Franciszek Smuda: Nie wyobrażam sobie, byśmy nie wygrywali

Znam drogę do stworzenia superzespołu. Nie wyobrażam sobie, by reprezentacja nie grała tak jak prowadzone przeze mnie kluby, czyli efektownie i z wielką determinacją. To będzie tak samo widowiskowa kapela i tak samo przyjemna muzyka jak w Widzewie czy Wiśle - rozmowa z Franciszkiem Smudą wybranym w czwartek na selekcjonera piłkarskiej reprezentacji Polski
Przemysław Iwańczyk: Kilka minut po południu oficjalnie został pan selekcjonerem...

Franciszek Smuda: ...i telefony się urywają, a ja mam za kilka godzin mecz ligowy [Zagłębie grało wczoraj z Polonią Bytom]. Staram się jakoś zebrać myśli, oderwać je od kadry, ale przychodzi to z trudem.

Przecież spodziewał się pan, że zostanie selekcjonerem. Wiadomo było o tym od tygodnia.

- Wyciągnąłem wnioski. Byłem już kiedyś głównym faworytem i nie zostałem trenerem kadry. Teraz nie chciałem przeżywać kolejnego rozczarowania, więc powiedziałem sobie: "Franek, może teraz znów cię nie wybiorą, nie myśl o tym".

Ale muszę przyznać, że czekałem na ten telefon. Zadzwonił w czwartek. Prezes Grzegorz Lato pogratulował i oznajmił: Jesteś selekcjonerem.

Jak długo?

- Przynajmniej dwa i pół roku, więc na Euro 2012 to ja na pewno poprowadzę drużynę narodową. Nie rozmawialiśmy o tym, co wydarzy się po drodze, czy będą mnie jakoś oceniać. Tak naprawdę najważniejsza dla mnie jest moja ocena zespołu, który stworzę. Ma z meczu na mecz grać lepiej i efektowniej. Nie wyobrażam sobie, byśmy nie wygrywali.

Czyli nie buduje pan drużyny turniejowej, nawet kosztem porażek w meczach towarzyskich, tylko oprze pan kadrę na najlepszych obecnie piłkarzach?

- Oczywiście, że tak. W kadrze grać będą najlepsi. Nie mogę myśleć tylko o Euro 2012 i nie zwracać uwagi na to, co dzieje się po drodze - jak gra zespół, jakie osiąga wyniki.

W nocy z czwartku na piątek zastanowię się, kto zagra w dwóch najbliższych meczach - z Rumunią i Kanadą. Oprę ją na piłkarzach, którzy dotąd grali, których oglądam co tydzień w lidze. Może odkryję kogoś nowego, ale jedno jest pewne: każdy z nich będzie gryzł trawę.

Plany na przyszłość dopiero nakreślę. Jedno mogę obiecać - obojętnie, w jakim składzie, nie wyobrażam sobie, by reprezentacja nie grała tak jak prowadzone przeze mnie kluby, czyli efektownie i z wielką determinacją. To będzie tak samo widowiskowa kapela i tak samo przyjemna muzyka, jak było w Widzewie czy Wiśle. A będą w niej tylko tacy piłkarze, którzy chcą w niej grać, a na zgrupowania będą jeździć z wielką przyjemnością. U mnie nie będzie takich, którzy przyjadą, by się przemordować przez 90 minut, i wrócą do domu.

W jakim ustawieniu grać będzie reprezentacja?

- Na pewno będziemy grać ofensywnie, ale nie kosztem obrony, bo nie postawię wszystkich sił na atak, a z tyłu będziemy tracić gole. W jakim ustawieniu zagramy, tego nie wiem. Dostosuję je do materiału, jaki będę miał. Muszę wpierw zobaczyć braki, jakie mają moi wybrańcy, czy są w stanie podołać zadaniom, jakie im postawię.

Jak pan zniesie bezczynność między zgrupowaniami? Pan lubi pracować w stresie, kiedy bez przerwy skacze panu adrenalina.

- W domu siedział nie będę. Kontakty z piłkarzami, mecze do obejrzenia - przecież to zajmuje mnóstwo czasu. Chcę też wyjechać do Niemiec, poszukać i porozmawiać z młodymi Polakami. Takimi dobrze wyszkolonymi 14- czy 15-latkami, którzy niedługo mogą stać się wielkimi graczami. Jest ich wielu.

Będzie pan importował piłkarzy? Może Manuel Arboleda?

- Nie ma mowy. Nie tędy droga.

Piotr Nowak, który też był wymieniany jako kandydat na selekcjonera, powiedział o polskiej piłce: "Zacofana, zapatrzona w przeszłość, pozbawiona ambicji, bez pomysłu na rozwój, ale zadufana w sobie"...

- Polak nie powinien tak mówić.

Kibice byli jednomyślni - w różnych sondażach opowiedziało się za panem około 70 proc. Polaków.

- Jestem im zobowiązany, za to poparcie dam im w zamian kadrę, która zagra z pasją.

Kogo weźmie pan do sztabu? Pawła Wojtalę, Marka Koźmińskiego, Jacka Kazimierskiego? - tak spekuluje prasa.

- Najpierw muszę porozmawiać z prezesem Lato, ilu ludzi mogę wziąć. Także Antoni Piechniczek ma jakąś wizję, chcę go również wysłuchać. Ale wybierał będę ja. Nie mogą to być przypadkowe osoby, tylko wzorcowi ludzie, którzy coś wniosą do grupy, z których piłkarze będą czerpać. Wojtala nie ma licencji i nie może być trenerem, Marek Bajor ma swoją pracę, a inni? Największy problem mam z trenerem bramkarzy. Na dwa najbliższe mecze potrzebuję najwyżej dwóch ludzi. Chcę, by były to wielkie postaci, prawdziwe figury naszego futbolu.

Będzie pan dzielił obowiązki z pracą w Zagłębiu. W Lubinie chcą pana zatrzymać do końca sezonu.

- To też trzeba załatwić jak najszybciej. Przepraszam, muszę kończyć, zaraz mam mecz z Polonią. Na koniec dodam - choć nie złożę deklaracji, co zdobędę z kadrą, bo tylko głupiec mówi coś takiego po dwóch godzinach pracy - że znam drogę do stworzenia superzespołu. Nawet nie chcę wiedzieć, jakie cele stawia przede mną PZPN. Sam je sobie postawiłem - pokazać dobry futbol i wygrywać.

Zagłębie wygrało, Smuda uradowany  »