US Open. Przysiężny: Rozważam pozew przeciw twórcy fałszywego konta na Facebooku

- Nie wiem, kto to był, chyba ktoś z psychiatryka. Ale dojdę do tego. Tam były wpisy w stylu: "Ostatni melanż przed US Open, idę na imprezę się nawalić itd.". Przecież gdyby jakiś sponsor na przykład tam zajrzał, to co by sobie pomyślał? Moja dziewczyna poszła już do prawnika, on radzi iść na policję - mówił Michał Przysiężny o stworzonym na Facebooku fałszywym profilu jego osoby.
Przysiężny przegrał we wtorek w pierwszej rundzie US Open z rozstawionym z numerem 31. Francuzem Julienem Benneteau 4:6, 7:5, 4:6, 4:6. Tuż przed US Open na profilu na Facebooku opisanym jego imieniem i nazwiskiem ktoś napisał, że wycofuje się z US Open z powodu problemów zdrowotnych i że musi poddać się operacji usunięcia wyrostka robaczkowego. Na wpis dało się nabrać wielu dziennikarzy, którzy podali informację, że Przysiężny na US Open nie pojedzie. Okazało się jednak, że profil jest fałszywy.

Mówi Michał Przysiężny

O zamieszaniu z fałszywym Facebookiem:

Ten profil, który imitował mój własny profil, pojawił się chyba w maju. Ja nigdy nie miałem żadnego Facebooka, ale się tym za bardzo nie przejmowałem, że coś takiego jest. Ktoś kiedyś na kortach mnie zaczepił, że "przecież coś tam piszesz", więc w końcu tam zajrzałem. Ale nie było tak nic groźnego, jakieś rzeczy w stylu, że zagrałem tak i tak, a teraz jadę tu i tam. Nic groźnego. Więc olałem temat.

Aż tu nagle dzwoni do mnie w sierpniu Alek [Aleksander Charpantidis - trener Przysiężnego] i pyta, czy ja się wycofałem z US Open. Ja, że nie, a on, że na pasku w Eurosporcie leci, że nie zagrasz. I dopiero wtedy przypomnieliśmy sobie o tym profilu i tam było napisane, że mam operację i nie jadę. Zacząłem to prostować, zadzwoniłem do ATP i jak przyjechałem do Nowego Jorku, to w jeden dzień to skasowali, nie wiem jak, ale ATP się tym zajęła.

Nie wiem, kto to był, chyba ktoś z psychiatryka. Ale ja dojdę do tego. Tam były też ostatnio wpisy w stylu: "Ostatni melanż przed US Open, idę na imprezę się nawalić itd.". Przecież gdyby jakiś sponsor na przykład tam zajrzał, to co by sobie pomyślał? Moja dziewczyna poszła już do prawnika, on radzi iść na policję. To można ustalić szybko, kto to zrobił. Taką osobę można pozwać do sądu i być może tak zrobię.

O przegranym meczu z Julienem Benneteau:

Dla mnie dziś były fatalne warunki, bardzo wietrznie, ja jakoś nigdy nie czułem się dobrze, jak mocno wieje. A to jeszcze nie był taki normalny wiatr, że wieje w jedną stronę, ale ciągle kręcił. Kiedy przyzwyczaiłem się, że jest pod wiatr i zagrałem dwie piłki mocniej, nagle skręcało i był dwumetrowy aut. Dużo nerwów było dziś przez to. Ale Benneteau też wiatr przeszkadzał, było to widać. Gdyby nie było wiatru, on też grałby pewnie dużo lepiej, więc ciężko powiedzieć, jak by się to skończyło.

O dalszych planach:

Po US Open mam grać challengery we Francji, w Luksemburgu i w St. Petersburgu. Chyba że kapitan reprezentacji Radek Szymanik wezwie mnie jako głęboką rezerwę na mecz z Australią w Pucharze Davisa o wejście do Grupy Światowej [13-15 września w Warszawie]. Na razie jeszcze nie rozmawialiśmy. Za wcześnie też spekulować o tym, czy załapię się z rankingu do Australian Open. Muszę dobrze zagrać jesienią w kilku turniejach, m.in. w eliminacjach w Azji, gdzie planuję polecieć.