Sportowy weekend. Od SMS-a do wygranej w Australian Open

Ten weekend na pewno na długo zapamięta Łukasz Kubot, który po raz pierwszy w karierze wygrał turniej wielkoszlemowy. Zapomnieć o nim chcieliby na pewno polscy pięściarze i kibice Napoli, których zespół uzbrojono w wyjątkowo brzydkie koszulki.
"Sportowy weekend" to tytuł cyklu w Sport.pl. Co tydzień w niedzielę wieczorem podsumowujemy weekend w światowym sporcie, pisząc o tematach niekoniecznie lądujących na czołówkach portali. Wybieramy: wydarzenie, bohatera, antybohatera, liczbę, wideo, zdjęcie, cytat i tweet weekendu.



Wydarzenie weekendu

Kontuzja Jakuba Błaszczykowskiego.Dla Błaszczykowskiego runda wiosenna trwała tylko trzy minuty. Kapitan reprezentacji Polski tak nieszczęśliwie stanął na nodze, że skręcił sobie prawe kolano. Diagnozę przedstawił na swoim facebookowym profilu: "Potwierdziło się niestety: więzadła krzyżowe przednie całkiem zerwane. W czwartek mam operację, po niej od razu WALKA O POWRÓT!!!"

Co znaczna taka kontuzja dla sportowca? "6-9 miesięcy z głowy i ponad 30-procentowe prawdopodobieństwo uszkodzenia drugiego kolana po powrocie, znamy to z NBA - napisał na Twitterze dziennikarz Sport.pl Michał Owczarek. Błaszczykowski w czwartek przejdzie operację. Jeśli uniknie komplikacji, ma szanse zdążyć z powrotem na eliminacje Euro 2016. Kadrę bez niego aż strach sobie wyobrażać.



Bohater weekendu

Łukasz Kubot. Polski tenis czekał na zwycięstwo w Wielkim Szlemie 36 lat, Łukasz Kubot czekał na nie przez 12 lat zawodowej kariery, a jego deblowy partner Robert Lindstedt przez 14. W Australian Open w pięknym stylu wygrali turniej deblowy. Nie byłoby tego sukcesu, gdyby nie jeden SMS. Lindstedt miał w Melbourne grać z Juergenem Melzerem, ale po kontuzji tego zawodnika musiał sobie znaleźć nowego partnera. Napisał do Kubota i to był strzał w dziesiątkę. W Australii zagrali ze sobą po raz pierwszy i miejmy nadzieję nie ostatni. - Łukasz ma niesamowitą pozytywną energię, dzięki której ja sam staję się lepszym graczem. Niezbyt często jesteśmy świadkami czegoś takiego - powiedział Lindstedt. Niech to trwa, ale na miejscu Kubota postawiłbym jeden warunek - następnym razem Szwed ma się dołączyć do kankana.



Antybohaterowie weekendu

Derbowy mecz grających w II lidze koszykarzy Legii i Polonii obejrzało na Torwarze aż 4,8 tys. widzów, przez większą część meczu tworząc atmosferę rzadko spotykaną w polskich halach. Niestety widowisko popsuły zaciekłe bluzgi na Polonię i incydenty z drugiej połowy, gdy sędziowie musieli przerwać mecz.

Mecz relacjonował serwis Warszawa.sport.pl:

W przerwie poloniści nie mogli się rozgrzewać, bo z trybun co chwila leciały na ich połowę serpentyny. Na dodatek kiedy goście wyszli z szatni, wciąż trwał konkurs kibiców pod koszem, na który miała atakować Polonia. Jeden z kibiców próbował zatrzymać rozgrzewkę "Czarnych Koszul" i odepchnął jednego z jej zawodników. Chwilę później interwencji lekarza potrzebował drugi trener Polonii Adam Latos.

W hali zrobiło się bardzo nieprzyjemnie, choć kilka tysięcy kibiców Legii wciąż bawiło się dobrze. Po 34 sekundach drugiej połowy kibice zarzucili całe boisko serpentynami, mecz został przerwany. W tym czasie w stronę polonistów leciały nierozwinięte rolki serpentyn. Można było poczuć się niebezpiecznie. Kibiców przez mikrofon uspokoić próbował drugi trener Legii Robert Chabelski, prezes Roman Podobas podbiegał do trybun. Mecz wznowiono po 10 minutach i dograno go już bez przeszkód do końca, choć podczas przerw na żądanie w stronę ławki Polonii leciały jeszcze nierozwinięte rolki z kas.

Cytat weekendu

- Jestem wkurzony, bo wydawało mi się, że już mogę boksować na tym poziomie. Jennings był silny, spychał mnie w ringu i zasłużenie wygrał. Szkoda mi tej porażki i szkoda mi kibiców. () Może trochę dzięki tej porażce spokornieję. Dalej popełniam w ringu te same błędy, naprawdę głupio się czuję. Zawiodłem siebie, ale najbardziej zawiodłem mojego trenera. Spokornieję i będę pracował dalej - powiedział Artur Szpilka po porażce z Bryantem Jenningsem. To jego pierwsza przegrana na zawodowych ringach.

Liczba weekendu

22 - tylko przez tyle sekund Islandczycy prowadzili w piątkowym meczu z Polską o piąte miejsce w ME piłkarzy ręcznych. Niestety były to ostatnie 22 sekundy spotkania, a nasi reprezentanci przegrali 27:28.

16 lat, 364 dni - miał Gedion Zelalem, gdy w piątkowy wieczór zadebiutował w pierwszym zespole Arsenalu w meczu Pucharu Anglii z Coventry (4:0). Gdy Arsene Wenger zostawał menedżerem Arsenalu, reprezentanta niemieckich kadr juniorskich nie było jeszcze na świecie. O Zelalemie mówi się, że "drybluje jak Iniesta i podaje jak Xavi" i przypomina młodego Cesca Fabregasa. Na 17. urodziny ma dostać pierwszy profesjonalny kontrakt.



Zdjęcie weekendu

Stanislas Wawrinka zagrał świetny turniej i wygrał swój pierwszy turniej wielkoszlemowy, ale tegoroczne Australian Open bardziej zapamiętane zostanie jako walka Rafaela Nadala z własnym zdrowiem. Odparzenia na dłoni Hiszpana wyglądały jak stygmaty, a w finałowym meczu doszły do tego problemy z plecami. Zawodnik z trudem się poruszał, grał ze łzami w oczach, a każdy serwis sprawiał mu ogromny ból. Mimo to nie poddawał się i przez moment nawet wydawało się, że będzie w stanie zagrozić Szwajcarowi. Przegrał 1:3, ale i tak zasłużył na podziw.





Tweet weekendu





Zespół Napoli przy okazji transferu Jorginho zaprezentował nowe stroje wyjazdowe. Nie wiadomo czy projektował je fan militariów i teorii Rorschacha, w każdym razie wyszły być może najbardziej paskudne trykoty w dziejach futbolu. Żeby było zabawniej, projekt nazwano "Xtreme", prawdopodobnie odwołując się do poziomu brzydoty produktu. Wygląd koszulek skomentował na Twitterze bloger Enzo Giordani: To wygląda jakby Gargamel zjadł Smerfetkę i zwymiotował na te stroje.

Wideo weekendu Było tak: "Po wszystkiemu już. Stevens Majewskiego oszukał. Bo Majewski bidny myślał, że on na początku będzie z nim rozmawiał, a on go zaczął od razu bić. Strasznie zlał naszego".

W walce z Curtisem Stevensem Przemysław Majewski na deskach leżał trzy razy, a po 46 sekundach sędzia przerwał pojedynek. Do wygrania nie było żadnego pasa mistrza, który Stevens mógł wziąć i pójść do domu. Może dlatego walki nie pokazano w "Teleexpressie".