Sport.pl

Antoni Piechniczek wyjaśnia Sport.pl: Dlaczego Wisła dyskryminuje Polaków

Na zjeździe PZPN postaram się postawić wniosek o wprowadzenie limitu obcokrajowców w polskiej lidze. Jeśli unijne prawo okaże się przeszkodą, skonsultujemy się z naszymi eurodeputowanymi - mówi wiceprezes PZPN
Zaóż swoją drużynę - włącz się do gry i "Wygraj Ligę" »

Michał Szadkowski: Zimą ekstraklasę opuścili bracia Brożkowie, Peszko, Grosicki, Pawełek, Iwański. Kluby sprowadziły aż 40 obcokrajowców, w sumie w lidze gra ich już około 150.

Antoni Piechniczek : Moje zdanie jest pełne dezaprobaty. Jako trener największe sukcesy odnosiłem na polskim podwórku, zawsze będę wielkim fanem naszej piłki. Zdaję sobie sprawę, że wszędzie coraz większą rolę odgrywają obcokrajowcy, to tendencja ogólnoświatowa. PZPN nie jest w stanie sam tych spraw uregulować. Chyba że UEFA i FIFA ustalą limity dla graczy zagranicznych.

Trzy lata temu FIFA uchwaliła zasadę 6+5, która do podstawowej jedenastki zespołu klubowego dopuszczała pięciu obcokrajowców. Okazało się to niezgodne z prawem Unii Europejskiej.

- Z każdym prawem można troszeczkę walczyć. Czy prawo europejskie może mieć wpływ na dobór studentów na Harvard czy Yale? Pewne reguły są ponad nim. Chodzi nam przecież o rozwój futbolu. Ja bym się z prawnikami kłócił.

Nowy stoper Wisły Kew Jaliens jest byłym reprezentantem Holandii, Cwetan Genkow to były król strzelców ligi bułgarskiej etc. Dzięki nim poziom ekstraklasy może się podnieść.

- Porozmawiamy po sezonie. Kilka lat temu w Widzewie grał Uli Borowka. Utytułowany bardziej od Jaliensa, z Niemcami grał w półfinale mistrzostw Europy. Tylko co wniósł? Nic. Zresztą, kim dla małego Jasia z Małopolski jest Jaliens, a kim był Paweł Brożek?

Szefowie Legii mówią, że najpierw szukają piłkarzy w Warszawie, potem na Mazowszu, w innych częściach kraju i na końcu za granicą. Podobnie działa Lech. Pewnie tak samo chciałaby działać Wisła.

- Ja pamiętam czasy, gdy Wisła taśmowo zdobywała mistrzostwa Polski juniorów i wychowywała takich graczy jak: Musiał, Szymanowski, Kmiecik, Kusto, którzy wywalczyli trzecie miejsce na MŚ. Wtedy po triumfie w juniorach zdobywała tytuł wśród seniorów. Co stoi na przeszkodzie, by teraz było tak samo? Jak to możliwe, że drużyna z tak wspaniałego miasta ma kadrę składającą się w ponad połowie z obcokrajowców?

Może nie da się znaleźć Polaków tej samej klasy, za tę samą cenę?

- Da się, ale działaczy cechuje niecierpliwość. Bogusław Cupiał włożył ponoć w Wisłę ponad 100 mln złotych i chce, by pieniądze jak najszybciej się zwróciły. Ja mu się nawet nie dziwię, ale to, o czym mówię, jest także pochodną tego, że po transformacji ustrojowej do piłki przyszli ludzie przypadkowi. Ten sam problem mają Anglicy, którzy amerykańskich właścicieli klubów przepędziliby z Premier League kijem baseballowym.

Cupiał na początku skupował najzdolniejszych polskich juniorów. Strąka, Kuzerę, Nawotczyńskiego, Brożków. Wielkiej drużyny na nich nie zbudował.

- A pamięta pan, kiedy Wisła grała najładniej i była najbliżej awansu do Ligi Mistrzów?

Gdy w Krakowie występowali Szymkowiak, Żurawski, Kosowski, Frankowski...

- Co stało na przeszkodzie, by tej drogi nie kontynuować? Żaden z nich nie jest przecież wychowankiem Wisły. Problem w tym, że Cupiał otacza się ludźmi, którym świetnie płaci i których jedynym marzeniem życiowym było znalezienie się w jego ekipie. Rozlicza ich z rezultatów, więc ci idą po linii najmniejszego oporu i stąd bierze się zaciąg holenderski, hiszpański i Bóg wie jeszcze jaki. Gdyby trafił na inteligentnego i młodego trenera polskiego, to on powiedziałby tak: szanowny panie Cupiał, daję panu gwarancję, że ze mną wyniki osiągnie pan nie gorsze niż do tej pory, a zaoszczędzi pan dużo pieniędzy, bo nie siedzę w kieszeni jakiegoś agenta i nie będę się decydował na kosztowne transfery, tylko poszukam piłkarzy, którzy kochają piłkę, chcą się rozwijać i będą się cieszyć z gry w Wiśle.

Pan zakłada, że Valckx i Maskaant sprowadzają obcokrajowców, bo mają układy z agentami, a nie dlatego, że to są dobrzy piłkarze?

- Oczywiście, że tak. Gdyby sięgnął pan pamięcią, zobaczyłby pan, jak to szło od góry.


Miesiąc temu reprezentacja Polski w ligowym składzie grała z Mołdawią. Poleciłby pan Wiśle kogoś z tamtej drużyny?


- To byli najlepsi polscy piłkarze Ekstraklasy, ale spotkali się 48 godzin przed meczem. W dodatku nie grali w najsilniejszym składzie, bo kilka dni wcześniej okazało się, że karty w polskiej piłce rozdaje nie Smuda, ale prezes Józef Wojciechowski, który nie puścił na zgrupowanie kadrowiczów z Polonii. Mimo to z zespołem liczącym się w eliminacjach Euro 2012 ligowcy wygrali 1:0. Co by było, gdyby ktoś z tym zespołem pracował rok, albo dwa?

Powtarzam: kluby chcą zatrudniać Polaków, ale nie mogą znaleźć wystarczająco dobrych.

- Pozostaniemy przy swoich zdaniach. Spotkamy się za kilka lat, przekona się pan, że nieuchronne jest wprowadzenie limitu dla obcokrajowców. Żaden Parlament Europejski nie będzie o tym decydował. Dziwię się UEFA, bo co Unia zrobiłaby, gdyby zasadę 6+5 wprowadzono? Zawiesiłaby Platiniego?

Szef FIFA Sepp Blatter wycofał się z pomysłu, bo usłyszał, że jest niezgodny z prawem.

- To niech ustąpi miejsca komuś młodszemu, na przykład Franzowi Beckenbauerowi, który potrzebne regulacje wprowadziłby w pięć minut. Zobaczy pan, że lada chwila takie przepisy pojawią się w Niemczech, Anglii i Holandii, a my znów będziemy na samym końcu. Gdyby to ode mnie zależało, wprowadziłbym limit od następnego sezonu.

A od kogo to zależy?

- Zmianę można przeprowadzić na zjeździe PZPN. Kłopot w tym, że delegatami są często przedstawiciele klubów, którzy nie będą bronić interesów polskiej piłki, tylko pana Wojciechowskiego, Cupiała i innych.

Niemcy po klęsce na Euro 2000, gdy nie wyszli z grupy, stworzyli system szkolenia i po dziesięciu latach doczekali się świetnego zespołu, który zachwycił na mundialu w RPA. Nie potrzebują limitu obcokrajowców. Może też powinniśmy zacząć od szkolenia?

- W wielu aspektach próbujemy Niemców naśladować. Wiele rzeczy od nich bierzemy, wysyłamy trenerów na szkolenia, gdzie uczą się, jak pracować z młodzieżą.

Polacy nie występują w klubach ekstraklasy, bo są słabsi od obcokrajowców. Po wprowadzeniu limitu niektórzy zaczęliby grać. Poziom by się nie obniżył?

- Nie można zakładać, że się podniesie, ale też nie można twierdzić, że drastycznie się obniży. Potrzebna jest cierpliwość. Tylko od ilości zawodników i jakości szkolenia zależy, ilu wypłynie na szersze wody. Doskonale dawaliśmy sobie radę bez obcokrajowców, agentów, zagranicznych trenerów. Największe sukcesy odnosiliśmy, gdy solidnie i uczciwie pracowaliśmy na własnym podwórku. Dziś ramy organizacyjne, system naboru i szkolenia młodzieży, środki, które na to idą, są tak olbrzymie, że prędzej czy później musi to przynieść efekty. Pod jednym warunkiem - wszystko musi się odbywać w odpowiednim klimacie, a przy szukaniu kwadratowych jaj, przy szukaniu dziury w całym, gdzie większość dziennikarzy tych kwadratowych jaj szuka, klimatu być nie może. Podejrzewam, że gdy będzie pan miał syna w wieku 12-15 lat i będzie pan go woził na treningi, szukał dla niego szansy gry w Wiśle, powie pan: Piechniczek miał jednak rację.

Wciąż nie powiedział pan, kto miał zastąpić w Wiśle braci Brożków.

- Oczywiście, że jeśli nie ma Polaków, można skorzystać z obcokrajowców. Tylko niech Wisła znajdzie pięciu tak świetnych, że nawet gdyby byli w jednej drużynie z sześcioma dziennikarzami "Gazety", to i tak zwycięży. Holendrzy i Bułgarzy, którzy przyjechali do Wisły, traktują Polskę jak Trzeci Świat. Obym się mylił, ale może nie będą zostawiać w ekstraklasie tyle zdrowia, ile zostawialiby, grając w Niemczech czy Hiszpanii. Oni zdają sobie sprawę, że wszystko, co najlepsze, już za nimi.

Skoro w reprezentacji na Euro 2012 mogą grać Boenisch, Perquis i Arboleda, to może dobrych polskich obrońców nie ma?

- Jeżeli Arboleda strzeli kolejnego samobója, jego notowania pójdą w dół. Przypomnę panu, że przed mundialem w 1974 r. reprezentacja przegrała ostatni sparing z Polonią Bytom 0:3. Pytano się ich wtedy: po co tam jedziecie? Kto wtedy w Europie znał Latę, Kasperczaka, Maszczyka? Po MŚ wiedział o nich cały świat, dziś z żyjących polskich piłkarzy rozpoznawalni są Boniek, Lato i Dudek. A niech mi pan powie, jaki jest dziś stosunek do Laty? Na mecz Polska - Norwegia w Portugalii przyjechało stu kibiców z Anglii, gdzie pracują na zmywaku. Ściubią pieniądze, a tam przez tydzień w mieszkali w luksusowych hotelach. Jak pan myśli, za swoje czy to jakaś świadoma polityka, by przyjechali i dokopali PZPN? Największe epitety w czasie meczu leciały pod adresem Laty, który dwa razy był trzeci na świecie i został królem strzelców mundialu. Odniósł sukces, którego nie powtórzą nawet nasze praprapraprawnuki.

W szkółkach polskich klubów biegają Żurawscy i Kosowscy, tylko nikt nie daje szansy?

- Nie chodzi o to, że nie dostają szansy, ale o to, że nikt nie potrafi ich znaleźć i poprowadzić. W armii chłopców, która uczy się futbolu w Polsce, talenty na pewno się znajdą. Proszę mi wierzyć.

Będzie pan walczył o limit obcokrajowców?

- Taką decyzję można podjąć na zjeździe, który odbędzie się w grudniu. Postaram się taki wniosek postawić i wprowadzić zasadę od sezonu 2012/13. Podejrzewam, że kluby drugo - i trzecioligowe będą za, a przeciw - potentaci, marzący o LM. Jeśli prawo UE okaże się przeszkodą, skonsultujemy się z naszymi eurodeputowanymi.

Rozgrywki wznowione - Wisła wygrywa  »
 

Więcej o: