Australian Open. Clijsters zatrzymała Radwańską

Agnieszka Radwańska przegrała z Kim Clijsters 3:6, 6:7 (4-7) w ćwierćfinale Australian Open. - Belgijka umiała przyśpieszyć w najważniejszych momentach. Szkoda tego meczu, bo nigdy nie byłam tak blisko półfinału Szlema - powiedziała Sport.pl Agnieszka. Bardziej surowy był trener. - Kim zagrała najsłabszy mecz turnieju, była do ogrania. Takie szanse trzeba wykorzystywać - stwierdził Robert Radwański.
"Radwanska, you can do it!" - krzyczał jeden z australijskich kibiców pod koniec emocjonującego drugiego seta, gdy Rod Laver Arena wypełniła się 15 tysiącami fanów czekających na sensację.

Rozstawiona z dwunastką Polka planowo przegrała pierwszego seta z faworyzowaną Belgijką, ale w drugim zacięta walka trwała do samego końca. Tak, jak można było się spodziewać, rozstawiona z trójką Clijsters miała sporą przewagę w sile ognia, potrafiła zagrywać dużo mocniejsze piłki po rogach. Umiała też wyjść do przodu i jednym uderzeniem zakończyć wymianę.

Ale Belgijka nie była tego dnia nieomylna, bardzo dużo piłek wyrzucała w aut, często trafiała w siatkę (37 niewymuszonych błędów, sześć podwójnych serwisowych). Jej forhend psuł się, a po chwili znów działał jak niszczycielska maszyna.

Belgijka grała falami, a Radwańska próbowała wstrzelić się w te słabsze momenty Belgijki. Starała się mieszać rytm, zmieniała rotacje, kierunki uderzeń. Kilka razy efektownie ruszyła do siatki, posłała bajecznego woleja, wygrała parę piłek dropszotami. Belgijskim dziennikarzom opadły też szczęki, gdy zmieściła zabójczy return w samym narożniku kortu. W drugim secie to było bardzo efektowne widowisko.

Radwańską dzieliły ledwie dwie piłki od zwycięstwa w tej partii i, być może, od odwrócenia losów pojedynku. Przy stanie 4:4 udało jej się przełamać Clijsters po serii jej błędów i własnych dobrych zagrań. Polka serwowała, było 5:4, 30:0 i nagle.... nad kortem zaczęły latać samoloty. W Australii 26 stycznia jest obchodzony Australia Day, czyli najważniejsze święto narodowe - w miastach są parady, pokazy lotnicze, a wieczorem sztuczne ognie. Hałas zrobił się potworny, kibice na zmianę śmiali się i wiwatowali, sędzia raz po raz przerywał grę, ale samoloty znienacka znów powracały, a Radwańska i Clijsters w tym chaosie musiały grać najważniejszego gema meczu.

Agnieszka trzy razy miała w nim na rakiecie smecza przy stanie 40:40, dwie piłki dzieliły ją od trzeciego seta, ale nie umiała skończyć - albo grała za lekko albo w aut. Clijsters jakoś się w końcu z tarapatów wydobyła, przełamała Polkę, a potem dowiozła zwycięstwo do końca w tie-breaku (Radwańska znów prowadziła w nim 2-0, ale straciła przewagę).

Zagraniczni dziennikarze chwalili Radwańską za efektowne akcje, pomysłowość. - Ale skończyło się zgodnie z planem - komentowali zgodnie. Tak, jak dzień wcześniej mówił Sport.pl Mats Wilander, przeważała opinia, że Polka i tak osiągnęła więcej niż mogła, biorąc pod uwagę niedawną operację stopy.

- Te samoloty nie miały znaczenia. Przeszkadzały, ale nam obu w równym stopniu. Nie przegrałam tego seta przez samoloty - powiedziała Sport.pl Radwańska po trwającym 94 minuty meczu. - Szkoda, bo spośród czterech ćwierćfinałów Szlema, które zagrałam, ten był najlepszy. Nigdy nie byłam tak blisko półfinału. Oczywiście, że żałuję tej końcówki seta, ale Kim w kluczowych momentach grała za dobrze, potrafiła przycisnąć, przyśpieszyć. Posyłała takie wyrzucające piłki, do których nie dało się dobiec. Zrobiłam, co mogłam - dodała Polka, która w 2008 r. gładko przegrała w ćwierćfinale w Melbourne ze Słowaczką Danielą Hantuchovą, a potem w 2008 i 2009 r. w Wimbledonie dwukrotnie wyraźnie ulegała siostrom Williams.

Zapytana o szanse Clijsters na końcowe zwycięstwo, Agnieszka odparła mało dyplomatycznie, że turniej wygra raczej Chinka Na Li lub Karolina Woźniacka. - One są mocniejsze - stwierdziła. Clijsters w drugim półfinale zmierzy się z Rosjanką Wierą Zwonariewą, która pokonała Czeszkę Petrę Kvitovą.

Ćwierćfinał przybliża szanse Radwańskiej na powrót do pierwszej dziesiątki rankingu WTA (jest 14.). - To fajnie, choć nie patrzę na ranking. Wolałabym być w półfinale Szlema - podkreśliła Polka, która w Melbourne zarobiła w tym roku 225 tys. dol. australijskich, czyli ok. 675 tys. zł.

Dużo bardziej krytyczny był Robert Radwański, ojciec i trener Agnieszki. - Clijsters zagrała bardzo słaby mecz, grała jakby to była I runda, a nie ćwierćfinał. Momentami była kompletnie "drewniana". Agnieszka nie umiała jednak wykorzystać wielkiej szansy. W decydujących momentach zabrakło zdecydowania, agresji. W ćwierćfinale Szlema trzeba walczyć, walczyć i jeszcze raz walczyć, dać z siebie wszystko - stwierdził Radwański w dużych emocjach. - Spośród pięciu meczów, które Agnieszka zagrała w tym roku w Australii, ten był najsłabszy - dodał Radwański.

Agnieszka, jej młodsza siostra Urszula i ojciec prawdopodobnie w piątek wsiądą do samolotu do Polski. Kolejne plany startowe Agnieszki to lutowe turnieje w Dubaju i katarskich Dausze. - Najważniejsze, że noga po operacji wytrzymała taki poważny test. W dalszą cześć sezonu patrzę optymistycznie - zakończyła Radwańska.

Wyniki meczów ćwierćfinałowych:

Wiera Zwonariowa (Rosja, 2) - Petra Kvitova (Czechy, 25) 6:2 6:4

Kim Clijsters (Belgia, 3) - Agnieszka Radwańska (Polska, 14) 6:3 7:6(4)

Bycie polskim numerem jeden nie dało mi nic - twierdzi Kubot?




Nerwy, wściekłość, wielka radość - Radwańska na Australian Open (zdjęcia)