Australian Open. Podsumowanie 4. rundy spotkań mężczyzn

Niebywałe rzeczy dzieją się w Melbourne! Po wyeliminowaniu w drugiej rundzie Novaka Djokovicia, w czwartej z turniejem pożegnał się Andy Murray. Do ćwierćfinału awansowali natomiast pozostali faworyci: Stan Wawrinka, Roger Federer, Milos Raonić i Rafael Nadal.
Murray poza turniejem!

Najlepszy obecnie tenisista świata poległ w czwartej rundzie z zawodnikiem, który chciał niedawno kończyć karierę, a jego dotychczasowym największym osiągnięciem w turnieju wielkoszlemowym była 3. runda Wimbledonu 2008. Mischa Zverev to dla wielu młodych kibiców tenisa postać anonimowa, a rosyjskie nazwisko kojarzy się prędzej z 19-letnim Alexandrem - jego młodszym bratem, który także jest tenisistą.

Starszy ze Zverevów w starciu z Murrayem zaprezentował się wspaniale. Jak mówił po meczu, starał się mieszać uderzenia, atakować i grać slajsem, cofać się do defensywy i przechodzić do ofensywy. Podchodził aż 118 razy do siatki, często tuż po serwisie. Zanotował mniej asów i zagrań kończących niż jego bardziej utytułowany przeciwnik, ale mimo to zdobył 10 punktów więcej i awansował do ćwierćfinału, w którym postara się sprawić kolejną sensację. Po drugiej stronie siatki stanie bowiem Roger Federer, czyli najlepszy tenisista XXI wieku.

Na pytanie co jest większą sensacją męskiego turnieju: porażka Novaka Djokovicia czy Andy'ego Murraya, zdania są podzielone. Szkot to aktualny lider światowego rankingu i druga połowa ubiegłego roku była w jego wykonaniu imponująca. Jak widać, po dłuższej przerwie świątecznej nie wrócił jeszcze do najwyższej dyspozycji, przez co poległ w czwartej rundzie z Mishą Zverevem. O ile porażkę można zrozumieć, to jej rozmiar jest zaskakujący. Tylko jeden wygrany set, a dwa ostatnie przegrane wynikami 6:2 6:4 to nie jest rezultat godny najlepszego tenisisty świata.

Djoković to natomiast najlepszy zawodnik ostatnich kilku lat, ale od triumfu w zeszłorocznym French Open nie przypomina samego siebie. Gładkie porażki na Wimbledonie, igrzyskach olimpijskich w Rio i World Tour Finals w Londynie zszokowały cały tenisowy świat, pokazując, że wielki mistrz przechodzi kryzys. Australian Open jest mimo wszystko jego królestwem - wygrał tam sześć razy i po raz kolejny był faworytem do triumfu. W drugiej rundzie pokonał go jednak sensacyjnie Denis Istomin. Serb honoru nie splamił, walczył dzielnie i poległ dopiero po pięciu setach. Ale porażka - nieważne jakich rozmiarów - Novaka Djokovicia na Australian Open będzie zawsze sensacją.

Kolejny wielki mecz Federera

Fantastyczne widowisko stworzyli w 1/8 finału Roger Federer i Kei Nishikori. Spotkanie obfitowało w emocje i znakomite zagrania, a jego początek należał zdecydowanie do Japończyka. Świetnie returnował, dzięki czemu dwukrotnie przełamał faworyta, który pakował łatwe piłki w siatkę. Jak zrobiło się 5:1, Nishikori zaczął myśleć już chyba o drugim secie, ponieważ Federer odrobił straty i doprowadził do remisu. O losach pierwszej partii musiał zadecydować tie-break i lepiej mimo wszystko przetrwał go Nishikori, dzięki czemu wyszedł na prowadzenie.

Kolejne dwie odsłony to bardzo dobra gra Federera. Szwajcar odzyskał swój rytm, w swoim stylu skracał pole gry i całkowicie zdominował swojego młodszego rywala. Dzięki zwycięstwom 6:4 i 6:1 prowadził w setach 2:1 i był na fali wznoszącej. Nishikori wyglądał natomiast na zmęczonego i niechętnego do gry. Rzucił też w pewnym momencie rakietą o kort, co nieczęsto się widzi w jego przypadku. Sytuacja się jednak obróciła, kiedy niespodziewanie udało mu się w czwartym secie przełamać 17-krotnego mistrza wielkoszlemowego. Zaczął grać odważniej, a Federer ewidentne miał zniżkę formy. Nishikori nie wypuścił przewagi i doprowadził do piątej partii.

Kibice Japończyka nie zdążyli się ocknąć, jak ich ulubieniec przegrywał już 3:0. Na dodatek rozpoczęły się problemy zdrowotne. Na kort wszedł lekarz, który przez dłuższą chwilę go masował. Po rozpoczęciu gry Federer pewnie dążył do zwycięstwa i kwestią czasu była jego wygrana. Niedługo potem efektownym smeczem zakończył mecz i awansował do ćwierćfinału, w którym zmierzy się z Mishą Zverevem.

Dzięki przegranym Novaka Djokovicia i Andy'ego Murraya Federer wyrasta na głównego faworyta do triumfu w turnieju. Wielu kibiców liczy, że w finale spotka się ze swoim odwiecznym rywalem, Rafaelem Nadalem. Ich rywalizacja przez wiele lat elektryzowała cały tenisowy świat. Ostatni mecz o tytuł wielkoszlemowy z udziałem Szwajcara i Hiszpana miał miejsce dość dawno, bo w 2011 roku na kortach im. Rolanda Garrosa. Puchar wzniósł wtedy Nadal.

Zmienny Monfils

Nie zachwyciło spotkanie, które było rozgrywane jako ostatnie w czwartej rundzie. Rozstawienie obu zawodników wskazywało, że będzie miała miejsce zacięta batalia, ale doświadczeni kibice tenisa mieli pewne obawy dotyczące tego pojedynku. Dobrzy znajomi, Rafael Nadal i Gael Monfils, spotkali się już po raz piętnasty i pojedynek ten był nietypowy.

Pierwsze dwa sety przebiegały pod dyktando faworyta. Nadal grał na wysokim poziomie, a Monfils zachowywał się w swoim stylu - chodził zamyślony, grał pasywnie, od czasu do czasu zagrał coś mocnego, ale potem przegrywał swoje podanie do zera i ogólnie ciężko było w nim dojrzeć jakąkolwiek wiarę w zwycięstwo.

Trzecia partia miała zakończyć spotkanie na korzyść Nadala, lecz nagle Monfils się obudził. Uderzał mocniej, notował coraz więcej zagrań kończących i ku uciesze publiczności każdego woleja i smecza uderzał z wyskoku. Wygrał niespodziewanie seta 6:4 i zmniejszył stratę do Hiszpana.

Czwarta partia była zacięta i pozwalała myśleć, że Monfils doprowadzi do piątego seta. Kontynuował dobrą grę, przełamał nawet serwis przeciwnika, ale Nadal wyrównał, przełamał i w dość mało oczekiwanym momencie zakończył spotkanie. Zawodnicy podeszli do siatki i ciepło sobie podziękowali, a Hiszpan może się cieszyć, że nie doszło do "pięciosetówki". Dwie długie batalie pod rząd mogłyby źle wpłynąć na jego dyspozycję w ćwierćfinale. Tam naprzeciwko niego stanie wymagający Milos Raonić i będzie to dla obu bez wątpienia najtrudniejsze dotychczasowe starcie.

Raonić trzeci raz z rzędu w ćwierćfinale

Kanadyjczyk czarnogórskiego pochodzenia nie miał łatwej przeprawy w 1/8 finału. Jego rywalem był hiszpański rzemieślnik, Roberto Bautista-Agut. Rundę wcześniej pokonał on swojego dobrego kolegę, Davida Ferrera, i w kolejnym meczu również dobrze się zaprezentował.

Raonić szybko wyszedł na prowadzenie 3:0, ale rywal go dogonił. Doszło do tie-breaka, w którym Bautista-Agut prowadził już 5:1, ale wyżej rozstawiony przeciwnik odrobił straty i wygrał seta.

Zirytowany Hiszpan wyszedł na drugą partię bardzo zmotywowany, grał bardzo dobrze i popełnił tylko 4 niewymuszone błędy. Dzięki takiej dyspozycji zaskoczył wszystkich i doprowadził do remisu w setach. To było jednak wszystko, co miał do zaoferowania, ponieważ Raonić wygrał dwie kolejne partie dość gładko, kończąc mecz wynikiem 7:6(6) 3:6 6:4 6:1 i zameldował się w ćwierćfinale. Tam czeka go niebywale trudny przeciwnik, bo sam Rafael Nadal. Spotykał się z nim dotychczas ośmiokrotnie i wygrał jedynie dwa razy, ale za to raz w turnieju poprzedzającym tegoroczny Australian Open. Nie zmienia to faktu, że to Hiszpan będzie faworytem.

Trzy tie-breaki Wawrinki

Niezwykle rzadko spotykany wynik miał miejsce w meczu turniejowej "czwórki", Stana Wawrinki, z Andreasem Seppim. Fenomen tego meczu polega na tym, że zawodnicy przełamali się nawzajem tylko dwukrotnie, przez co musieli rozegrać same tie-breaki. Szwajcar był zdecydowanym faworytem tej konfrontacji i o ile nie umiał skutecznie wygrywać setów pewnym wynikiem, o tyle w trzynastych gemach każdej partii pokazał, kto jest lepszy.

Mecz zakończył się po trzech setach, ponieważ triumfator Australian Open 2014 wygrał wszystkie tie-breaki, odpowiednio do 2, 4 i 4. W spotkaniu trwającym niecałe trzy godziny było dużo agresywnych i ryzykownych uderzeń. Obaj zanotowali sporą ilość zagrań kończących, ale także popełnili dużo niewymuszonych błędów.

Ćwierćfinałowym rywalem Wawrinki będzie finalista turnieju sprzed dziewięciu lat, Jo-Wilfried Tsonga. Rozstawiony z numerem 12 Francuz pokonał w czterech setach (6:7 6:2 6:4 6:4) znakomitego do tej pory Daniela Evansa, przez co Wielka Brytania straciła jednego dnia dwóch swoich przedstawicieli.

Koniec snu Istomina

Denis Istomin w 4. rundzie zmierzył się z Grigorem Dimitrowem, lecz nie tylko z nim. Pierwszy set nie wskazywał nic złego i Uzbek wygrał go 6:2. Kolejna partia była bardzo wyrównana i dopiero w tie-breaku lepszy okazał się Dimitrow. Potem jednak znać o sobie dały dwa wcześniejsze pięciosetowe mecze Istomina, przez co dopadła go kontuzja biodra. Pomoc lekarza nie pomogła, widać było, że nie jest w stanie grać na 100 % swoich możliwości i gdyby nie ranga turnieju, z pewnością poddałby spotkanie. Swoją znakomitą przygodę chciał jednak zakończyć normalnie i dotrwał do końca meczu, choć nie miał szans go wygrać z bardzo solidnie grającym Dimitrowem.

Bułgar triumfował 2:6 7:6(2) 6:2 6:1 i awansował do ćwierćfinału. Stawi tam czoła Davidowi Goffinowi, który pokonał w czterech setach dość niespodziewanie 8. w rankingu ATP Dominica Thiema. Pomimo niższego rozstawienia to Dimitrow będzie faworytem, ponieważ w ich czterech dotychczasowych potyczkach za każdym razem był lepszy od Belga.

Historyczny turniej

W ćwierćfinale Australian Open zabraknie zarówno numeru 1 rankingu ATP (Andy'ego Murraya) jak i numeru 2 (Novaka Djokovicia). Ostatnim turniejem wielkoszlemowym, w którym w najlepszej ósemce zabrakło dwóch najlepszych aktualnie tenisistów świata był Roland Garros 2004. Wtedy szybko z imprezą pożegnali się Roger Federer i Andy Roddick, a cały turniej wygrał nierozstawiony Gaston Gaudio.

Pary ćwierćfinałowe Australian Open:

Mischa Zverev - Roger Federer (17.)

Stan Wawrinka (4.) - Jo-Wilfried Tsonga (12.)

Rafael Nadal (9.) - Milos Raonić (3.)

David Goffin (11.) - Grigor Dimitrow (15.)

Ćwierćfinały Australian Open rozpoczną się we wtorek o godzinie 1 w nocy czasu polskiego.