Jeff Reed - specjalista - wyleciał z hukiem

Kicker Pittsburgh Steelers Jeff Reed z hukiem wyleciał w tym tygodniu z zespołu. Zdecydowało dziesięć tygodni i w zapomnienie poszło osiem lat nienagannej pracy, trzy ostatnie znakomite sezony, dwa zdobyte Super Bowl, 919 punktów.
Reed był najlepszym kopaczem w historii Steelers, ale wystarczyło, że w tym sezonie spudłował 7 z 22 field goali, by szefowie zespołu uznali, że 31-letni zawodnik stacza się po równi pochyłej. Jego miejsce zajął niewiele młodszy i nierokujący dużo lepiej Shaun Suisham.

Przytaczam przykład Reeda, by pokazać, jak wiele osiągnął polski kopacz w NFL Sebastian Janikowski. W Polsce często słychać mądrali wyszydzających zawodnika, który na boisku pojawia się kilka razy w meczu, zawsze nie dłużej niż na kilkanaście sekund. Nie ma łatwiejszej pracy - wyjść, kopnąć i wrócić na ławkę, prawda? To tak, jakby powiedzieć, że bramkarze Chelsea, Barcelony czy Realu mają prostą robotę, bo muszą zazwyczaj obronić dwa-trzy groźne strzały w meczu. Ale i w jednym, i w drugim przypadku zawodnik jest rozliczany nie z tego, co zrobił dobrze, ale głównie z tego, co spartolił. Jeśli bramkarz wielkiego klubu nie potrafi utrzymać koncentracji przez cały mecz i wpuszcza głupie gole, szybko musi sobie szukać nowego pracodawcy. Jeśli kopacz z NFL nie trafia z 25 jardów, też nikt nie będzie się nad nim litował. Różnica jest taka, że w piłce nożnej jest kilkaset niezłych miejsc pracy dla bramkarza, a w NFL tylko 32.

Urodzony w Wałbrzychu Janikowski gra w NFL 11. rok. W tym sezonie jest najlepiej punktującym zawodnikiem ligi. Przewodzi także w klasyfikacji wykorzystanych field goali. Od dziewięciu lat nie opuścił żadnego meczu swojego zespołu. Nie miał kontuzji, grypy czy choćby kaca. W każdym wystąpił na sto procent przygotowany i skoncentrowany. W klasyfikacji wszech czasów zawodników z największą liczbą punktów wspiął się już na 36. miejsce. Jeszcze jeden dobry sezon da mu awans o kolejnych dziesięć miejsc, ale... Co roku kilkudziesięciu naprawdę niezłych kopaczy kończy studia i liczy na angaż w NFL, kilkudziesięciu innych "na bezrobociu" systematycznie trenuje, aby skorzystać, gdy komuś w lidze powinie się noga. Wystarczy kilka niecelnych strzałów i wczorajsza gwiazda musi szukać innej roboty.

Druga szansa Vicka

Michael Vick, który w ubiegłym roku wrócił do NFL warunkowo po półtorarocznej odsiadce za dręczenie zwierząt (organizował walki psów), błyszczy w barwach Philadelphia Eagles. W tym sezonie upadły gwiazdor zyskał pozycję rozgrywającego numer 1 w zespole i gra jak za najlepszych czasów sprzed więzienia, a może i lepiej. Przed tygodniem w meczu z Washington Redskins (59:28 dla Eagles) podał piłkę na cztery przyłożenia, a dwa inne zdobył, sam wbiegając na pole punktowe rywali. W lidze nie ma rozgrywającego zarazem tak skutecznego i wszechstronnego.

Teraz wszyscy zastanawiają się, czy zawodnik z tak kontrowersyjną przeszłością może zostać MVP ligi? Jeszcze kilka takich meczów i Vick po prostu nie da głosującym żadnego wyboru.

Amerykański sen o drugiej szansie jeszcze mocniej ukonkretni się po sezonie, gdy Vick - jako wolny zawodnik - będzie mógł wynegocjować nowy kontrakt. Jeszcze dwa lata temu stał na skraju bankructwa, teraz znów będzie zarabiać fortunę.