Australian Open. Ana Ivanović znów błyszczy w Australii

Sześć lat temu Ana Ivanović rozpoczęła swój najlepszy sezon finałem w Australian Open. Wtedy - tak jak podczas niedzielnego zwycięstwa nad Sereną Williams - miała na sobie niebieską sukienkę. Przyznaję, jestem trochę przesądna. Dlatego gdy zobaczyłam, jaki kolor ma strój, bardzo się ucieszyłam - powiedziała serbska tenisistka. Czy stać ją na powrót do ścisłej czołówki kobiecego tenisa?
Relacje z najważniejszych zawodów w aplikacji Sport.pl Live na iOS, na Androida i Windows Phone

Wyeliminowanie liderki światowego rankingu w 1/8 finału to największa niespodzianka Australian Open. - Myliłam się niewyobrażalnie często. Nie kończyłam piłek, z którymi zazwyczaj nie mam problemu. Po raz ostatni przytrafiło mi się to chyba w latach osiemdziesiątych - mówiła Serena Williams.

Amerykanka narzekała na kontuzję pleców. - Widzę, że moja tajemnica wyszła na jaw. Nie byłam w stanie poruszać się po korcie tak, jak zazwyczaj. Prawdą jest, że tuż przed piątkowym meczem z Hantuchovą byłam bliska rezygnacji. Nie winię nikogo za taki rozwój wypadków. Nie jestem też rozczarowana, bo wiem, że potrafię grać znacznie lepiej, niż to miało miejsce dziś. Chciałabym jednak podkreślić, że nie mam poczucia, że oddałam zwycięstwo Anie. Walczyłam najlepiej, jak byłam w stanie, a ona grała świetnie - mówiła po meczu.

Dla Ivanović pokonanie Williams oznacza dopiero drugi w ostatnich pięciu latach ćwierćfinał Wielkiego Szlema. A w 2008 roku Serbka była na szczycie kobiecego tenisa. Sezon zaczęła wtedy od finału Australian Open, potem wygrała turniej w Indian Wells. Znakomitą formę potwierdziła zwycięstwem w wielkoszlemowym French Open. W półfinale pokonała swoją rodaczkę Jelenę Janković, co zapewniło jej pierwsze miejsce rankingu WTA. Jedynym zgrzytem było wycofanie się z igrzysk olimpijskich w Pekinie z powodu kontuzji kciuka. - To jeden z najgorszych momentów w mojej karierze i jedna z najtrudniejszych decyzji - mówiła wtedy tenisistka.

Jej droga na szczyt nie była łatwa. Ivanović uczyła się tenisa, trenując między nalotami NATO w Belgradzie w basenie ze spuszczoną wodą, bo inne miejsca były zniszczone. Rodzina młodej Ivanović cudem wywalczyła dla niej stypendium w Szwajcarii, gdzie udało się znaleźć sponsora.

Potem kariera szybko się rozpędziła. Piękna Serbka cieszyła się dużą popularnością. Grała efektowny, ofensywny tenis, który doprowadził ją do pierwszego miejsca w rankingu, gdy w kobiecym tenisie nie było jednej zdecydowanej liderki. W 2008 roku na czele listy WTA zmieniało się aż pięć zawodniczek - Justine Henin, Maria Szarapowa, Ivanović, Janković i Serena Williams.

W kolejnych latach Ivanović przeżywała jednak duże załamanie formy. Wpadła w kryzys. Walczyła z kontuzjami i zmieniała trenerów jak rękawiczki. Ivanović przestała wygrywać z tenisistkami ze ścisłej czołówki. Jeśli Serbka zwyciężała a w turniejach, to mniej prestiżowych i na twardej nawierzchni.

Ten rok 26-letnia Ivanović zaczęła jednak bardzo dobrze. Na rozgrzewkę wygrała turniej w Auckland, a w Australian Open pokonała kolejno: Holenderkę Kiki Bertens, Niemkę Annikę Beck, Australijkę Samanthę Stosur i Serenę Williams. - Mam wrażenie, że ogrom pracy włożonej w treningi zwrócił się właśnie teraz. We wszystkich turniejach z cyklu Wielkiego Szlema na tym etapie miałam wiele ciężkich meczów, ale ten był z pewnością jednym z najtrudniejszych. Nie miałam nic do stracenia, więc po prostu wyszłam i walczyłam - powiedziała po meczu 14. zawodniczka na świecie.

Drogę do półfinału ma otwartą, bo w ćwierćfinale zagra z 20-letnią niedoświadczoną Kanadyjką Eugenie Bouchard. W ewentualnym półfinale zmierzy się ze zwyciężczynią pary Na Li - Flavia Pennetta. - W poprzednim sezonie miałam kilka okazji i byłam naprawdę blisko zwycięstw z najlepszymi zawodniczkami. Nie boję się atakować w meczach z nimi. Jestem gotowa do bitwy i mogę pokazać swoje umiejętności - zapowiedziała.