Sport.pl

Rafał Stec: Stefan Majewski i 140 życiorysów

Powołania do reprezentacji Polski ratowanej przez Stefana Majewskiego niespecjalnie mnie zaskoczyły z powodu szajby, do której niechętnie się przyznaję - otóż dość regularnie podziwiam niezłomne starania polskich kopaczy, nieodpuszczających na boiskach pomimo nieustannie majtającej im się między nogami piłki.
Znamy kadrę trenera Majewskiego »

A ponieważ ich starania podziwiam, mam prawo kategorycznie zaprotestować przeciw obojętnej na realia skromności trenera rezerw Druteksu-Bytovii. Po dość niespodziewanym zwycięstwie jego drużyny - w szare dni rywalizującej w lidze okręgowej - nad Polonią Bytom (jeszcze tydzień temu wiceliderem ekstraklasy!) i wyeliminowaniu jej z Pucharu Polski Waldemar Walkusz jakby się sukcesu zawstydził: - Nie uderza nam woda sodowa do głowy. Nie uważamy, że reprezentujemy poziom ekstraklasy.

Rozumiem, że Walkusz nie chce, by zadowoleni z przyzwoitego wyniku piłkarze spoczęli na laurach. Ale, panie trenerze, bez przesady. Daję panu słowo honoru, że od poziomu ekstraklasy dzieli pana ambitnych chłopaków nie więcej niż Real od Barcelony. Niech pan przysiądzie przed telewizorem, chwyci ołówek i notuje wszystkie akcje na połowie rywala złożone z trzech kolejnych celnych podań. Dla zachęty podpowiem, że ołówka wystarczy na kilka sezonów owej, jak się pan wyraził, ekstraklasy.

Nasz futbol jest nowoczesny w tym sensie, że najlepszych od prawie najlepszych dzielą niuanse, które z trudem wychwytują selekcjonerzy - wiecznie w rozterkach. Paweł Janas mianował reprezentantami Polski 89 graczy. Leo Beenhakker - 88. Trenerzy łapali wszystkich, od Tomasza Mazurkiewicza (dziś 28-letni bezrobotny), przez Marcina Radzewicza (lat 29, dziś szaleje w Bytomiu), po mojego osobistego faworyta Pawła Magdonia (lat 30, dziś w Bełchatowie).

W sumie od lutego 2003 roku w drużynie narodowej wystąpiło 140 piłkarzy. Jeśli się trzymać matematyki klasycznej, wychodzą niemal dwie nowiusieńkie jedenastki na rok. A dołóżcie jeszcze powołanych, którzy nie dostąpili zaszczytu gry, lecz zostali zaszczyceni wstępem na zgrupowanie! Ani chybi nasi futboliści należą do najhojniej obsypywanych zaszczytami przedstawicielami swego fachu w skali europejskiej.

Dlatego Stefan Majewski właściwie nie miał alternatywy, musiał postawić na doświadczenie. Mimo radykalnych zmian w kadrze - od razu widać, z jak silną mamy do czynienia osobowością - nie powołał ani jednego debiutanta, bo debiutanta w wieku seniorskim wytropić niełatwo. By jeszcze wyśrubować reprezentacyjne statystyki, trzeba by prawdopodobnie rozrzucać po ulicach ulotki z powołaniami - kto pierwszy taką dorwie, tego selekcjoner, jak mówią fachowcy, sprawdzi.

Majewski dobierał zatem wyłącznie ze 140 ludzi przetestowanych przez poprzedników - co się chwali, jakaś kontynuacja myśli szkoleniowej musi być. I o ile zrozumiale brzmiały głosy oburzenia na Beenhakkerowe powołania dla angielskiego trzecioligowca Marka Saganowskiego, o tyle nie wypada awanturować się z powodu odzyskanego dla kadry polskiego drugoligowca Jarosława Bieniuka. Selekcjoner miał prawo w pojedynczym przypadku kierować się sentymentem, a to przecież z tym obrońcą odnosił jedyne sukcesy - zdobywał Puchar Polski (choć ja nie umiem wyzbyć się podejrzenia, że Amica Wronki niczego nie wygrała uczciwie, nawet jeśli trener i piłkarze pozaboiskowego wsparcia byli nieświadomi). Poza tym reprezentacja z Bieniukiem w składzie - co pewnie odkrył analityczny umysł Majewskiego - nie przegrała żadnego z siedmiu sparingów.

Majewski: Boruc musi odpocząć. Wybrałem najlepszych na dziś
30-letni Bieniuk ma życiorys typowy, czyli niezbyt różniący się od życiorysów innych naszych ligowców. Z Amicą zajrzał do europejskich pucharów, z Antalyasporem spadł do drugiej ligi tureckiej, nie zdołał wytargować kontraktu na Cyprze, ostatnio wypatruje powrotu do ekstraklasy w łódzkim Widzewie. Szerszej publiczności dał się poznać jako narzeczony aktorki Anny Przybylskiej.