpan krzepę i kondycję wypracowywał na morderczych treningach. Siedem dni w tygodniu, po cztery-pięć godzin, od 12. roku życia. - Może biegać sześć godzin, a jak trzeba, to dziesięć. To maszyna - mówił McEnroe.

Kilka lat temu królowa Elżbieta II odwiedziła korty Wimbledonu. Na oficjalnym spotkaniu w eleganckich strojach pojawili się wszyscy najlepsi. Poza Nadalem, który miał w tym czasie trening, a to dla niego rzecz święta.

- Nadal jest bardzo pracowity, ale z taką wytrzymałością i siłą trzeba się urodzić. Krzywdzące opinie, że napędzały go wyłącznie mięśnie, głosiła francuska prasa niechętna Hiszpanowi. Nie dowierzano, że można być aż tak wytrzymałym, doszukiwano się u niego nielegalnego dopingu. Zresztą Nadal wcale nie uderza mocno, prawdopodobnie jest ze 30 większych siłaczy, Łukasz Kubot ma potężniejszy forhend. Siłą Hiszpana jest rotacja piłki - podkreśla Fibak.

Iceman vs. gladiator

Trener Borga Lennart Berglin zapytany o geniusz swego podopiecznego wskazywał najpierw na udo, potem na głowę, i mówił: - Wszystko jest tu i tu.

Szwed był pierwszym tenisistą, o którym mówiono, że jest zimny jak lód. Na korcie nie denerwował się nigdy, nawet gdy z drugiej strony siatki stał słynący z wybuchów złości McEnroe. "Iceman" - "Człowiek Lód" - rywale wspominali, że przegrywali ze Szwedem już w szatni, przed wyjściem na kort. - No bo jak sobie człowiek uświadomił, że Borg może tam stać pięć godzin i przebijać piłkę z beznamiętną miną, to jak z nim grać? - mówił John Lloyd.

Borg słynął z małomówności. - W szatni wszyscy się śmiali, dyskutowali, a on potrafił siedzieć godzinę i milczeć. Koncentrował się na grze. Nic poza tym nie istniało - wspominał Ilie Nastase, Rumun, rywal z lat 70. Gdy w 1979 r. w pokazowym meczu Borgowi wyrwało się przekleństwo po nieudanym zagraniu, 10 tys. ludzi wstało i biło brawo, a Amerykanin Vitas Gerulaitis upuścił rakietę i padł na kolana z wrażenia, że Borg przemówił.

- "Iceman" to nie do końca trafione określenie. Borg rzeczywiście był spokojny, opanowany, ale określenie "lodowaty" ma pejoratywne zabarwienie. A Szwed był uprzejmy, pełen ciepła. W meczach z nim nawet McEnroe był grzeczniejszy - zaznacza Fibak. I opowiada, jak Polska w 1975 r. grała ze Szwecją w Pucharze Davisa. Borg, wówczas już gwiazda, śpieszył się do Dallas na komercyjny turniej, prywatny odrzutowiec czekał na Okęciu. - W Warszawie w trakcie mojego pojedynku z Borgiem kropiło. Wszyscy namawiali mnie, by zaprotestować, że pada za bardzo, że nie da się grać i trzeba przerwać i czekać, aż przestanie, wtedy Borg pewnie odleciałby do USA i oddał walkowera. Ale ja nie chciałem, właśnie dlatego, że Borg nigdy by się tak nie zachował. On zawsze był fair, więc też chciałem być - wspomina tenisista, który przegrał wówczas 4:6, 1:6, 6:8, a Polska mecz 1-4.

Nadal też jest niezwykle odporny psychicznie. W kluczowych momentach potrafi zagrywać najodważniejsze piłki. Wytrzymuje presję, wydobywa się z tarapatów. Potrafił wygrywać, broniąc wcześniej meczbole. Dzięki mocnej głowie dominował w Wielkich Szlemach nad Rogerem Federerem. Szwajcar, zwycięzca 16 Wielkich Szlemów, nazywany jest tenisistą wszech czasów, ale z Hiszpanem zwyciężać nie umie - w najważniejszych turniejach poległ z nim aż siedmiokrotnie, w tym cztery razy w Paryżu. Nadal zawsze umiał przetrzymać ataki Szwajcara, powoli wyprowadzić go z równowagi i zmusić do błędów.

Różnica między Borgiem i Nadalem jest taka, że Hiszpan pokazuje emocje. Po udanych akcjach podskakuje z zaciśniętą pięścią. - Daje rywalom sygnał: "Prędzej umrę, niż się poddam" - mówił McEnroe.

- Nadal, jak kiedyś Connors, walczy o każdy punkt jak o życie. W tenisie, a zwłaszcza na kortach ziemnych, najważniejsza jest siła mentalna, głowa, a co za tym idzie - koncentracja i waleczność. To, że Nadal umiał sześć razy wygrać Rolanda Garrosa, to nie tylko kwestia mięśni i biegania. Jego niezwykła regularność w odbijaniu piłki wynika z umiejętności koncentrowania się, ze sportowej inteligencji. Nadal żyje tenisem, od rana do wieczora siedzi na kortach, ogląda mecze, pyta, analizuje grę rywali; to profesjonalista - podkreśla Fibak. - Podobnie jest z Sereną Williams. Wszyscy mówią, że amerykańska tenisistka to tylko mięśnie, że bije najmocniej ze wszystkich i dlatego wygrywa, a to nie prawda. Serena triumfuje, bo tak jak Nadal ma najmocniejszą głowę, wytrzymuje presję i wie, co robić w ważnych momentach.

Jak umrzeć z nudów

Borg przegrał w Paryżu tylko dwa mecze. Oba z Włochem Andriano Panattą. W 1973 r. poległ w debiucie jako 17-latek, ale w 1976 r., gdy był już dwukrotnym mistrzem, Panatta sensacyjnie znów dopadł go w ćwierćfinale. - Każdy miał rywala, którego w szczególny sposób się obawiał. Pamiętam, że Ivan Lendl zawsze biegł sprawdzić w turniejowej drabince, gdzie jest Noah. Jeśli Francuz był daleko od niego, odczuwał ulgę. "No bo z nim nie umiem złapać rytmu, on tak wszystko miesza" - tłumaczył. Dla Borga takim rywalem był Panatta, który grał podobnie do Noah. Włoch był wysoki, świetnie serwował, miał duży zasięg ramion, ale umiał biegać po czerwonej mączce i jednocześnie sprytnie atakować. Tylko umiejętnym atakiem, kombinowaniem, zwalnianiem i przyśpieszaniem uderzeń można było pokonać Borga na mączce. Noah i Panatta to dwójka graczy ofensywnych, którzy jako jedyni umieli wygrać Rolanda Garrosa - opowiada Fibak, który raz ograł Borga w Monte Carlo. - Ale to był dziwny mecz, taki bez normalnego przebijania. Ja cały czas posyłałem dropszoty, ze 100 razy - śmieje się.

Borga porażka z Panattą nie załamała, wrócił do Paryża i wygrał jeszcze czterokrotnie. Karierę skończył w 1981 r. po przegranych z Johnem McEnroe'em finałach Wimbledonu i US Open. - Ale to nie McEnroe wysłał Bjoerna na emeryturę. Ich mecze były zawsze na ostrzu noża, emocjonujące. Z jednej strony atak, z drugiej defensywa, wielkie widowiska. Borg uznał, że nie ma sensu grać dalej, gdy pojawił się zawodnik taki sam jak on, czyli Mats Wilander. Jego rodak zachowywał się jak lustrzane odbicie, wszystko robił identycznie, tylko był młodszy - uważa Fibak.

Rafael Nadal w Paryżu przegrał tylko raz - w 2009 r. w ćwierćfinale pokonał go Szwed Robin Soederling. Hiszpan przyjechał wtedy do Francji bez formy, narzekał na ból w kolanach, a potem okazało się, że pochłaniały go też sprawy poza kortem, bo rozwodzili się jego rodzice. - Nadal popełnił też błąd, bo zagrał przed Garrosem w turnieju w Madrycie, gdzie jest inna mączka i nieco inne odbicie piłki ze względu na wyższe położenie nad poziomem morza. To go rozregulowało i pozbawiło pewności uderzeń - podkreśla Fibak. Wyeliminowanie Nadala otworzyło w 2009 r. drogę po jedyny tytuł w Paryżu Federerowi, który w finale pokonał Soederlinga. To jedyny raz, gdy Szwajcar nie musiał się bić z Hiszpanem. Zdaniem wielu tylko dlatego Federer zdołał wygrać w Paryżu.

A co by się stało, gdyby Borg zagrał z Nadalem? - Umarlibyśmy z nudów - śmieje się Fibak. - To byłby dramat po prostu. Najbardziej przypominałoby to chyba pojedynki Borga z Argentyńczykiem Guillermo Vilasem, który w tamtych czasach grał podobnie do Nadala, też był leworęczny i miał forhendowy top-spin. Przez dwie godziny tylko przebijali, aż w końcu Vilas nie wytrzymywał, zaczynał atakować i mecz się kończył, bo Borg przeważał. Nie wiem tylko, kto pierwszy zaatakowałby w meczu Borga z Nadalem. Pewnie ten drugi by zwyciężył.

WYIMEK

A co by się stało, gdyby Borg zagrał z Nadalem? - Umarlibyśmy z nudów. Przez dwie godziny tylko by przebijali, aż w końcu któryś by nie wytrzymywał i zaatakował - śmieje się Wojciech Fibak.

Bukmacherzy typują

Mężczyźni:
Nadal 1,7
Djoković 3,2
Federer 9
Del Potro 15
Berdych 34
Ferrer 34
Murray 34

Kobiety:
S. Williams 3,5
Azarenka 4,5
Szarapowa 8
Li 11
Kvitova 13
Stosur 13
Radwańska 17