US Open. Polski gang w Nowym Jorku

W czwartek polonijny półfinał w Nowym Jorku. Polska Dunka Karolina Woźniacka gra z polską Niemką Angelique Kerber i trudno wskazać faworytkę.
Gdyby na tenisowym korcie decydowała matematyka, to musiałaby wygrać Kerber. Po fantastycznym roku, w którym zwyciężyła w Australian Open i była w finale Wimbledonu - w obu przypadkach walczyła o tytuł z Sereną Williams - jest na drugim miejscu na liście WTA i po US Open ma szanse wyprzedzić Amerykankę. Wszystko to jest sporą niespodzianką, być może największą w tym roku w damskim tenisie, bo choć polska Niemka od kilku sezonów plasowała się w czołówce kilkunastu najlepszych zawodniczek świata, to uchodziła za zawodniczkę nierówną i chimeryczną. I oto nagle w wieku 28 lat włączyła turbodoładowanie.

Kariera 26-letniej Woźniackiej, wydawałoby się na pierwszy rzut oka, zmierza w przeciwnym kierunku: przed kilku laty była pierwsza w rankingu, teraz jest 74. Ale to głównie efekt poważnej kontuzji kostki, której nabawiła się wiosną. Przez trzy miesiące nie grała, m.in. musiała opuścić Rolanda Garrosa. Choć ma tak niski ranking, jej marsz do półfinału w Nowym Jorku nikogo nie zdziwił, łącznie z nią samą. - Zawsze w siebie wierzyłam - mówiła jak zwykle uśmiechnięta po ćwierćfinale, w którym zmiażdżyła Łotyszkę Sewastową 6:0, 6:2.

Bilans bezpośrednich spotkań też faworyzuje Kerber, ale już tylko minimalnie. Wygrała siedem z ich 12 meczów. Ale Woźniacka ma pewien niemierzalny atut, który równoważy wszystkie matematyczne przewagi Kerber. A mianowicie kocha Nowy Jork, i to z wzajemnością. Dwa razy była tutaj w finale (w 2009 i 2014 r.). Pięć lat temu za 9 mln dol. kupiła dwa mieszkania na Manhattanie (dla siebie i dla rodziców) i stara się spędzać w nich jak najwięcej czasu. Dwa lata temu pobiegła w nowojorskim maratonie (ukończyła go w 3 godz. i 26 min). Przyjaźni się z Sereną Williams i afiszuje się z tą przyjaźnią. Wszystko to sprawiło, że Ameryka ją do pewnego stopnia adoptowała, co było tym łatwiejsze, że Amerykanom podobają się ładne, zdrowo wyglądające i wiecznie uśmiechnięte blondynki. Nazywają ją Sweet Caroline, czyli Słodką Karoliną.

Mówiąc krótko: Kerber jest w Nowym Jorku gościem z dalekiego Puszczykowa pod Poznaniem, gdzie mieszka z rodzicami poza sezonem, a Sweet Caroline gra u siebie. - Czuję, że mam tutaj przewagę. Mieszkam we własnym mieszkaniu, śpię we własnym łóżku, jem domowe jedzenie razem z rodziną i przyjaciółmi. A widownia w Nowym Jorku zawsze mi kibicuje - mówiła po wtorkowym ćwierćfinale. Zapytana, czy gotuje jakieś polskie potrawy, odparła, że teraz nie, ale po turnieju - na pewno.

Której ma kibicować tenisowa Polska, osierocona po przegranej Agnieszki Radwańskiej? Obydwie półfinalistki należą do "polskiego gangu", przyjaźnią się. Wspólnie z siostrami Radwańskimi były na wakacjach. Mówią po polsku, ale Kerber znacznie lepiej. Woźniacka jest z Radwańską na tyle blisko, że nie zawahała się przed publicznym zdradzeniem rodzinnej tajemnicy - że Agnieszka wyjdzie za mąż za swojego sparingpartnera Dawida Celta. Mamy tendencje zawłaszczać je i określać jako Polki, a one odnoszą się do takich zapędów z rezerwą.

- Jestem Niemką, gram dla Niemiec, dorastałam w Niemczech, moje serce bije dla Niemiec - mówiła Kerber w niemieckiej telewizji kilka lat temu. Woźniacka pytana we wtorek, czy polscy kibice na US Open są dla niej inspiracją, odparła: - Tak, mam tutaj wielu polskich fanów. Oczywiście, urodziłam się w Danii i czuję się Dunką. Najlepiej brać to, co najlepsze z obydwu światów. Nowojorska publiczność, bez względu na narodowość, jest zawsze ze mną.

US Open. Tenisiści noszą coraz dziwniejsze koszulki [ZDJĘCIA]


Więcej o: