Rok tradycyjnych działaczowskich skandali, czyli kwiaty dla Obilale

FIFA wraz z kontynentalnymi oddziałami pozostaje najzajadlej i najpowszechniej krytykowaną globalną instytucją. A zarazem absolutnie na krytykę obojętną i odporną.

Była zbrodnia, była kara. W styczniu angolańscy separatyści z Kabindy ostrzelali autokar z piłkarzami Togo zmierzającymi na Puchar Narodów Afryki. Kilka tygodni później ci ostatni dowiedzieli się, że nie wystąpią w dwóch najbliższych turniejach. Zgrzeszyli, można rzec, śmiertelnie. Leżeli przerażeni pod siedzeniami, gdy napastnicy pluli z broni maszynowej, na ich oczach umierały trzy osoby, zszokowani wycofali się - także pod wpływem perswazji władz państwowych - z rywalizacji. I właśnie ingerencją polityków uzasadniła nałożenie sankcji Afrykańska Konfederacja Piłkarska (CAF). Niezależność wszelkich futbolowych biurokratów to wszak, jak powszechnie wiadomo, świętość nad świętościami.

Tamto łajdactwo znów przypomniało, dlaczego nie ma sensu pisanie listów do FIFA, w których lud błaga o zezwolenie na uzdrawianie PZPN radykalnymi metodami. Urzędasy z piłkarskich szczytów tworzą kastę bezwzględnych cyników kierujących się jednym kryterium: własnym interesem. Inni prawdopodobnie odpadają na niższych szczeblach jako niewystarczająco zdegenerowani.

Bossowie CAF najpierw naciskali na Togo. Ależ zagrajcie, wybierzcie przyszłość, skoro wczoraj widzieliście śmierć trenera, to przynajmniej jutro pocieszycie się golem, przedstawienie trwa, niech zwycięży sport. Czy późniejszą decyzję o karze szef CAF i zarazem wiceszef FIFA Issa Hayatou konsultował z Seppem Blatterem, gościem kongresu, nie wiemy. Wiemy tylko, że działacze, którzy wymyślili, by część turnieju rozgrywać w regionie ogarniętym wojną domową, nie zostali ani ukarani, ani upomnieni.

Karę dla Togo ostatecznie cofnięto, oburzenie było zbyt wielkie. Z reguły działacze jednak oburzonych ignorują. Na mundialu znów wybuchały niesłychane skandale - jak gol dla Argentyny z wielometrowego spalonego, którego widział na telebimie cały stadion, tylko sędziowie musieli udawać, że nie widzą, bo nie mieli prawa korzystać z powtórek wideo. Nic to, FIFA wzbrania się nawet przed poważnym namysłem nad wsparciem arbitrów technologią. Woli być podejrzewaną, że nie chce zmian z brudnych powodów - arbitrzy częściej mylą się na korzyść potentatów a niespodzianki, czyli zwycięstwa małych, obniżają oglądalność turniejów. (Koszmarem było Euro 2004, bo przed półfinałami odpadli piłkarze z wielkich rynków - Anglii, Francji, Hiszpanii, Niemiec i Włoch).

Jesienią brytyjski "Times" potajemnie nagrał członków Komitetu Wykonawczego FIFA tłumaczących, za ile kupuje się głosy niezbędne, by przyjąć piłkarzy na MŚ. A BBC donosiła, że wspomniany Hayatou - rządzący afrykańskim futbolem od 1987 r. - jest skorumpowany. Co na to FIFA? Nie było kar, nie było śledztwa, zostało tylko powszechne przeświadczenie, że Katar z Rosją dostały mundiale za łapówki.

Zanim decydowały się losy wielkich, cierpieli malutcy. W styczniowej strzelaninie ciężkie obrażenia odniósł bramkarz Kodjovi Obilale. Przewieziono go do szpitala w Johannesburgu, tam przeszedł operację. Chciał wrócić do domu, czyli do Francji - grał w czwartoligowym Pontivy. Niestety, okazało się, że koszty leczenia oraz podróży, podczas której musiałby pozostać pod stałą opieką medyczną, wzrosły do niewyobrażalnych dla niego 65 tys. euro.

Obilale liczył, że zapłaci federacja Togo albo federacja Angoli, gospodarza PNA. Żadna nie chciała pomóc, tymczasem przepisy FIFA stanowią, że w razie sporu koszty podróży ponosi klub. Tyle że amatorskiego Pontivy na takie ekstrawagancje nie stać.

Przyjaciółka i siostra piłkarza doleciały do szpitala tylko dzięki wsparciu piłkarza Manchesteru City Emmanuela Adebayora, który sfinansował lot. Zdesperowany piłkarz udzielił dramatycznego wywiadu. - Leżę w łóżku od półtora miesiąca. Boję się, że mój stan się pogorszy, bo noce są okropne. Wciąż widzę żołnierzy, idę na wojnę. Ten sen powtarza się każdej nocy. Nie ma tutaj nikogo, kto powiedziałby mi, co ze mną będzie - opowiadał w radiu. Usłyszał go Jean-Pierre Escalettes, prezes francuskiej federacji. I sfinansował mu podróż. Wcześniej angolańscy działacze odwiedzili piłkarza w szpitalu. Jego dziewczynie i siostrze przynieśli perfumy i kwiaty.

W sierpniu piłkarz, który wpadł w finansowe tarapaty, poprosił o pomoc FIFA. Blatter najpierw odpowiadał, że jego organizacja za tragedię odpowiedzialności nie ponosi. W listopadzie zapadła jednak decyzja, by dać Obilale 100 tys. euro.

W tym samym miesiącu magazyn "Four Four Two" opublikował sondaż o największych zagrożeniach dla przyszłości futbolu. Blatter dostał 17 proc. głosów. Humoru nie stracił. Niedawno rzucił, że podczas mundialu w Katarze - kraju uważającym homoseksualizm za przestępstwo - geje będą musieli wstrzymać się od aktywności seksualnej. Nazajutrz tłumaczył, że żartował.

Grzegorz Lato dopiero piąty - w hierarchii PZPN ?

Więcej o: