Australian Open. Zapowiedź finału mężczyzn, czyli powrót do złotych lat rywalizacji Federera z Nadalem

Kibiców tenisa z całego świata czeka nie lada gratka. W niedzielnym finale Australian Open wystąpi Roger Federer i Rafael Nadal, czyli dwóch byłych liderów światowego rankingu. Będzie to ich 35. spotkanie. Z tej okazji warto sobie przypomnieć, kiedy się rozpoczęła i jak przebiegała rywalizacja najlepszych tenisistów XXI wieku.
Przed rozpoczęciem pierwszego w sezonie turnieju wielkoszlemowego w kontekście rozgrywek mężczyzn mówiło się w zasadzie tylko o jednym. Pytanie brzmiało: Czy Andy Murray udowodni, że zasługuje na pozycję lidera światowego rankingu i jak na grę Szkota zareaguje ten, który mu ustąpił, czyli Novak Djoković? Nie minęło dużo czasu, aż jedna z wielu sensacji tegorocznych rozgrywek stała się faktem. Serb przegrał w drugiej rundzie z Denisem Istominem z Uzbekistanu i stracił szansę na siódmy tytuł w Melbourne Park. Otworzyło to drogę Murrayowi, który w tej sytuacji stał się niezaprzeczalnym faworytem do triumfu. Nie nacieszył się długo, ponieważ w zaskakująco łatwym stylu wyeliminował go Mischa Zverev.

Kto miał więc od tego momentu największe szanse na zwycięstwo? Okazało się, że wśród szumu spowodowanego porażkami faworytów coraz dalej w drabince pięli się oni. Ci, którzy najlepsze lata mają za już za sobą, którzy nie budzą już takiego postrachu jak dawniej, którzy nie osiągają już wielkich sukcesów, bo zamiast tego byli zajęci w ostatnim czasie leczeniem kontuzji. Ale to wciąż oni, najznakomitsi w swoim fachu gladiatorzy, którzy wpisali się w historię tej dyscypliny. I teraz na nowo tę historię tworzą.

Początek nowej ery

Pierwszym turniejem wielkoszlemowym wygranym przez Rogera Federera był Wimbledon 2003. Sześciu z siedmiu rywali przez niego wówczas pokonanych zdążyło już przejść na emeryturę. On sam był rozstawiony z numerem czwartym, lecz dopiero wtedy rozpoczęło się jego wspaniałe pasmo sukcesów. Niespełna 21-letni Szwajcar stawał się powoli gwiazdą swojej dyscypliny. W kolejnym sezonie zdołał triumfować w Australian Open i US Open, dzięki czemu w wieku zaledwie 23 lat skompletował trzy z czterech najważniejszych pucharów. Brakowało mu jeszcze tytułu mistrza French Open, lecz na jego drodze stanął pewien nastoletni Hiszpan.

Rafael Nadal, bo tak nazywał się ów młodzieniec, zaistniał po raz pierwszy w tenisowym światku dochodząc do trzeciej rundy Wimbledonu 2003. Rogera Federera spotkał po raz pierwszy na twardych kortach w Miami. Było to w roku 2004, a więc kiedy wielu dzisiejszych młodych fanów tenisa nie było jeszcze nawet na świecie. 18-latek wygrał tamto spotkanie i rozpoczął wieloletnią rywalizację zawodników, którzy zdominowali pierwszą dekadę XXI wieku.

Wieloletnie rządy

Wtedy w Miami Federer poległ w dwóch dość łatwych setach, lecz nikt się tym zbytnio nie przejął, w końcu każdy mistrz może mieć słabszy dzień. O tym, że Nadal jest jednym z nielicznych zawodników, a możliwe, że jedynym, który ma na niego patent, przekonali się wszyscy na French Open 2005. Wydawało się, że Szwajcar miał prostą drogę do wygrania ostatniego brakującego szlema. W półfinale rewanż z Nadalem i finał z Mariano Puertą, który oprócz tego turnieju nie zdołał przebrnąć już nigdy drugiej rundy w rozgrywkach tej rangi. Los chciał jednak inaczej.

Rafael Nadal niespodziewanie pokonał faworyzowanego Federera w czterech setach, następnie w takim samym stosunku Puertę i w wieku 19 lat stał się jednym z najmłodszych triumfatorów turnieju wielkoszlemowego. Trzeba dodać, że był to jego pierwszy start w Rolandzie Garrosie, który zapoczątkował wieloletnie panowanie na paryskiej mączce.

W kolejnych latach prym wciąż wiódł Federer. Zwyciężał regularnie w US Open, dorzucał co jakiś czas tytuł w Australii, a Wimbledon stał się jego królestwem. Londyńska trawa była także jedynym miejscem, gdzie górował nad rozwijającym się Nadalem. Ten jednak nie dawał mu dojść do słowa we French Open. I tak w latach 2006 - 2008 te dwa turnieje były polem bitwy dwóch najlepszych tenisistów globu. Federer wygrywał w finałach Wimbledonu, a Nadal w finałach French Open. Wszystko się jednak kiedyś kończy. Który z nich jako pierwszy przełamał niemoc na terenie przeciwnika? Nadal. Pokonał Szwajcara we wspaniałym, pięciosetowym pojedynku w 2008 roku, który został okrzyknięty najbardziej niesamowitym meczem tenisowym w historii.

Wydawało się, że nastąpiła zmiana i teraz to Hiszpan będzie dyktował warunki na światowych kortach. Możliwe, że za mocno uwierzył w swoje siły lub po prostu nadział się na zbyt mocnego rywala, ponieważ niecały rok później stała się rzecz niesłychana - Rafael Nadal poległ we French Open. Po czterech wygranych edycjach z rzędu tym razem musiał uznać wyższość Robina Soderlinga w czwartej rundzie. Mimo to pokonał Szweda rok później w finale i wygrał turniej jeszcze pięciokrotnie, dochodząc do fenomenalnego rezultatu dziewięciu triumfów w jednym turnieju wielkoszlemowym. Soderling przeszedł dość wcześnie na emeryturę. Nie wygrał żadnego szlema, ale może się pochwalić nie lada osiągnięciem - wyeliminował Rafę Nadala z turnieju w Paryżu w jego najwyższej dyspozycji.

Feralny występ Hiszpana w 2009 roku idealnie wykorzystał Federer. Wiedząc, że na cegle nie ma z Nadalem żadnych szans, zorientował się, że jego odpadnięcie stwarza mu niepowtarzalną okazję. Doszedł do finału i zmierzył się w nim z Soderlingiem. Był niebywale zmotywowany i po trzech setach padł na pomarańczową nawierzchnię ze łzami radości w oczach. Dzięki temu zwycięstwu dołączył do wąskiego grona tenisistów, którzy triumfowali w każdym z czterech wielkich szlemów. Jego nazwisko pojawiło się obok takich legend jak Andre Agassi, Rod Laver, Roy Emerson, Don Budge i Fred Perry. Mógł być dumny z osiągnięcia i cieszyć się tym, że w tej kategorii jest lepszy od Rafy Nadala. Póki co.

Nie trzeba było bowiem długo czekać, aż i Rafie się to uda. Hiszpan zaliczył w 2010 roku najlepszy sezon w karierze. Triumfował tradycyjnie w Rolandzie Garrosie, na Wimbledonie, a pokonując w finale US Open Novaka Djokovicia uzupełnił swoją kolekcję szlemów tymże pucharem. Ma też jeden tytuł, którego wciąż brakuje Federerowi - złoty medal igrzysk olimpijskich w singlu. Obaj mają złoto za debel (Szwajcar z Pekinu, Hiszpan z Rio), ale w singlu Federer może pochwalić się "jedynie" srebrem z Londynu.

Kolejne lata nie były już tak owocne dla żadnego z nich. Od początku roku 2011 do dziś Federer zdołał wygrać jedynie Wimbledon w 2012 roku, pokonując w finale równie doświadczonego Andy'ego Roddicka, a Nadal siał postrach już tylko we Francji. Nadeszła era Novaka Djokovicia, który z kolei w okresie 2011-2017 wygrał aż 11 turniejów wielkoszlemowych i jako ostatni dołączył do zdobywców karierowego wielkiego szlema.

Wiecznie czwarty Andy Murray zaczął poczynać sobie coraz lepiej, pojawili się młodzi Milos Raonić i Kei Nishikori, Stan Wawrinka od kilku lat przeżywa tenisową drugą młodość, a starzy mistrzowie zeszli powoli na dalszy plan. Federer i Nadal po raz ostatni w finale wielkoszlemowym spotkali się podczas French Open 2011, a potem, w 2012 i 2014 roku na Australian Open, ale już tylko w półfinale. Wszystkie z tych meczów wygrał Hiszpan. Rok 2016 był pierwszym od 13 lat, kiedy nie stanęli naprzeciwko siebie ani razu. Spowodowane to było po części kontuzją kolana Szwajcara, która wyeliminowała go z rozgrywek na niemal pół roku. Nadal nie załapał się do World Tour Finals w Londynie i także wycofał się z końcówki sezonu. Obaj zapowiedzieli jednak powrót na Australian Open 2017.

Wielki powrót

Wrócili, ale już nie jako faworyci. Nadal rozstawiony z "9", a Federer z "17". Od pewnego czasu niemal zawsze byli po przeciwnych stronach drabinki, teraz również, ale nikt nawet tego nie zauważył, bo liczyła się tylko walka pomiędzy Djokoviciem i Murrayem. Kiedy ci dwaj odpadli, wszyscy zwrócili uwagę na starych mistrzów. Bo choć Serb ze Szkotem polegli z innymi, to Federer pokonał w wielkim stylu Tomasa Berdycha, Keia Nishikoriego, Mischę Zvereva i Stana Wawrinkę, a Nadal odesłał do domu Alexandra Zvereva, Gaela Monfilsa, Milosa Raonicia i Grigora Dimitrowa.

W niedzielnym finale zmierzą się ponownie. Za Nadalem przemawia młodszy wiek (30 kontra 35 lat Federera) i bilans ich bezpośrednich spotkań, za Szwajcarem zaś możliwość dłuższego o jeden dzień odpoczynku. Obaj rozegrali taką samą ilość setów - 23, ale mniej czasu na korcie (aż o 5 godzin) spędził "Król Roger".

Kto wyjdzie z tego starcia zwycięski, dowiemy się niedzielę. Jeśli wygra Federer, wyśrubuje swój niesamowity rekord do 18 triumfów wielkoszlemowych. Jeśli lepszy okaże się Nadal, dołączy do jeszcze węższego grona zawodników, którzy wygrali każdy turniej wielkoszlemowy przynajmniej dwukrotnie. Bez wątpienia będzie to bitwa tenisistów kompletnych i wybitnych, ikon dyscypliny, których rywalizacja zdążyła już przejść do historii nie tylko tenisa, ale i całego sportu.





Więcej o: