Sport.pl

Hajto: Sędzia nazwał mnie przemytnikiem papierosów

Czy sędzia Jacek Walczyński poniżył Tomasza Hajto? - Nazwał mnie przemytnikiem papierosów - odpowiada stoper ŁKS.
Ruch - ŁKS - skrót meczu (wideo) »

Na stadionie Śląskim spotkały się zespoły, które walczyły o utrzymanie. Po pierwszej połowie było widać, ze podstawowym celem jest nie stracenie gola. Remis bowiem gwarantował, że i Ruch i ŁKS w nowym sezonie znów zagrają w piłkarskiej elicie. Początkowe 45 minut były więc nudne, niczym brazylijska mydlana opera. Finał niemal każdej akcji ofensywnej można było łatwo przewidzieć. Może za dwoma wyjątkami, w których z w roli głównej zagrał Jakub Biskup. Najpierw - po dośrodkowaniu Marcina Smolińskiego - pomocnik łodzian znalazł się w idealnej sytuacji, ale zamiast mocno uderzyć, oddał piłkę bramkarzowi Ruchu. Tuż przed przerwą Biskup zdobył nawet gola, ale sędzia dopatrzył się faulu na Krzysztofie Pilarzu. Po przerwie było już ciekawiej. W 60 min sędzia zauważył za to faul Marcina Adamskiego na Grzegorzu Baranie, po którym podyktował rzut karny, choć wcześniej takich starć w obu polach karnych było mnóstwo. - Zapytałem sędziego, skąd tak niezrozumiała decyzja - opowiada Hajto. - Zamiast słów wyjaśniania usłyszałem, ze arbiter nie pali i nie przemycał nigdy papierosów. To według Hajty była prowokacja, bo jego zdaniem sędzia wykroczył poza bariery przyzwoitości. - To nie prawda - mówi Walczyński. - Taka sytuacja nie miała miejsca. Pan Hajto jest specyficznym zawodnikiem, a w tym momencie nerwy wzięły jednak górę nad rozsądkiem.

Stoper ŁKS przez całe spotkanie był w chamski sposób atakowany przez chorzowskich kibiców, którzy skandowali obraźliwe hasła pod jego adresem, ale do fanów Ruchu po meczu nie miał żadnych pretensji. Zachowanie arbitra uznał za to za wysoce niemoralne. - Nie byłem nigdy skazany za przemyt, dlatego będę dochodził swoich praw.

To nie był jednak koniec emocji, bo w 88 min Dejan Djenic został sfalowany w polu karnym przez Rafała Grodzickiego, ale arbiter Walczyński nie zareagował. - Przewróciłem napastnika łodzian - przyznał po meczu obrońca Ruchu. Na boisku zawrzało. Smoliński ruszył w kierunku sędziego i natychmiast zobaczył żółtą kartkę. Również będący blisko akcji Hajto chciał także wygłosić swoje zdanie. - Zapytałem arbitra, dlaczego nie podyktował karnego, ale zamiast odpowiedzi zobaczyłem czerwoną kartkę - opowiada Hajto. Doszło do sprzeczki, a sędzia tak się speszył całą sytuacją, ze nie wiedział, że Smolińskiego ukarał drugą żółtą kartkę, ale dopiero po chwili zobaczył czerwoną kartkę. Dlaczego? - Musiałem uciekać przed atakiem pana Hajty, bo nie chciałem dopuścić, aby doszło do kontaktu fizycznego. Dopiero po ukaraniu Hajty, który wobec mnie cały czas używał obelżywych słów, dogoniłem schodzącego z boiska Solińskiego - wyjaśnia sędzia. Innego zadanie był pomocnik łodzian, który twierdzi, że sędzia nie wiedział, że ukarał go wcześniej żółtą kartką i dopiero po reakcji piłkarzy Ruchu naprawił swój błąd.

Jako dowody na niegodziwe zachowania sędziego mają służyć notatka sporządzona przez kierownika drużyny ŁKS i zeznania Roberta Sieranta, który słyszał słowa sędziego. Hajto zapowiada, że zwróci się do Wydziału Gier przy PZPN, aby anulowano mu czerwoną kartkę.

W niedzielę łodzian czeka bodaj najważniejsze spotkanie sezonu z Polonią Bytom. Fatalny zbieg wyników może bowiem sprawić, że ŁKS będzie musiał wystąpić w barażach o utrzymanie w ekstraklasie. Sędzia Walczyński prowadził trzy mecze ŁKS w tym sezonie,. Wszystkie łodzianie przegrali: z Cracovią 0:2, Jagiellonią Białystok 0:4 i w sobotę z Ruchem 0:2.

Wiśle brakuje już tylko punkt do mistrzostwa - czytaj tutaj »