Wałdoch, asystent Smudy: Trzeba trochę główką popracować, mam zaległości...

Nie będę ukrywał, że moja wiedza o polskiej piłce jest, delikatnie mówiąc, uboga. Na pewno mam sporo zaległości do nadrobienia - mówi w wywiadzie dla ?Gazety Wyborczej? i Sport.pl Tomasz wałdoch, były reprezentant Polski, asystent selekcjonera Franciszka Smudy

Grzegorz Kubicki: Podobała się panu gra reprezentacji z Rumunią i Kanadą?

Tomasz Wałdoch: Graliśmy dobrze, zrobiliśmy pierwszy krok w budowie zespołu na Euro 2012. W kadrze było kilka debiutów, możemy być zadowoleni.

Zadowoleni? Na grę z Rumunami nie dało się patrzeć, a Kanada to wyjątkowo słaby rywal.

- W meczu z Rumunią usprawiedliwieniem naszej gry może być fatalne boisko, które nie pozwoliło piłkarzom pokazać wszystkiego, co potrafią. Z Kanadą umieliśmy już prowadzić akcje zakończone strzałem i przede wszystkim wygraliśmy.

Co się panu konkretnie podobało w grze kadry, a z czym jest największy problem?

- Kłopotem był brak skuteczności. Na plus można zaliczyć grę pressingiem. Staraliśmy się jak najszybciej odbierać piłkę rywalowi, nie zostawiać mu swobody. Z Kanadą wyglądało to dobrze.

Trener Smuda już po pierwszym meczu mówił, że najwięcej pracy będzie miał z budowaniem obrony. Pan też tak uważa?

- Obrońcy na pewno nie zagrali tak, jak byśmy sobie tego życzyli. Ale linia defensywy cały czas jest w budowie, dopiero szukamy optymalnego rozwiązania. Piłkarze wiedzą, jakie błędy popełniali i dostali pracę domową. Będą obserwowani.

Pan w tym sezonie nie widział żadnego meczu w polskiej lidze.

- Nie będę ukrywał, że moja wiedza o polskiej piłce jest, delikatnie mówiąc, uboga. Na pewno mam sporo zaległości do nadrobienia. Ale teraz będę oglądał ekstraklasę.

Od kilkunastu lat siedzi pan w Niemczech, wielu już o panu zapomniało... Jakim cudem został pan asystentem selekcjonera?

- Nie wiem, nie rozmawiałem o tym z trenerem.

W tzw. środowisku można usłyszeć, że jest pan w kadrze wtyką Jerzego Engela?

- Dużo rzeczy mówi się w kuluarach. Powiem tylko, że śmiać mi się chce, jak słucham takich rzeczy.

Dopiero w czerwcu rozpoczął pan naukę w akademii trenerskiej w Kolonii, a już jest pan w kadrze.

- Od 14 lat żyję w Niemczech. Z Bochum do Kolonii mam tylko 80 km, więc skoro pojawiła się okazja, skorzystałem. Aby zacząć naukę, musiałem najpierw skończyć dwa kursy i mieć co najmniej dwuletni staż w prowadzeniu jakiejś drużyny. Minimum zespołu juniorów. Ja od trzech i pół roku jestem asystentem trenera w drużynie U-17.

Po zebraniu papierów i zatwierdzeniu ich przez komisję trzeba jeszcze zdać egzamin. Z 30 zdających ze mną, sześć odpadło. Egzamin jest teoretyczny - pisemny, i praktyczny - trzeba przeprowadzić trening na boisku. Nauka w Kolonii trwa 10 miesięcy. Kończy się egzaminami, które trwają aż dwa tygodnie.

Na czym polega nauka w akademii?

- Większość praktyk odbywamy w klubach 1. lub 2. Bundesligi. Prowadzę na co dzień juniorów Schalke, więc część zajęć zaliczam na swoich śmieciach. Podpatruję trenera pierwszego zespołu Feliksa Magatha. Pierwszą praktykę, trzytygodniową, miałem latem, kiedy obserwowałem, jak Schalke przygotowuje się do sezonu. Oprócz tego jeżdżę np. na trzytygodniowe zgrupowania młodzieżowej kadry okręgu. Oczywiście co jakiś czas musimy się też pojawiać na wykładach w Kolonii, bo teorii jest naprawdę dużo.

Kto prowadzi zajęcia?

- Szefem kursu jest Frank Wormuth, asystent Joachima Löwa z czasów pracy w Turcji. Jest szefem szkolenia, opowiada nam o metodyce pracy trenera. Od psychologii czy medycyny są inni.

Mamy cztery przedmioty: psychologię, trening naukowy, metodykę i medycynę sportową. Zwłaszcza ta medycyna to dla mnie nowość.

Nowość? Przecież był pan kilka razy kontuzjowany...

- A nawet operowany, ale teraz patrzę na to z innej strony - np. poznaję budowę mięśnia, mnóstwo pojęć medycyny sportowej. Przyznam, że nie zawsze wszystko rozumiem, ale nie mam wyjścia - uczę się na pamięć. W ogóle dziwnie się czuję, bo już ze 20 lat nie siedziałem w szkolnej ławce. A teraz trzeba trochę główką popracować.

Po co panu ta akademia?

- Na boisku spędziłem wiele lat, teraz swoje doświadczenie chcę przekazywać młodszym. Muszę się jednak nauczyć, jak to robić. Kiedy byłem piłkarzem, kazali trenować, więc nie zastanawiałem się tylko to robiłem. Teraz uczę się, dlaczego trening wygląda tak, a nie inaczej, jakie procesy zachodzą podczas zajęć w organizmie.

PZPN upierał się, aby selekcjonerem był Polak. To słuszna koncepcja?

- Niezręcznie mi o tym mówić, choć nie wiem, dlaczego szefowie związku się przy tym upierali. Jest przecież mnóstwo przykładów reprezentacji, w których sukcesy osiągali też trenerzy obcokrajowcy. Podoba mi się zwłaszcza, kiedy w wielkiej piłce sukcesy odnoszą młodzi trenerzy, bez doświadczenia. Jak Josep Guardiola, ale to najwyższa półka. Przykładem może być też Slaven Bilić, który w młodym wieku objął reprezentację Chorwacji i wykonał w niej świetną robotę.

Zrezygnuje pan z pracy w Schalke?

- Tak, będę musiał. Choć nadal chciałbym mieszkać w Niemczech.

Jak się szkoli młodzież w Niemczech?

- Skauci wyszukują w mniejszych klubach młodych piłkarzy, a właściwie jeszcze dzieci, które mają talent. Nasz klub penetruje głównie Zagłębie Ruhry, gdzie jest mnóstwo klubów. W okresie ferii zimowych i letnich organizowane są też pięciodniowe obozy dla ośmioletnich chłopców. Już wtedy widać predyspozycje, kto jest szybki, kto zwrotny, a kto ma fajną koordynację ruchową. Cel jest prosty: pracować z młodzieżą tak, aby jak najwięcej wychowanków trafiło do pierwszej drużyny.

A na co kładzie się największy nacisk?

- Na wytrzymałość i szybkość. Bez tego technika i największy talent nie wystarczą. Można mieć super umiejętności, ale trzeba mieć jeszcze zdrowie, aby móc je pokazać. Piłkarze, którzy trafiają do naszej grupy, są z nami przez dwa lata. I my musimy zrobić wszystko, aby przed przejściem do kadry U-19 taki chłopak zrobił jak największy postęp.

Jakie macie warunki do pracy?

- Nie możemy narzekać. Główne boisko należy tylko do pierwszej drużyny. Kiedy są upały lub mocne opady i murawa na głównej płycie musi być oszczędzana, pierwszy zespół przenosi się na stary Parkstadion. Co ciekawe, ten stadion, choć jest już teoretycznie "stary" [obecnie pierwsza drużyna korzysta z nowoczesnego Arena auf Schalke], ma zostać przebudowany, aby zwiększyć jego funkcjonalność. Mają tam powstać dwa dodatkowe boiska trawiaste i ministadion dla amatorów. Drużyny U-17, U-19 i U-23 mają do dyspozycji dwa boiska trawiaste. Jest też boisko ze sztuczną nawierzchnią dla najmłodszych.

A jak radzi sobie pana syn Kamil?

- Dwa lata był u mnie w U-17, latem przeszedł do U-19. Czy będzie z niego piłkarz? Najbliższe dwa lata będą dla niego decydujące. Talent ma, bo jeżeli ktoś trafił w ogóle do Schalke, to znaczy, że jest utalentowany. Wiem z własnego doświadczenia, że najważniejsze są jednak chęci zawodnika. Może być nie wiadomo jaki super trener, ale bez zawziętości piłkarza nic się nie osiągnie. Syna do pracy gonić nie muszę.

Jak będzie wyglądał Lech bez Robert Lewandowski ?

Więcej o: