Sport.pl

Liga angielska. Uwaga, nadchodzi Manchester City

Wybiegali pierwsze od 35 lat trofeum, wdrapali się na podium Premier League, jesienią zadebiutują w Lidze Mistrzów. A to dopiero początek, celem klubu jest zdominowanie rozgrywek w kraju i Europie
Kilkanaście miesięcy temu trener Manchesteru United Alex Ferguson nazwał lokalnego rywala "hałaśliwym sąsiadem". Hałaśliwym, bo pieniądze, które klub emirackich szejków wydawał na transfery, szokowały nawet w bogatej lidze angielskiej. W trzy lata City kupiło piłkarzy za prawie pół miliarda euro.

Długo sukcesy klubu kończyły się, gdy zamykało się okno transferowe, a gwiazdy zaczynały biegać po boisku. Rok temu City nie zdobyło ani jednego trofeum, w przedostatniej kolejce straciło czwarte miejsce i LM.

W kwietniu pomocnik MU Paul Scholes mówił, że nie sposób uznawać "zespołu zajmującego czwarte czy piąte miejsce" za największych konkurentów "Czerwonych Diabłów". Na Old Trafford wyśmiewano lokalnych rywali od dawna. Na trybunach wisiał transparent, na którym kibice odmierzali lata od ostatniego trofeum City. Licznik zatrzymał się tydzień temu, gdy drużyna trenera Roberto Manciniego pokonała Stoke, zdobyła Puchar Anglii i zaprzeczyła powszechnej opinii, że sukces osiągnąć można wyłącznie z pracownikami zdyscyplinowanymi, lojalnymi i zgranymi.

W City piłkarze bili się na treningach, kłócili na meczach i rozbijali po barach. Mancini nie nadążał z gaszeniem pożarów i trudno się dziwić, skoro w szatni miał zgraję piromanów.

W szale zakupów nikt w City nie pomyślał, by wzorem największych klubów zajrzeć do głów piłkarzy, nie zastanawiano się, czy zdołają się dogadać. Nie zauważono również, że ci, którzy w poprzednich zespołach robili za gwiazdy, w City będą musieli się sławą dzielić lub z niej zrezygnować. Dodatkowo zaproszono do klubu ludzi specjalizujących się w zatruwaniu atmosfery.

Mario Balotelli solidnie pracował na opinię najbardziej niezrównoważonego piłkarza na Wyspach. Kłócił się z kolegami, narzekał, że nie może się w Anglii zaaklimatyzować, w rewanżowym meczu 1/8 finału Ligi Europejskiej z Dynamem przed przerwą kopnął rywala w klatkę piersiową i dostał czerwoną kartkę. City odpadło. Gdyby dać Balotellemu dwie kulki, jedną pewnie by zgubił, a drugą wybił oko koledze. Kilka dni temu 21-letni napastnik uznał swój pierwszy sezon w Anglii za "gówniany".

Nie sposób też znaleźć drugiego wielkiego klubu, którego kapitan w środku sezonu ogłasza, że jest nieszczęśliwy i marzy o przeprowadzce. Carlos Tevez wypalił tak w grudniu. Później skupił się na strzelaniu goli, a po finale ze Stoke Mancini zapewniał, że Argentyńczyk zmienił zdanie. Dziś nie wiadomo, jak jest naprawdę, bo im bardziej trener przekonuje, że piłkarz zostanie, tym bardziej Tevez z klubu odchodzi.

Od sprzedaży 27-letniego napastnika zależą następne transfery City. W lipcu zaczyna obowiązywać zasada finansowego fair play, która pozwala klubom wydać tyle, ile zarobią. Gdyby Tevez odszedł, City spróbuje kupić Cesca Fabregasa (Arsenal), obserwowani są także Alexis Sánchez (Udinese), Jack Rodwell (Everton) i Gary Cahill (Bolton). Mancini o transferach mówić nie chce, ale przestrzega przed błędem popełnionym przez Tottenham, który nie zdołał zebrać piłkarzy zdolnych konkurować w Premier League oraz Lidze Mistrzów, i sezon skończył na 5. miejscu. - To, ilu piłkarzy kupimy, zależy od tego, ilu sprzedamy - mówi 47-letni szkoleniowiec. Według "Timesa" odejść może aż jedenastu zawodników, w tym Emmanuel Adebayor, Roque Santa Cruz i Craig Bellamy.

Mancini już kilka tygodni temu zapowiedział, że za rok celem jego zespołu będzie pierwsze od 1968 r. mistrzostwo. Ferguson przyznaje, że City rzuci jego drużynie wyzwanie.

Wszystko zmieniła wygrana w krajowym pucharze. - Pierwsze trofeum jest bardzo ważne, buduje mentalność zwycięzców - tłumaczy Mancini.

Trudno się z nim nie zgodzić, wielki Brian Clough przez lata powtarzał, że Nottingham Forest nie wygrałoby dwa razy Pucharu Europy, gdyby wcześniej nie zdobyło mało prestiżowego Pucharu Angielsko-Szkockiego. - Większości trenerów nie chciałoby się nawet do tego pucharu wyszczać. Ale nasz klub przez blisko 20 lat nie zdobył żadnego trofeum. Wielu piłkarzy nie miało ani jednego medalu. Wtedy pierwszy raz poznali smak zwycięskiego szampana i bardzo im się spodobało - opowiadał Clough.

Więcej o: