Małysz i jego drużyna

- Wybitni sportowcy powinni być traktowani wyjątkowo - mówi ?Gazecie? prezes PZN Apoloniusz Tajner i zgadza się na powstanie Teamu Małysz jeszcze w tym sezonie
W czwartek w Zakopanem kwalifikacje do piątkowego konkursu Pucharu Świata (TVP Sport 16.45). Startuje dziesięciu Polaków, z Adamem Małyszem na czele (także: Kamil Stoch, Stefan Hula, Marcin Bachleda, Łukasz Rutkowski, Jakub Kot, Krzysztof Miętus, Piotr Żyła, Rafał Śliż, Dawid Kubacki). We wtorek najlepszy polski skoczek wrócił z Lahti, gdzie trenował pod okiem 65-letniego Fina Hannu Lepistoe. W wywiadzie dla "Gazety" Małysz skrytykował przygotowania do sezonu i metody treningowe trenera Łukasza Kruczka, który postawił na moc, zaniedbując technikę. Powiedział, że chce trenować samodzielnie. - Przyszedł kryzys i czas pomyśleć o sobie. Chcę Teamu Małysz, choć ta nazwa mi się nie podoba. Potrzebuję autorytetu trenerskiego, a Hannu nim jest. Mówi mi: "Masz jechać tak i tak. A tak się odbić". Słucham go i nie kombinuję. To stanowczy człowiek. Jak powie, tak musi być - mówił Małysz.

Wybitni sportowcy powinni być traktowani wyjątkowo. Adam jest wybitny, więc trzeba stworzyć dla niego specjalny zespół - powiedział "Gazecie" prezes Polskiego Związku Narciarskiego Apoloniusz Tajner.

- Adam miałby indywidualnego trenera, choć nie wiem, czy Hannu Lepistoe jeździłby na wszystkie konkursy. Konsultacyjnie trenowałby z nim, a częściowo w kadrze Kruczka. Na pewno się dogadają, bo dotąd są wobec siebie fair. Nie chodzi teraz o szukanie, kto się pomylił podczas przygotowań - twierdzi prezes Tajner.

Wykluczony jest powrót Fina i opiekę nad całą kadrą. Jej trenerem zostanie Kruczek. - Mnie już nie mógł pomóc, ale młodsi zawodnicy go cenią. To dobry trener - mówił "Gazecie" Małysz. I zapewnił, że chce współpracy, a nie rywalizacji.

Czy Tajner nie żałuje decyzji sprzed roku, kiedy nie przedłużył kontraktu z Lepistoe i powierzył kadrę Kruczkowi? - Adam uczestniczył w rozmowach o nowym trenerze i miał wpływ na decyzję. Pamiętam, jak mówił w wywiadach, że skoro nie Hannu, to nie wyobraża sobie innego trenera niż Łukasz - tłumaczy prezes PZN. - Szukał autorytetu, ale wyobrażał sobie, że będzie nim profesor Żołądź. Poprzedni trenerzy krzywili się na tę współpracę z fizjologiem, ale Adam jej chciał, bo ufa profesorowi. Łukasz się zgadzał na nią i zabezpieczał wprowadzanie pomysłów w życie.

- Powołanie mnie na trenera od początku było ryzykiem, ale podjęliśmy wyzwanie - mówi "Gazecie" Kruczek. - W życiu nie śmiałbym się kreować na jakikolwiek autorytet dla Adama. Od początku wszystko było oparte na stopie koleżeńskiej. Z Hannu byliśmy w kontakcie. Dla mnie zawsze liczy się dobro zawodnika. Jeśli Adam odejdzie, zawsze będzie miał otwarte drzwi do kadry, jeśli zechce trenować czy o coś zapytać. Bywało już, że nie skakał z drużyną w PŚ i wtedy młodzież miała lepsze wyniki, niż kiedy startował. Ale nie wiem, czy to byłaby reguła. Gdyby Adam odszedł, zmieni się lider drużyny - twierdzi trener kadry.

W drużynie Małysza nie powinno zabraknąć miejsca dla fizjologa Jerzego Żołądzia, który od ponad ośmiu lat (z małą przerwą) pomaga Adamowi. W niedawnym wywiadzie dla "Gazety" profesor mówił, że w przyszłym - olimpijskim sezonie - jego współpraca z Adamem mogłaby nawet być ściślejsza niż w tym. To dzięki Żołądziowi jest moc w nogach skoczka z Wisły. Problem w tym, że podczas pracy nad mocą rozregulowała się technika. Nad nią czuwałby teraz Lepistoe.

Nie byłoby problemów ze znalezieniem odpowiadającego za narty serwismana i lekarza. Na drużynę Małysza na pewno nie zabraknie pieniędzy. - Czego Adam sobie zażyczy, będzie miał. To wielki sportowiec, zasłużył na takie traktowanie. PZN zrobił podobnie z Justyną Kowalczyk - mówi Tajner.

- We wtorek podziękowałem Hannu za pomoc. Powiedziałem, żeby przysłał nam rachunek za konsultacje z Małyszem. Nie wiem, jaka to kwota. Hannu jest uczciwy, policzy tyle, ile rzeczywiście się należało - zapewnia prezes PZN. Za stworzeniem teamu jest również menedżer skoczka Austriak Edi Federer. Brak sukcesów Polaka i miejsca w trzeciej dziesiątce to - automatycznie - mniejsze kontrakty.

W piątek w Zakopanem najważniejsze, oprócz lutowych mistrzostw świata, zawody sezonu. Później kadra z Małyszem poleci na konkursy do Vancouver, to rekonesans przed igrzyskami 2010. Z Kanady Małysz wróci do Polski, reszta poleci do Sapporo. Na przełomie stycznia i lutego drużyna Małysza powinna być skompletowana. 18 lutego zaczynają się MŚ w Libercu, gdzie Adam broni tytułu sprzed dwóch lat.

- Chcę być zadowolony chociaż z końcówki tego sezonu - mówi najlepszy polski skoczek.

6

tylu skoczków z pierwszej dziesiątki PŚ nie wystartuje w Zakopanem: Thomas Morgenstern i Martin Koch (Austria), Harri Olli, Matti Hautamaeki i Ville Larinto (Finlandia), Anders Jacobsen (Norwegia)

Bilety jeszcze do kupienia

- Sprzedaliśmy ponad 90 proc. biletów - podaje Lech Nadarkiewicz, dyrektor zakopiańskiego PŚ. Organizatorzy nie mieli żadnych problemów z przygotowaniem skoczni. Prognozy na piątek i sobotę są optymistyczne: lekki mróz, słońce, słaby wiatr i niewielkie opady śniegu.

Nad bezpieczeństwem zawodników i kibiców czuwać będzie 280 ochroniarzy i ponad 400 policjantów, pogotowie ratunkowe, strażacy, ratownicy TOPR, straż graniczna, a nawet patrole straży Tatrzańskiego Parku Narodowego.

Bilety na czwartkowe kwalifikacje kosztują 20 i 10 zł.