Agnieszka Radwańska w półfinale Australian Open. Radwańska, odnawialne źródło energii

"Sen Carli Suárez o półfinale Australian Open trwał tyle, ile chciała Radwańska" - skomentował mecz hiszpański dziennik "El Pa~s", żegnając swoją ostatnią tenisistkę.
Dla Polki Carla okazała się rywalką dość przyjemną, mecz był jednostronny, trwał 82 minuty. Jak na ten poziom rywalizacji w turnieju wielkoszlemowym Agnieszka rozstrzygnęła go w sposób piorunujący. Podkreślam to, bo Hiszpanka - dużo biegająca, niewysoka, grająca z głębi kortu, znakomita w defensywie, czyli taka jak Radwańska, ale silniejsza i agresywniejsza - mogła uchodzić za przeciwniczkę dla Polki symboliczną.

Bo właśnie siły i agresji Agnieszce brakowało najbardziej, kiedy w marcu 2015 r. przegrała z Suárez w IV rundzie turnieju w Miami. Komentatorzy ogłaszali zmierzch polskiej tenisistki. Radwańska wypadała z czołowej dziesiątki WTA, Hiszpanka do niej wkraczała. Wydawało się, że tendencja jest nieodwracalna, przewidywano, że Polka, która nigdy nie była cyborgiem kortów, osunie się w przeciętność. Do tenisa wchodził zastęp młodych, silnych, potężnych rywalek, których atak miał być nie do odparcia. Wiosną ubiegłego roku Polka nie była w stanie przejść dwóch kolejnych rund w tym samym turnieju. Udało się w Miami, ale dalszy marsz powstrzymała Suárez.

Agnieszka dostrzegała zagrożenia, stąd pomysł współpracy z Martiną Navrátilovą, która miała przestawić Polkę na grę bardziej agresywną i ofensywną. Radwańska próbowała grać wbrew sobie, zastępując naturalną regularność, spryt i inteligencję rozwiązaniami siłowymi. Efekt był odwrotny do zamierzonego.

Z lotu opadającego wyrwał ją Wimbledon, jej ukochana trawa w naturalny sposób przyspieszająca grę. Trawa, dzięki której technika, spryt, inteligencja, a także wytrwałość i regularność Radwańskiej stają się bardziej dobitne. Polka odwołała swój przedwczesny tenisowy pogrzeb, docierając w Londynie do półfinału. Tam zaporą była inna Hiszpanka - Garbine Muguruza, cyborg nowej generacji: o cztery i pół roku młodsza, o 10 cm wyższa, o 17 kg cięższa. Wciąż więc baliśmy się, że tenisowy wyrok na Polkę jest jednak nieuchronny. Że każdy mijający dzień osłabia jej atuty wobec potężniejszych rywalek. Ewolucję Agnieszki śledził cały świat. Ze względu na swoją mikrą posturę i niebywałe serce do walki ma tłum wielbicieli. Na korcie jest jak maratończyk: początkowo powolna, nie błyszczy, nie zachwyca, nie wyrywa się do wysokich lotów, ale później, gdy rywalki padają na twarz, budzi podziw, a nawet coś więcej. Dla części kibiców jej mecze to rodzaj sportowej wojny inteligencji z mięśniami. Inteligencja czasem tę wojnę wygrywa.

Baliśmy się, co będzie, gdy z upływem czasu nogi przestaną nieść Agnieszkę Radwańską. Gdy wypali się młodzieńczy entuzjazm, gdy każdy krok na korcie zacznie boleć. Tak, w naturalny sposób energia się wyczerpuje, ale w tym samym czasie sportowiec zyskuje inny, szalenie ważny atut - dojrzałość. Nie docenili Radwańskiej ci, którzy z trwogą patrzyli wyłącznie na jej kruche ciało. Energia Polki jest w sercu, w głowie. Źródło tam się odnawia. I wciąż bije. f



Jak się zmieniała Agnieszka Radwańska?