Australian Open. Wiktorowski dla Sport.pl: Przyjdzie czas na półfinał

Na 10 meczów z Azarenką Agnieszka wygra dziś trzy, wciąż za dużo dzieli je w przygotowaniu fizycznym. Ale za jakiś czas wygra cztery, potem pięć. Jeśli dojdziemy do fifty-fifty, Agnieszka będzie w stanie rywalizować z najsilniejszymi fizycznie dziewczynami. Jestem pewien, że bariera półfinału w końcu pęknie - mówi Sport.pl Tomasz Wiktorowski, trener jeżdżący na turnieje z Agnieszką Radwańską
Jakub Ciastoń: Co zdecydowało o porażce Agnieszki w ćwierćfinale z Viktorią Azarenką?

Tomasz Wiktorowski: - To był podobny mecz do tego z Sydney sprzed Australian Open. Agnieszka zagrała dobrze pierwszego seta, choć trzeba zaznaczyć, że gorzej niż w Sydney, ale wystarczyło to na wygranie partii 7:6, ale potem było jednak coraz słabiej.

Z czego to wynikało, czy tak jak mówił pan wówczas, Agnieszka znów nieco odstawała fizycznie?

- Nie umiem jednoznacznie ocenić, czy Agnieszka znów "przysiadła" fizycznie. Wyglądało to jednak tak, że była o jeden, dwa kroki wolniejsza, i pół metra bardziej wycofana, niż w pierwszym secie. Azarenka na pewno podniosła swój poziom, ale mimo wszystko, kilka piłek było w zasięgu Agnieszki, a nie dochodziła do nich. Na tej podstawie stwierdzam, że mogła trochę osłabnąć fizycznie.

Azarenka podkręciła tempo, a Agnieszka, o te pół metra wolniejsza, nie dała już rady dotrzymać jej kroku. Jeśli jedna troszeczkę przyśpieszyła, a druga nieco zwolniła, to wyrównany mecz totalnie się rozjechał

Czy to nie jest jednak kwestia stylu gry? W drugim półfinale, atakująca Clijsters, też poradziła sobie z grającą defensywnie Woźniacką. Agnieszce bliżej do Woźniackiej, Azarence - do Belgijki.

- To prawda w tym sensie, że taka tenisistka jak Clijsters i Azarenka częściej stara się dyktować warunki, przejmować inicjatywę, decydować o losach wymiany. Agnieszka ma nieco inny styl, zbliżony do Karoliny, ale jednak potrafi grać ofensywnie, decydować o losach wymian. Dziś jednak tego nie robiła. Za rzadko grała po linii, jesienią, albo tutaj w poprzednich meczach, częściej "zabijała" piłkę. Dziś ewidentnie zagrała zbyt pasywnie. Nie umiem na gorąco ocenić, co o tym zdecydowało.

To piąty przegrany przez Agnieszkę ćwierćfinał Szlema. Będzie kiedyś umiała przełamać tę barierę?

- Ogólnie cieszę się z tego, co stało się w Australii. Agnieszka będzie szósta w rankingu, to jest pozytywne. Daje do myślenia. Pokazuje, że rozwija się. Pamiętam, jak ludzie się śmiali, gdy Rober Radwański [który trenuje Agnieszkę na co dzień w Karakowie] już w zeszłym roku mówił, że Agnieszka może być w piątce na świecie. Ja też mówiłem tak jesienią w Stambule, a ludzie śmiali się, że urwaliśmy się z choinki, tymczasem jest styczeń, a Agnieszka już jest szósta.

Teraz trzeba na stałe zakotwiczyć się na tym poziomie, w okolicach piątego miejsca, robić dalsze postępy, częściej wygrywać z takimi dziewczynami jak Azarenka.

Ale jak to robić?

- Agnieszka jest delikatna, najlżejsza w Top 10. Później dojrzewa, wolniej się rozwija. Ciągle jednak wzmacnia się fizycznie, poprawia serwis, pokazuje, że umie grać ofensywniej. Nie stoi w miejscu. Na dziesięć meczów z Azarenką wygra dziś trzy, wciąż za dużo dzieli je w przygotowaniu fizycznym. Ale za jakiś czas wygra już cztery mecze, potem pięć. Jeśli dojdziemy do fifty-fifty, Agnieszka będzie w stanie rywalizować także z innymi najsilniejszymi fizycznie dziewczynami w czołówce - Kvitovą, Szarapową. Do tego trzeba dążyć. Jestem pewien, że bariera półfinału w końcu pęknie. Jeśli nie w Wimbledonie, to w US Open albo za rok w Australii. Agnieszka w marcu skończy 23 lata, ma czas.

Agnieszka miała na prawym udzie opatrunek, co to za uraz i czy miał znaczenie dla wyniku?

- Agnieszkę zabolało coś w trakcie rozgrzewki. Jeśli miało to znaczenie, to może 2-3 procent, minimalne, nie decydujące. Uraz nie wpłynął na mecz, zresztą to raczej nic groźnego.

Jakie dalsze plany?

- W czwartek wylatujemy z Melbourne do Polski, ale już w niedzielę jedziemy do Izraela na mecze Fed Cup. W lutym Agnieszka zagra w Dubaju i Dausze.