US Open. Tenisowa uczta w meczu Federera z Monfilsem

2 : 3
Informacje
US Open 2014 - Ćwierćfinał singla mężczyzn
Piątek 05.09.2014 godzina 02:20
Wyniki szczegółowe
Wynik
G.Monfils
2
R.Federer
3
Po niesamowitym pokazie pięknego ofensywnego tenisa w wykonaniu obu graczy Federer pokonał "fruwającego Francuza" Monfilsa i jest w półfinale US Open - pisze korespondent Sport.pl z Nowego Jorku Mariusz Zawadzki.
W czwartek w nocy Roger Federer potwierdził, że jest wart 70 mln dol., które dostaje rocznie w nagrodach, premiach i honorariach za reklamy, a jego przeciwnik, rozstawiony z numerem 20 Gael Monfils, udowodnił, że jest prawdopodobnie największym w historii tenisa zmarnowanym talentem.

20 tys. ludzi na korcie centralnym w Nowym Jorku przez ponad trzy godziny obserwowało, jak obydwaj gracze niemal fruwali nad kortem, bowiem ich sposób poruszania się bardziej przypomina lewitację niż bieganie, i grali zuchwały, ofensywny tenis zgodny z angielską dewizą "take no prisoners" ("nie brać więźniów"). Nie było kalkulacji ani wyczekiwania, że przeciwnik przegra. Obydwaj grali, żeby zwyciężyć.

Na początku wydawało się, że nieobliczalny, wyluzowany i lekko szalony Monfils zmiecie słynnego rywala z kortu. Wychodziły mu najbardziej karkołomne zagrania. Federer daremnie próbował różnych recept, np. kilka minut starał się stępić dynamizm Monfilsa mocno podkęconymi slajsami, które powoli lecą tuż nad siatką i prawie nie odbijają się od kortu, tylko go muskają. Ale kiedy Szwajcar przegrał dwa pierwsze sety, zdecydował się na otwartą wymianę ciosów. Aż 74 razy biegał do siatki, co w 53 przypadkach zakończyło się szczęśliwie.

Wszakże Monfils nie spuszczał z tonu. W czwartym secie przy stanie 4:5 i 15:40 Federer musiał bronić dwóch meczboli.

- To bardzo frustrujący moment. Przed oczami przeleciało mi wtedy wszystko. Że tak dobrze ostatnio gram, dochodzę do finałów, niektóre wygrywam, ale oto już za chwilę będę schodził z kortu pokonany już w ćwierćfinale, z opuszczoną głową, a potem będę musiał iść na obowiązkową konferencję prasową, żeby odpowiadać na wasze pytania - opowiadał potem dziennikarzom. - Powiedziałem sobie wtedy: "Nie zrób przynajmniej jakiegoś głupiego błędu, nie oddaj mu tego punktu za darmo, jak już masz przegrać, to przynajmniej zmuś go, żeby sam na zwycięstwo zapracował".

Nowojorska publiczność, która kocha Federera, przeżywała to wszystko razem z nim. Ludzie na ogromnym stadionie Arthura Ashe'a ciężko wzdychali, niektórzy nawet zamykali oczy i odwracali głowy, bojąc się patrzeć na porażkę swojego idola. Przy pierwszym meczbolu Monfils miał niewielką szansę - próbował minąć rywala atakującego przy siatce, ale trudną piłkę wyrzucił. Przy drugim meczbolu Federer znowu odważnie zaatakował, tym razem forhendem po linii.

Kiedy Francuz stracił obydwie okazje, na pięć minut - jak potem przyznał na nieszczęsnej obowiązkowej konferencji prasowej - mentalnie i fizycznie opadł z sił. Tyle wystarczyło, żeby Federer wygrał czwartego seta i objął prowadzenie 2:0 w piątym.

- To była dosłownie tylko chwilka, ale on ją wykorzystał, wskoczył na mnie i potem już ciężko było się podnieść - mówił Monfils. - Dlatego on jest Rogerem Federerem. Nie mam do siebie pretensji, bo przy meczbolach zagrał świetnie, nie dał mi szans...

Wynik meczu - patrząc od strony Federera - brzmi 4:6, 3:6, 6:4, 7:5, 6:2. W sobotę w półfinale Szwajcar zmierzy się z Chorwatem Marinem Ciliciem, z którym kilka tygodni temu stoczył ciężki trzysetowy, ale zwycięski bój na turnieju w Toronto.

Co do Monfilsa, to znawcy tenisa znowu będą biadolić nad jego ogromnym niewykorzystanym potencjałem. Wielu uważa go za błazna, bo Francuz często sprawia wrażenie, jakby na korcie zależało mu bardziej na zabawianiu publiczności niż na wygranej. Od ponad roku nie ma trenera. - Ciągle mnie pytacie o brak trenera. No fakt, nie mam trenera, ale co z tego? - mówił po wczorajszym meczu. W przerwach między gemami znowu pił coca-colę, tak jak w poprzednich rundach w Nowym Jorku, co jest nie do pomyślenia w przypadku innych, zdyscyplinowanych i ściśle trzymających się diety tenisistów. Ale grał na 100 proc. poważnie - gdyby utrzymał taki poziom i nastawienie, to niechybnie byłby w pierwszej dziesiątce, a może nawet i piątce rankingu ATP.

Relacje z najważniejszych zawodów w aplikacji Sport.pl Live