Australian Open. Fyrstenberg i Matkowski walczą o półfinał

Dzień niespodzianek w Melbourne. Kei Nishikori pokonał Jo-Wilfrieda Tsongę, a Jekaterina Makarowa - Serenę Williams. W w 1/4 finału grają Mariusz Fyrstenberg i Marcin Matkowski. Relacje TV z Australian Open w Eurosporcie i Sport.pl.
Polacy wyjdą na główny kort Australian Open - Rod Laver Arena - jako ostatni w sesji wieczornej (ok. 11.30 rano w Polsce). Ich rywalami będą Amerykanie Bob i Mike Bryanowie. Rozstawieni z szóstką Polacy bez problemów przebrnęli przez trzy rundy, a w meczu z najlepszą parą ostatnich lat nie są bez szans. Prowadzący w rankingu ATP bracia z USA przegrywali bowiem z Mariuszem i Marcinem już siedmiokrotnie, po raz ostatni w październiku na turnieju z Serii Masters w Szanghaju. Żadna inna para w czołówce nie była tak często ogrywana przez Polaków. - Musimy pilnować naszych serwisów, nie wolno rozdawać darmowych punktów, bo każdy błąd może zdecydować o porażce. To musi być występ na 100 proc. naszych możliwości - mówił przed spotkaniem Matkowski.

Debliści mieli rewelacyjną końcówkę sezonu - zagrali w finałach US Open i Masters w Londynie. - Uwierzyliśmy, że jesteśmy w stanie wygrywać także najważniejsze mecze. Czas na Wielkiego Szlema - zapowiadał Fyrstenberg.

W Australii Polacy czują się zazwyczaj doskonale, pasują im dość wolne korty, nie przeszkadza upał. To właśnie w Melbourne w 2006 r. osiągnęli swój pierwszy wielkoszlemowy półfinał, dwukrotnie dochodzili do ćwierćfinałów. Ale Bryanowie też Australię kochają - pięć z 11 Szlemów zgarnęli właśnie tam.

Fyrstenberg z Matkowskim są jedynymi Polakami, jacy pozostali w deblowym turnieju. Agnieszka Radwańska występująca w parze ze Słowaczką Danielą Hantuchovą poległa w poniedziałek w III rundzie z Włoszkami Sarą Errani i Robertą Vinci 4:6, 2:6.

W singlu ogromną niespodziankę sprawił Japończyk Kei Nishikori (ATP 25), który w pięciu setach pokonał Jo-Wilfrieda Tsongę. Francuz uchodził za czarnego konia turnieju, wielu ekspertów przewidywało, że może zagrozić Andy'emu Murrayowi w ćwierćfinale. Okazało się jednak, że Tsonga, finalista z 2008 r., tym razem do Australii nie zabrał najlepszej formy. Mylił się często, słabiej serwował, a szybki i świetnie broniący się Nishikori umiał to wykorzystać. - Mam nadzieję, że zostanę taką japońską wersją Chinki Na Li - żartował drugi po Shuzo Matsuoce Japończyk w ćwierćfinale Wielkiego Szlema. Nishikori od dawna ma jednak więcej wspólnego z USA niż z ojczyzną - trenuje na Florydzie w akademii Nicka Boletteriego, jego szkoleniowcem w poprzednim sezonie był Amerykanin Brad Gilbert.

W IV rundzie z Rosjanką Jekateriną Makarową (WTA 56) poległa też Serena Williams, która dopiero po raz piąty od 2000 r. dała się ograć w Szlemie tenisistce spoza dziesiątki. Amerykanka poruszała się po korcie zbyt wolno, przestał też ratować ją serwis - popełniła aż siedem podwójnych błędów. - To była katastrofa, lewą ręką serwowałabym chyba lepiej - przyznała Amerykanka. Makarowa w Melbourne lubi zaskakiwać. Przed rokiem wyrzuciła z turnieju Anę Ivanović i Nadię Pietrową. Tym razem pokonała m.in. Wierę Zwonariewą. Maria Szarapowa w ćwierćfinale ma się czego bać.

W hicie męskiej IV rundy Novak Djoković ograł walecznego Lleytona Hewitta, ale stracił seta, co wywołało konsternację. Jeśli bowiem 30-letni Australijczyk potrafi tak skutecznie dobrać się do głównego faworyta, to co zrobią z nim znacznie mocniejsi David Ferrer i Andy Murray w kolejnych rundach? Być może serbski faworyt jednak nie jest taki mocny, jak początkowo sądzono.