US Open. Zadanie dla Agnieszki Radwańskiej: Ani kroku w tył!

2 : 0
Informacje
US Open - III runda singla kobiet
Piątek 30.08.2013 godzina 17:10
Wyniki szczegółowe
1 S
2 S
Wynik
A.Radwańska
6
7
2
A.Pawliuczenkowa
4
6
0
Urszula Radwańska odbiła się od Sloane Stephens jak od ściany i poległa w drugiej rundzie US Open 1:6, 1:6. - Zabrakło cierpliwości - ocenił trener. Dziś Agnieszka Radwańska walczy o 1/8 finału z Anastazją Pawliuczenkową. To pierwszy poważny test dla czwartej rakiety świata.
Młodsza z sióstr Radwańskich (WTA 38.) na kort wyszła w środę dopiero o godz. 23.50 lokalnego czasu. Ze względu na deszcz i niezwykle długi mecz Juana Martina Del Potro wieczorna sesja na korcie centralnym bardzo się opóźniła. Organizatorzy US Open podali potem, że spotkanie Urszuli ze Stephens było drugim najpóźniej rozpoczętym pojedynkiem w historii US Open, później - o północy - zaczął się tylko jeden z meczów z udziałem Gabrieli Sabatini w 1987 r.

Stephens najwyraźniej wyszła na kort z nastawieniem, że nie będzie trzymać kibiców na korcie pół nocy. Szybciutko odskoczyła na 3:0, mecz rozstrzygnęła gładko w niecałą godzinę. Kilkanaście minut po godz. 1 fani ładowali się już do metra w stronę Manhattanu.

Rozstawiona z numerem 15. Amerykanka zagrała świetnie, widać było, że zachwyty nad nią nie są przesadzone. Córka byłego futbolisty New England Patriots i pływaczki z drużyny uniwersyteckiej rzeczywiście rusza się jak gepard, jest szybka i niezwykle zwinna. A do tego ma potężną broń - forhend jak młot pneumatyczny i niezły serwis na dokładkę. Stephens - w USA mówi się już, że będzie nową Sereną Williams - dobiegała niemal do wszystkich piłek, uderzała agresywnie, nie popełniała błędów. Urszula walczyła, ale w drugim secie rozłożyła ręce w geście "nic mi nie wychodzi". Była bezradna.

- Wyszłam na kort z nastawieniem, że muszę grać ostro, do przodu, i tak zrobiłam - powiedziała Stephens. Urszula nic nie powiedziała, bo z powodu błędu pracownika biura prasowego po spotkaniu pozwolono jej odjechać do hotelu.

- Szalenie ważny był początek. Stephens grała bardzo dobrze, miała dużo "winnerów" z forhendu, świetnie się broniła, zdobyła dużo punktów serwisem, popełniała mało błędów. Wydaje się, że Ula mogła zagrać dwa poziomy lepiej. Nie zagrała słabo, ale w tenisie jest tak, że jeśli widzisz na początku meczu, że przeciwnik gra świetnie, to musisz też podnieść własny poziom - powiedział Sport.pl Maciej Synówka, trener, który od półtora roku występuje w roli sapera próbującego sterować delikatną psychiką młodszej z sióstr Radwańskich. Nie idzie mu źle, bo Urszula zaczęła w końcu wygrywać z zawodniczkami z Top 20, była też w finale turnieju WTA, ale w 15. występie w Wielkim Szlemie znów nie udało jej się przebrnąć drugiej rundy. - Skoro plan z graniem na słabszy bekhend Stephens nie wychodził, może trzeba było spróbować czegoś innego, zaryzykować na forhend, trzymać ją w ruchu. Ula jest momentami bardzo niecierpliwa. Jeśli przeciwnik dobrze gra, to twoim zadaniem jest mu jakoś to utrudnić. Ula mogła zrobić o wiele więcej pod tym względem. Nerwy moim zdaniem nie miały jednak dużego znaczenia w tym meczu. Obie czekały tak długo na rozpoczęcie spotkania, że presja spadła, zdążyły się zrelaksować. Tym razem nie widziałem u Uli problemów z emocjami - zakończył Synówka.

W piątek pierwszy poważny test czeka rozstawioną z numerem 3. Agnieszkę Radwańską, której rywalką będzie Anastazja Pawliuczenkowa (nr 32). 22-letnia Rosjanka kilka lat temu była najlepszą juniorką świata, kolekcjonowała Szlemy w tej kategorii wiekowej, ale jej seniorska kariera nigdy na dobre nie wystrzeliła. Szczytem jej możliwości są ćwierćfinały Szlemów i 13. pozycja w rankingu w 2011 r. To przedstawicielka stylu "bum-bum", czyli mocno, szybko, bez większego zastanowienia. Radwańska w teorii z takimi zawodniczkami - pod warunkiem że nie nazywają się Williams, Azarenka lub Szarapowa - potrafi sobie radzić. Ale z Pawliuczenkową nie grała od 2009 r. Ich ostatni mecz w ćwierćfinale Indian Wells zagarnęła Rosjanka. Wcześniej, w 2008 r. w trzeciej rundzie Wimbledonu, triumfowała Polka.

Pawliuczenkowa jest chimeryczna, w tym sezonie pobiła już m.in. Petrę Kvitovą, Angelique Kerber i Sabine Lisicki, ale zaliczyła też wpadki z nisko notowanymi rywalkami. - Zdarzają jej się wpadki, ale gdy już jest w formie, a ostatnio jest, w jej grze nie ma wielu słabych punktów. Uderza mocno, płasko, jest nastawiona ofensywnie, Agnieszka nie może się na pewno cofnąć, musi sama odpowiedzieć agresywną grą, wcześnie "wchodzić" na piłkę. Dość solidnie zbudowaną Rosjankę trzeba też ruszyć po korcie, zmusić do biegania. Agnieszka doskonale ją zna, to nie będzie dla niej tak enigmatyczna przeciwniczka jak Hiszpanka, z którą grała w drugiej rundzie - powiedział Sport.pl Tomasz Wiktorowski, trener Agnieszki.

W środę Radwańska wygrała 6:1, 7:5 z Hiszpanką Marią-Teresą Torro-Flor (WTA 103.). Drugi set, bardzo zacięty, był ostrzeżeniem - Radwańska dała się w nim rozpędzić mocno bijącej rywalce. - Z Pawliuczenkową nie mogę sobie na to pozwolić, nie mogę się cofnąć, bo w defensywie takiego meczu nie da się wygrać - przyznała Radwańska.

Zagraniczni dziennikarze pytali Polkę, czy US Open to jej najmniej lubiany szlem ze względu na to, że nigdy nie doszła do ćwierćfinału. - Lubię US Open, atmosferę, hałaśliwych kibiców i sam Nowy Jork. Wyniki mam słabsze chyba przez nawierzchnię, najbardziej pasuje mi trawa Wimbledonu i korty twarde w Australii, gdzie w ćwierćfinale byłam już cztery razy. W Melbourne korty są trochę inne niż te w Nowym Jorku - podkreśliła 24-letnia Polka.

Padło też pytanie o ojca Roberta Radwańskiego, czy wciąż ma z nim kontakt. - Dwa lata temu rozstaliśmy się i nie trenujemy już razem. Po 17 latach trzeba było coś zmienić, oboje chyba mieliśmy już dość. Ale tata wciąż jest zaangażowany w mój tenis, rozmawiamy po każdym meczu, czasem także przed spotkaniami. Ogląda moje mecze, to się pewnie nigdy nie zmieni - podkreśliła Agnieszka, która w styczniu razem z Jerzym Janowiczem wystąpi w australijskim Perth w Pucharze Hopmana, czyli nieoficjalnych mistrzostwach świata par mieszanych. Stuart Duguid, czyli menedżer Radwańskiej i Janowicza z agencji Lagardere, potwierdził, że udział w pucharze to efekt negocjacji z organizatorami. Polacy za start dostaną pieniądze, tzw. startowe. Ile dokładnie - nie wiadomo, ale wiadomo, że to duże wyróżnienie - tylko tenisiści traktowani jako gwiazdy, potrafiący przyciągnąć na kort i przed telewizory więcej kibiców, mogą liczyć na takie traktowanie.

Wszystkie wyniki na Sport.pl

Relacje w Eurosporcie