Australian Open. Janowicz znów odpalił

Agnieszka Radwańska i Jerzy Janowicz wygrali pierwsze mecze w Australian Open. W kolejnych spotkaniach też będą faworytami. Polka zagra w nocy z wtorku na środę o 1.00, godzinę później swój mecz ma Janowicz.
Rozstawiona z czwórką Radwańska na chwilę wprawiła polskich kibiców w lekkie kołatanie serc, bo w pierwszym secie pojedynku z kompletnie anonimową Australijką Bojaną Bobusić (WTA 307) męczyła się nadspodziewanie długo. Ostatecznie po godzinie i 19 minutach wygrała jednak 7:5, 6:0.

- W pierwszym secie przeszkadzał wiatr, ale zagrałam też za mało agresywnie. Początki Szlemów bywają zdradliwe, szczególnie jeśli gra się z kimś pierwszy raz i nie wiadomo, czego się spodziewać - tłumaczyła Radwańska, która w tym sezonie wygrała już dwa turnieje i nie straciła ani jednego seta. Fachowcy uważają, że obok Sereny Williams, Wiktorii Azarenki i Marii Szarapowej jest faworytką Australian Open.

Takie nerwowe początki turniejów czasem się Polce zdarzają. Jeszcze gorzej było w Melbourne rok temu, gdy przez trzy godziny, też w dość silnym wietrze, walczyła w I rundzie z Amerykanką Bethanie Mattek-Sands. Wygrała po długiej szarpaninie, ale w kolejnych rundach zwyciężyła już pewnie, odpadła dopiero w ćwierćfinale z Azarenką.

W środę w II rundzie też powinno być spokojnie. Radwańska zagra z Iriną-Camelią Begu, 55. rakietą świata. Rumunka przed rokiem wygrała mały turniej w Taszkiencie i doszła do trzech półfinałów, ale na tym jej życiowe sukcesy się kończą. W Wielkim Szlemie nigdy nie przebrnęła II rundy.

Wokół Radwańskiej w drabince na razie nie widać większych zagrożeń. Zdążyła już odpaść rozstawiona z nr. 32. Niemka Mona Barthel. Ana Ivanović (13) i Jelena Janković (22) to najwyżej notowane rywalki na drodze do ćwierćfinału. Z obiema ostatnio wygrywała.

Swoje serwisowe armaty i potężne forhendy odpalił wreszcie w tym roku Jerzy Janowicz rozstawiony w Melbourne z nr. 24. Debiutujący w Australian Open Polak pokonał w I rundzie Włocha Simone Bolellego (ATP 80) 7:5, 6:4, 6:3.

Dla Janowicza to pierwsze w roku zwycięstwo i duży zastrzyk pewności siebie. Polak zakończył poprzedni sezon rewelacyjnie, dochodząc do finału w Paryżu, awansował do Top 30, ale w styczniu rozczarował, bo przegrał już w I rundzie w Auckland. Wczoraj też zaczęło się nerwowo - sędzia kazał odpruć Polakowi nożyczkami logo sponsora z koszulki, bo było za duże i niezgodne z przepisami Międzynarodowej Federacji Tenisowej (ITF). Polak sprawiał przez to wrażenie zdekoncentrowanego, sporo pudłował, przegrywał już 1:4, ale w końcu się opanował. Gdy zaczął trafiać, obrona Włocha pękła, serwisy Polaka były dla niego za mocne.

W kolejnym meczu Janowicz też będzie faworytem. Jego rywal Somdev Devvarman z Indii stracił niemal cały poprzedni rok, lecząc kontuzję ramienia. W rankingu spadł aż na 551. miejsce. Kilka lat temu Hindus był gwiazdą akademickiej ligi NCAA w USA, w finale raz ograł Johna Isnera, ale jego zawodowa kariera jest mniej imponująca. Wystąpił w finałach dwóch mniejszych turniejów ATP w Chennai i Johannesburgu, ale nigdy nie przeszedł II rundy w Szlemie (Janowicz był już w III Wimbledonie). Jego atutem jest regularność i szybkość, o czym Janowicz przekonał się kiedyś boleśnie jako junior - przegrał z Hindusem w 2009 r. w eliminacjach US Open. Od tego czasu jednak Polak bardzo się rozwinął, a Hindus wciąż stoi w miejscu. - Groźny przeciwnik, znakomicie się rusza, ale zagram agresywnie, w żadne długie wymiany "pod płotem" wdawać się nie będę - zaznaczył Polak. Jeśli ograłby Devvermana, w kolejnej rundzie zapewne przyszłoby mu zagrać z Hiszpanem Nicolasem Almagro (nr 10).

W poniedziałek nie powiodło się tylko Łukaszowi Kubotowi, który po trzech godzinach i 17 minutach wyrównanej walki przegrał z Hiszpanem Danielem Gimeno-Traverem (ATP 71) 7:6 (7-4), 4:6, 0:6, 6:4, 4:6. - O wyniku zadecydowały dwie, trzy piłki. Rywal bardzo dobrze serwował. Trzeba mu oddać, że wytrzymał napięcie do końca, zaryzykował i wygrał ostatnią piłkę. Porażka boli, bo do turnieju byłem przygotowany bardzo dobrze. Być może najlepiej w karierze - powiedział Kubot po meczu.

Dziś rano w I rundzie gra młodsza siostra Agnieszki Urszula Radwańska (31). Jej przeciwniczką jest Amerykanka Jamie Hampton (WTA 64), grająca nieszablonowo Amerykanka, z którą nawet Agnieszka miewała już w przeszłości problemy. - Ulę może czekać trudny mecz - mówił kilka dni temu Wojciech Fibak.

Ku rozpaczy Australijczyków z turniejem pożegnał się już Lleyton Hewitt, którego pokonał w I rundzie Janko Tipsarević. Maria Szarapowa w pierwszym meczu w tym roku rozbiła Olgę Puczkową 6:0, 6:0. Rosjanka i Radwańska mogą wpaść na siebie w półfinale.

współpraca Marek Furjan, Melbourne