Sport.pl

Australian Open: Radwańska odpadła, ale wraca uśmiechnięta

Agnieszka Radwańska i Rosjanka Maria Kirilenko przegrały w czwartek w deblowym półfinale Australian Open 1:6, 6:1, 3:6 z rozstawionymi z jedynką Carą Black z Zimbabwe i Amerykanką Liezel Huber. - Grając z tak mocną parą, nie można właściwie popełniać żadnych błędów. My popełniłyśmy ich za dużo - powiedziała Sport.pl Radwańska, która Australię opuszcza jednak z uśmiechem na twarzy.
- To był lepszy mecz niż w finale w Dubaju, gdy rok temu przegrałyśmy z nimi gładko 3:6, 3:6. W trzecim secie odjechały nam dziś za szybko, nie popełniając właściwie żadnych błędów - opowiadała Agnieszka po trwającym niecałe dwie godziny spotkaniu.

Black i Huber to najlepsze obecnie na świecie tenisistki specjalizujące się w deblu - w sumie zarobiły na korcie 10 mln dol., każda wygrała ponad 40 turniejów, przynajmniej cztery w Wielkim Szlemie. Na korcie było widać, że są doskonale zgrane, właściwie w każdym momencie wiedziały co robić, gdzie się ustawić i cały czas parły na siatkę, starając się skracać pole gry. - Dominowały wyraźnie w tym pierwszym secie, spychały nas do tyłu. W drugiej partii my byłyśmy trochę lepsze, ale potem znów było gorzej. Za mocne rywalki i tyle. To dwie świetne deblistki, mają super wolej, ciężko było je mijać - wyliczała Radwańska.

- Maria wyraźnie nie była w pełni sił. Zagrała słabiej niż zawsze, szczególnie jeśli chodzi o serwis. Nie będziemy jednak zwalać winny na partnerkę, Agnieszka też sporo psuła, miała problem ze skończeniem kilku wystawek. Dziewczyny przegrały z najlepszą parą świata. Rywalki świetnie spisały się zwłaszcza przy siatce - mówił Sport.pl tuż po meczu Robert Radwański, trener i ojciec Agnieszki.

- Drugi set był szybki, bo Huber i Black miały słabszy moment, ale też Agnieszka i Maria zagrały lepiej. W trzecim secie zaprzepaściły wszystko na samym początku, trzeba się było mocniej skoncentrować na początku, a one od razu przegrały dwa gemy. Błędem było też ustawianie się Agnieszki na środku, przy serwisie Kirilenko. Rosjanka za słabo serwowała, by liczyć potem na taką klasyczną australijską "zbijkę". Do głosu od razu dochodziły rywalki - stwierdził Radwański.

- Mimo wszystko, to był dla nas bardzo udany turniej deblowy. Jeśli chodzi o singla, to... było średnio. Najbardziej szkoda mi Uli, bo nie dość, że miała pecha w losowaniu, to jeszcze okazało się, że ma tę kontuzję pleców - zakończył ojciec polskich tenisistek. Trzy dni temu okazało się, że Urszula ma rysę na jednym z kręgów w lędźwiowym odcinku kręgosłupa. Przez co najmniej pięć tygodni nie zagra w żadnym turnieju.

Agnieszka razem z resztą rodziny wylatuje z Melbourne do Polski w sobotę - lub już w piątek, jeśli da się przełożyć bilet - lotem przez Singapur i Londyn. - Przepakujemy się domu w Krakowie, ale właściwie nie zdążymy nawet usiąść, bo od razu jedziemy do Bydgoszczy na mecz Pucharu Federacji z Belgią [początek 6 lutego]. We wtorek chcemy już trenować w tamtejszej hali - powiedział Radwański.

Agnieszka ma potem w planach pod koniec lutego imprezę w Dubaju, a później przenosi się od razu za Ocean do Indian Wells i Miami. W tym roku kalendarz ma więc w tej części roku znacznie mniej intensywny - 12 miesięcy temu wystąpiła jeszcze w Paryżu i Monterrey.

Agnieszka przegrała, ale żegnała się z Melbourne uśmiechnięta. Na konferencji pytaliśmy ją, czy jest przygotowana na szok pogodowy - w weekend w Polsce znów ma być minus 20 stopni C, w Melbourne jest plus 30. - Przyjechałam tu w takiej cienkiej skórzanej kurtce, ale na szczęście dostałam na miejscu dość ciepłą kurtkę w prezencie. Za dużą, ale jak jedną założę na drugą, to będzie w sam raz na polską zimę. Co prawda nic do niczego nie będzie wtedy pasować, wszystko będzie z innej wsi, ale może jakoś to przeżyję - wyłożyła nam trudne zagadnienia pogodowo-designerskie Agnieszka.

Co najbardziej zapamięta z Australian Open? - Babki, które są w salonie piękności i robią paznokcie, włosy, hennę. Włosy w Australii robią zdecydowanie najlepiej ze wszystkich Szlemów - cmokała Polka, która tradycyjnie już zawsze się ożywia, gdy nie musi opowiadać o tenisie.

Z bardziej poważną miną, powiedziała po chwili, że w kobiecym finale stawia na Justine Henin, a w męskich półfinałach na Andy'ego Murraya i Rogera Federera. - A w finale wygra Federer, w czterech setach - zakończyła Polka, która za występ w Melbourne zarobiła 108 tys. dolarów australijskich (56 tys. za debel, 52 tys. za singiel), co daje ok. 280 tys. zł.

W deblowym kobiecym finale Huber i Black zmierzą się z Sereną i Venus Williams, które pokonały w drugim półfinale Lisę Raymond z USA i Australijkę Rennae Stubbs.

Australian Open na Sport.pl »