Sport.pl

Australian Open. Do półfinału na plecach Sereny

19-letnia Sloane Stephens pokonała Serenę Williams w ćwierćfinale Australian Open, ale Amerykanie jeszcze czekają z ogłaszaniem pokoleniowej zmiany warty.
Stephens, jedyna nastolatka w Top 40 rankingu WTA, ograła w środę na Rod Laver Arena 15-krotną triumfatorkę turniejów Wielkiego Szlema 3:6, 7:5, 6:4.

"Miała dostać lekcję od mistrzyni, skończyło się na największej sensacji ostatnich lat w kobiecym tenisie" - podsumował "New York Times".

- Wstałam rano i powiedziałam sobie: "Dziewczyno, możesz to zrobić. Uwierz w siebie!" - opowiadała Stephens. Przed meczem jej wpisy na Twitterze śledziło 17 tys. osób, dwie godziny później już 35 tys.

Dla Amerykanki z Florydy to dopiero siódmy występ w dorosłym Szlemie. Serena w 1999 r., również w siódmym podejściu, wygrała US Open.

Początek meczu nie zapowiadał niespodzianki. Williams serwowała z mocą armaty i punktowała młodszą o prawie 12 lat rodaczkę potężnymi forhendami. W drugim secie, choć szybko zrobiło się 0:2, Sloane zaatakowała. Grała odważniej, zaczęła wywierać presję i odrobiła straty. Kluczowy moment miał miejsce w połowie seta, gdy Serena ruszyła do dropszota. - Aaaaaa! - zawyła nagle z bólu. Odnowiła jej się kontuzja pleców. Musiała skorzystać z pomocy masażystki i wziąć przeciwzapalne leki. Do końca meczu nie serwowała już dobrze, ruszała się wolniej, ale z kortu nie zeszła. - To ćwierćfinał Szlema, gram do końca, choćbym miała zjechać do szatni na wózku - powiedziała. Nie zasłaniała się urazem, po meczu pochwaliła rywalkę, ale przyznała też, że nie pokazała najlepszego tenisa.

Stephens sportowe geny odziedziczyła po rodzicach - ojciec był futbolistą w NFL, mama pływaczką. Przez fachowców jest uznawana za jedną z najszybszych tenisistek, świetnie się broni, nieźle serwuje. Po Australian Open awansuje do pierwszej dwudziestki rankingu.

Media w USA wciąż jednak czekają z ogłoszeniem pokoleniowej zmiany warty. Cieszą się z wyskoku Stephens, ale trzeźwo przypominają o szczęściu, jakie pomaga jej w Melbourne. W jej części drabinki szybko odpadły rozstawione rywalki, m.in. Nadia Pietrowa i Petra Kvitova. "Nie łudźmy się, gdyby nie uraz pleców, Serena wygrałaby ten mecz w dwóch setach. Sloane grała w końcówce nerwowo, chwała jej głównie za to, że umiała wykorzystać słabość rywalki" - napisał Tennis.com, opiniotwórczy fachowy portal tenisowy.

Serena doznała dopiero drugiej porażki w 42 rozegranych meczach od maja zeszłego roku (w Cincinnati pokonała ją w sierpniu Angelique Kerber). Zapowiedziała, że nie kończy kariery, a gdy się wyleczy, będzie dalej ścigać Szlemy.

Pewnie dopiero gdy przestanie, Sloane zostanie w Ameryce numerem jeden. Młodej Amerykance na pewno nie brakuje pewności siebie. Opowiadała, że miała kiedyś na ścianie plakat Sereny. - Teraz powieszę sobie chyba plakat ze sobą - stwierdziła. W nocy w półfinale gra z Wiktorią Azarenką. W drugim półfinale - Na Li z Marią Szarapową.

Roger Federer męczył się w pięciu setach z Jo-Wilfriedem Tsongą. Francuz w przeszłości kilka razy zaskakiwał już Szwajcara, m.in. wyrzucając go z Wimbledonu. Gdy trafia serwisami, trudno zatrzymać jego ataki, szczególnie gdy Federer ma słabszy dzień i pudłuje. Wczoraj w decydującym momencie serwisy Tsongi się jednak załamały, a Federer zaczął trafiać. O finał zagra jutro z Andym Murrayem, który łatwo pokonał Jeremy'ego Chardy'ego.

W czwartek o 9.30 broniący tytułu Novak Djoković zmierzy się w półfinale z Davidem Ferrerem. Relacje TV w Eurosporcie.

Więcej o: