Tenis. Jak wygrywać w US Open? Pięć wskazówek od naukowców

Jerzy Janowicz, Michał Przysiężny i Łukasz Kubot już w pierwszej rundzie odpadli z wielkoszlemowego turnieju US Open. Z tej okazji przygotowaliśmy małą listę wskazówek od naukowców, które w przyszłości mogą pomóc polskim tenisistom wygrywać mecze w Nowym Jorku i nie tylko tam.


Noś koszulkę w kolorze piłki

W baseballu miotacz nie może nosić białych rękawic, bo pałkarz miałby zbyt utrudnione zadanie i trudno byłoby mu ocenić tor lotu piłki. To samo jest w tenisie stołowym - zawodnicy nie mogą nosić strojów, z którymi kolorystycznie zlewa się piłka. Ale w tenisie ziemnym już takich przepisów nie ma.

Optometrysta Nick Dash, który jest dyrektorem badań w firmie British Sports Vision Institute, zauważył, że od jakiegoś czasu tenisiści zaczęli zakładać żółte koszulki, rakiety i naciągi tego samego koloru (m.in. Rafael Nadal). Postanowił więc sprawdzić, czy taki zestaw daje im przewagę i czy fakt zlewania się koloru piłki z kolorem strojów może przeszkadzać przeciwnikom.

W jego badaniu wzięło udział trzech tenisistów oraz trener brytyjskiej kadry narodowej. Dash poprosił ich, by odbierali po dziesięć tzw. pierwszych serwisów i dziesięć drugich serwisów ze strony zawodnika ubranego na żółto oraz tyle samo od tenisisty ubranego na niebiesko. Specjalny obserwator oceniał, czy piłki po odbiorze lądowały we wcześniej wyznaczonej strefie kortu.

Okazało się, że pierwszy serwis tenisiści odbierali równie dobrze od osoby ubranej na żółto, jak i na niebiesko. Ale przy drugim, bardziej technicznym, a mniej siłowym podaniu (który bywa trudniejszy do odczytania), różnice w odbiorach były już bardzo widoczne. Returny po serwisach osoby w żółtym stroju były aż o 25 procent mniej dokładne.

Choć wyniki badania nie miały mocy naukowej i nie zostały opisane w żadnej pracy, przedstawiciel międzynarodowej federacji tenisa Stuart Miller przyznał, że są interesujące. Stanowczo jednak stwierdził, że żadnych zmian w przepisach na razie nie będzie. A co nie jest zakazane, to jest dozwolone. Może więc warto spróbować?

Krzycz po uderzeniu

Podobną sytuację mamy z krzykami na korcie, w czym specjalizuje się m.in. Maria Szarapowa. Stowarzyszenie Tenisistek Profesjonalnych (WTA) poinformowało w ubiegłym roku, że wprowadzi odpowiednie przepisy, które wyeliminują z kortów nieznośne jęki wydawane przez zawodniczki. WTA chciała określić poziom decybeli, jakiego tenisistkom nie wolno byłoby przekraczać (krzyk Szarapowej osiąga 101 decybeli). Chciała również wprowadzić odpowiednie urządzenia, które miałyby sprawdzać poziom głośności oraz rozpocząć odpowiednie szkolenia w akademiach tenisowych, aby młode adeptki tenisa nie uczyły się irytujących nawyków.

Choć ogłoszony plan wzbudził spore zamieszanie w świecie tenisowym, nic do przodu się nie ruszyło. Krzyczące zawodniczki zostały uspokojone, że ich nawyki nie będą piętnowane.

Z oceną wrzasków jest bowiem duży problem. Nie ma jasności, czy tenisistki krzyczą, bo jest to ich naturalny odruch przy dużym wysiłku, czy może robią to specjalnie, żeby wytrącić z równowagi swoje przeciwniczki. Pojawiły się nawet teorie, że krzyki mogą być elementem taktyki - zagłuszają dźwięk uderzenia piłki o rakietę przez co trudniej rywalkom ocenić, w którą stronę piłka będzie zagrana. Co więcej, zdaniem ekspertów, męski tenis również nie jest wolny od tego problemu, tylko że krzyki tenisistów są dźwiękowo niższe, a tym samym mogą być mniej irytujące dla uszu.

Z problemem zmierzyli się naukowcy.

Allison McConnell, profesor fizjologii stosowanej z brytyjskiego Uniwersytetu Brunel, stwierdziła, że wydawane jęki są naturalną koniecznością. W swojej książce pt. "Oddychaj mocno, zwiększ swoją wydajność" pisze, że kiedy zawodnicy chcą uderzyć piłkę tak mocno, jak tylko umieją, muszą wziąć głęboki oddech, który usztywnia mięśnie. Powolny wydech powoduje, że sportowcy tracą napięcie wszystkich mięśni, zanim jeszcze odbiją piłkę. Dlatego zdaniem profesor pomocne jest korzystanie z krtani, która podczas krzyku najpierw zatrzymuje powietrze, a dopiero po ułamku sekundy je nagle wypuszcza. To według McConnell najlepszy sposób na mocne uderzenia.

Tymczasem doktor psychiatrii Philip Muskin z Uniwersytetu Columbia uważa, że krzyki nadają tenisistom psychologicznej ostrości. Jego zdaniem odgłosy te można porównać do okrzyków karateków, tzw. Kiai. - Karatecy są szkoleni, żeby wydawać z siebie krzyk w momencie zadawania ciosu. Chodzi o to, żeby skupić całą swoją energię na uderzeniu - tłumaczy Muskin.

Kiai w japońskich sztukach walki wykorzystuje się m.in. do wywarcia psychologicznej presji na przeciwniku i uznawany jest jako tajemna sztuka ataku. Czy wrzaski faktycznie mogą mieć na rywali tak duży wpływ?

Psycholodzy Scott Sinnett z Uniwersytetu Hawajskiego oraz Alan Kingstone z Uniwersytetu Kolumbii Brytyjskiej poprosili 33 studentów o obejrzenie fragmentów spotkań z krzyczącymi i niekrzyczącymi zawodnikami. Badani mieli wpatrywać się w piłkę, a naukowcy sprawdzali, czy hałas powoduje u nich rozkojarzenie i zmniejszenie skupienia. Studenci musieli jak najszybciej i jak najdokładniej (za pomocą klawiatury) wskazywać kierunek, w jakim poleci zagrywana przez tenisistów piłka. Okazało się, że głośne dźwięki faktycznie powodowały wolniejsze czasy reakcji i znacznie więcej błędów decyzyjnych u studentów. - Odkryliśmy, że przeciwnicy mogą być wytrącani z równowagi. To wytrącenie można porównać do sytuacji, gdy zdajesz ważny egzamin, a nagle zaczyna ci dzwonić telefon - tłumaczy Sinnett.

Ryzykuj

Co jeszcze może być pomocne do wygrywania spotkań? Może stuprocentowa skuteczność pierwszego serwisu? To akurat błędna teza. Jeśli tenisiści tak często trafiają w kort, prawdopodobnie serwują za łatwo i za mało ryzykują. A że ryzykować warto, przekonuje były prezes australijskiego związku tenisa Geoff Pollard.

Pollard razem z matematykami z Uniwersytetu Swinburne sprawdził, jaki procent pierwszego podania jest najbardziej optymalny. Wyliczenia (przy użyciu statystyk z wielu tenisowych spotkań) wykazały, że najczęściej wygrywają mecze tenisiści, których proc. pierwszego serwisu waha się w granicach 50-60 proc. I nie jest mniejszy, ani większy. Jeśli pierwszy serwis będzie rzadko wychodził, drugi będzie zbyt asekuracyjny (np. Kubot miał we wtorek tylko 38 proc. skuteczności), a jeśli pierwszy będzie trafiał w kort za często, będzie to oznaczało, że jest zbyt mało ryzykowny i za łatwy dla przeciwnika. - Po prostu, jeśli chcesz wygrywać, musisz bardziej ryzykować. Serwuj mocniej i bliżej linii. Ale rób to z głową - radzi Pollard.

Serwuj pierwszy

Mocne serwowanie, po którym piłki spadają blisko linii, to jednak nie wszystko. Warto też własnym podaniem rozpoczynać całe spotkanie. Jeśli wygrasz przed meczem losowanie, wybierz serwis - radzą Jan Magnus i Frank Klaassen z wydziału ekonometrii Uniwersytetu w Tilburgu, którzy prześledzili prawie 90 tys. tenisowych akcji.

Naukowcy dowodzą, że zazwyczaj tenisiści wygrywają swoje pierwsze w meczu podanie (tak się dzieje w aż 87,7 proc. przypadków), więc zazwyczaj to przeciwnik jest pod presją od początku spotkania i musi gonić wynik.

Poza tym prawdopodobieństwo wygrania pierwszego seta, jeśli serwowałeś pierwszy, wynosi 55,4 proc.

Dobrze wyglądaj

Na koniec nieco absurdalna rada od Justina Parka z Uniwersytetu w Bristolu. Park przedstawił grupie kobiet zdjęcia sportowców z futbolowej ligi NFL, a one miały oceniać ich atrakcyjność. Okazało się, że najprzystojniejsi gracze, byli także najlepszymi sportowcami. Wniosek nasuwał się sam - im bardziej dbasz o swoją atrakcyjność, tym lepszym jesteś sportowcem.

We współpracy z Parkiem badanie postanowił powtórzyć w 2008 roku magazyn "New Scientist", tylko że swoich czytelników zapytał o atrakcyjność tenisistów. Na początku przedstawił im zdjęcia twarzy 30 wybranych zawodników z pierwszej setki rankingu ATP, ale tezy nie udało się udowodnić. Co prawda Rafael Nadal i Roger Federer mieli odrobinę lepszy wynik atrakcyjności (w skali 1-10) niż zajmujący w momencie badań 56. miejsce Fabio Fognini, ale najprzystojniejszym tenisistą został wybrany najniższej sklasyfikowany spośród wszystkich testowanych zawodników Robert Kendrick.

Dlatego magazyn przeprowadził kolejny test, tym razem badający zależności między stopniem atrakcyjności danych zawodników do procentu wygranych przez nich meczów. I okazało się, że faktycznie jest korelacja między wyglądem tenisistów a procentem wygrywanych przez nich spotkań. Różnica była niewielka, ale statycznie istotna. Zdaniem badaczy wytłumaczeniem mogą być tzw. dobre geny, które według popularnej teorii posiadają osoby o ładnych, symetrycznych twarzach. Czyli można wygrywać mecze także na ładne oczy?

piotr.kalisz@agora.pl

Kiedyś spotkałam tu Gwen Stefani - Agnieszka Radwańska o Nowym Jorku