Sport.pl

Zagadka Barcelony. Czy murowanego faworyta może zabraknąć w ćwierćfinale Ligi Mistrzów?

Czy katastrofalne sobotnie derby z Espanyolem to tylko epizod, czy może zapowiedź kryzysu drużyny, która jeszcze przed chwilą ocierała się o ideał? We wtorek zweryfikuje to w Lidze Mistrzów Lyon. - Za wszelką cenę musimy się podnieść - nawołuje zdesperowany trener Barcelony
Barcelona pokonana, Real goni w wielkim stylu

To wręcz szokujące, jak 90 minut gry może odmienić świat futbolu. Przed derbami z Espanyolem ten świat leżał u stóp drużyny Jose Guardioli, która do niedawna przetaczała się po rywalach jak taran. Kiedy przyspieszała, ciężko obijała Valencię (4:0), Sevillę (3:0) czy Atletico Madryt (6:1). Kiedy zwalniała, zdarzył się wyjazdowy remis z Betisem. W Pucharze Króla Barca jest o krok od finału (pierwszy mecz z Mallorcą wygrała 2:0), z grupy w Champions League wyszła spacerem, w lidze hiszpańskiej wyprzedzała Real o 12 pkt. Jednak w tydzień przewaga stopniała do 7 pkt.

Fenomen Guardioli

Trener Realu Juande Ramos nie miał wątpliwości, że to najlepsza drużyna Barcelony w 110-letniej historii klubu. By obronić teorię rywala, Guardiola potrzebuje trofeów. Musi wygrać Ligę Mistrzów, żeby móc porównywać się do dream teamu Johanna Cruyffa, u którego był piłkarzem, i drużyny Franka Rijkaarda, w której grała większość z obecnych jego gwiazd. Na razie Guardiola nie ma czasu na wielkie marzenia, trzeba dojść do siebie po nokautującym ciosie, jaki zadał Barcelonie ostatni zespół Primera Division.

Ma na to zaledwie trzy dni. We wtorek trzeba podjąć bitwę w Lyonie. Zaledwie kilka dni temu kapitan siedmiokrotnego mistrza Francji Juninho wybuchnął śmiechem, gdy usłyszał lewego obrońcę Barcelony Erica Abidala. Urodzony w Lyonie piłkarz stwierdził, że szanse są równe. - Eric kocha Lyon i ma duszę prawdziwego sportowca, a taki z natury się nie przechwala. Ale bądźmy przytomni, faworytem jest Barca - powiedział.

Jeszcze tydzień temu w ankiecie katalońskiego dziennika "Sport" 93 proc. czytelników powiedziało "tak" na pytanie, czy Barcelona będzie w ćwierćfinale Ligi Mistrzów. "France Football" ocenił drużynę Guardioli jako najsilniejszą na kontynencie. Presja jest jednak po stronie Katalończyków, dla nich porażka w 1/8 finału byłaby końcem świata.

Od wielu miesięcy prasa całej Europy starała się zgłębić fenomen Guardioli. W Hiszpanii karierę zrobiło zdanie Jose Camacho. Trener Osasuny zauważył, że w Barcelonie największe gwiazdy harują jak specjaliści od czarnej roboty. Zespół był zjednoczony, na boisku wyglądał jak maszyna, solidarna w ataku i w obronie.

Co postawiło do pionu piłkarzy, którzy jeszcze pół roku temu byli kompletnie rozbici? Jak pozwolili się zdominować 38-letniemu trenerskiemu debiutantowi, kontrolującemu nawet godzinę, o której kładą się spać?

Po dwóch sezonach bez trofeum prezes Joan Laporta długo myślał, kim zastąpić Rijkaarda. Od sukcesu nowego trenera zależał jego los. Decydujący głos miał Cruyff, namaszczając swojego byłego pupila. Guardiola zaczął ostro - na pierwszej konferencji prasowej ogłosił, że Eto'o, Ronaldinho i Deco są mu niepotrzebni. Musiał zaimponować innym graczom, w końcu ta trójka była wtedy symbolem warcholstwa i lenistwa. Absolwent barcelońskiej szkółki La Masia postawił na piedestał innych, którzy przeszli tę samą drogę. Już nie armia zaciężna, ale wychowankowie mieli wziąć los klubu w swoje ręce.

Trzech muszkieterów

Z Eto'o Guardiola się pojednał, ale postawił warunek, że Kameruńczyk ma wrócić do korzeni. Gdy przychodził do Barcelony w 2004 roku, obiecywał, że będzie "biegał jak czarny, by żyć jak biały". W ostatnich dwóch latach balangujący w barcelońskich barach Ronaldinho "zmodyfikował" jego podejście do zawodu.

Guardiola obudził w Eto'o dawnego lwa. Jeśli Kameruńczyk utrzyma średnią, na koniec sezonu ma szansę pobić rekord wszech czasów w lidze hiszpańskiej należący do Zarry i Hugo Sancheza (38 bramek). Jest przy tym niewiarygodnie efektywny: jego skuteczność wynosi 27 proc., podczas gdy inni czołowi strzelcy ligi: Villa, Higuain, Messi, czy Henry potrzebują co najmniej pięciu strzałów, by strzelić gola. Efektywnością dorównuje mu tylko Raul, ale zdobył aż o 10 goli mniej.

Eto'o to jednak wciąż bomba z opóźnionym zapłonem. Dotąd o nowy kontrakt i podwyżkę walczył na boisku, ale niedawno zaczął się boczyć, sugerując, że odejdzie do Milanu. Kameruńczyk pozwolił sobie na szokujący komentarz, że sam jest w Barcelonie najemnikiem i nie cierpi hipokrytów, którzy całują emblemat klubu na koszulce, a natychmiast uciekliby do innego, gdyby dał im milion więcej. Wszyscy w Katalonii uznali, że to aluzja do Leo Messiego. Argentyńczyk ma najwyższą pensję w Barcelonie (8,4 mln euro za sezon), Eto'o (7,5 mln) uważa, że najlepiej opłacany powinien być on.

Frustracja u Kameruńczyka będzie się pogłębiać, bo miłość Katalończyków do Messiego będzie rosła. Uznają go za wychowanka La Masia, choć przyjechał do Barcelony mając 13 lat, a do pierwszego klubu w Argentynie trafił w wieku siedmiu. Zaczynając w Katalonii, był poważnie opóźniony w rozwoju fizycznym, mierzył 148 cm, ważył 39 kg. Kuracja hormonem wzrostu, praca na siłowni i specjalna dieta sprawiły, że w trzy lata urósł 16 cm i przytył 23 kg. Przyspieszony rozwój miał jednak skutki uboczne - Messi jest szczególnie podatny na urazy mięśni. Nadzwyczajnej opieki będzie wymagał pewnie do końca kariery.

Ale dziś jest najszybszym graczem drużyny w biegu na 50 m, o dziwo ma też jeden z najmocniejszych strzałów. Dzięki lekarzom i fizjoterapeutom diament z Argentyny świeci pełnym blaskiem. Juanjo Brau, specjalista z katalońskiego klubu, towarzyszył ostatnio Messiemu nawet na towarzyskim meczu Francja - Argentyna, a selekcjoner Diego Maradona uścisnął go na pożegnanie, prosząc: "Czuwaj nad tym chłopakiem jak dotąd".

Ostatnim ogniwem trójki muszkieterów, która zdobyła dla drużyny ponad 70 proc. goli w tym sezonie, jest Henry. Już nie tęskni za Londynem, wreszcie grywa na swoim poziomie. Kiedy Guardiola miał się pozbyć Eto'o, pozycję na środku ataku obiecał Francuzowi. Potem musiał się z tego wycofać, ale Henry to całkiem inny typ niż Kameruńczyk, pytający przede wszystkim, co może zrobić dla drużyny, a nie odwrotnie.

Średnia traconych goli rośnie, średnia zdobytych spada

Ta trójka tnie jak skalpel obronę rywala, ręką bezwzględnie nim kierującą jest Xavi Hernandez. To mózg drużyny, noszący jej styl w DNA. Styl polegający na jak najdłuższym trzymaniu piłki, wymianie imponującej liczby podań - po 550 w meczu ligowym, w Champions League nawet o 70 więcej. Z czego ponad 50 proc. na połowie rywala, a ponad 80 proc. celnych!

Kluczową postacią jest też duchowy brat Xaviego Andres Iniesta. Trafił do la Masia, bo jego rodzice zrazili się do Realu ze względu na sąsiedztwo klubowego internatu z agencją towarzyską. Iniesta leczy jednak teraz kontuzję mięśnia, może wrócić dopiero na rewanż z Lyonem. Kontuzjowany w derbach z Espanyolem Eric Abidal musi pauzować aż dwa miesiące.

Ma Barcelona i szóstego gracza kluczowego dla ofensywy. To prawy obrońca Dani Alves (3 gole, 7 asyst w lidze). Sprowadzony z Sevilli za 35 mln euro niewysoki Brazylijczyk ma zwierzęcą witalność. Większość czasu spędza pod przeciwnym polem karnym, ale też cała drużyna Barcelony broniła do niedawna agresywnie i wysoko. Guardiola wiedział, że największe rezerwy tkwią właśnie w grze obronnej, dopóki drużyna jego poprzednika grała wysokim presingiem, nie miała sobie równych.

Pierwszy zadania defensywne wypełnia Eto'o. Za nim atakuje rywala Xavi, a potem twardy jak skała Toure, wspierany przez Keitę lub kolejnego wychowanka Busquetsa, który dostaje tak dużo okazji do gry, że niedawno zadebiutował w reprezentacji mistrzów Europy. Pół roku temu występował jeszcze w trzeciej lidze.

W środku obrony mózgiem jest Marquez, sercem Puyol, a odzyskany z Manchesteru ich zmiennik Piquet (kolejny wychowanek La Masia) też dostał się już do kadry Hiszpanii. Rozbicie ich wydawało się do niedawna niemożliwe. Przez 15 kolejek Barca traciła średnio 0,5 gola na mecz, jednak w ostatnich dziewięciu ta średnia niebezpiecznie wzrosła do 1,2. Przy jednoczesnym spadku skuteczności w ofensywie z 3,07 do 2,7 bramki na mecz.

Niespodziewanie więc mecze z Lyonem stają się przedwczesną weryfikacją mocarstwowych planów drużyny z Katalonii. A jeszcze przed chwilą wydawało się, że zetrze ona Francuzów z powierzchni ziemi i wyciągnie rękę po koronę Manchesteru United.

Eto'o chce iść do Milanu? - czytaj tutaj »