Sport.pl

Bode Miller, czyli jedź szybko, żyj jeszcze szybciej. I stawiaj na Carvinga

Narciarska kariera Bode Millera po operacji kolana nieco zwolniła, ale jego życie wciąż pędzi. Właśnie wziął ślub z dziewczyną z plakatu. Świadkiem był kot, a jego wyścigowy koń Carving wygrał gonitwę w Hollywood.
Jeśli ktoś myślał, że szalony życiorys Millera jest już dziełem skończonym, to nieco się pomylił. Człowiek, który wychował się w lasach New Hampshire w rodzinie hipisów w domku bez elektryczności, a potem - pijąc po drodze dużo tequili - został najwybitniejszym narciarzem USA w historii, wciąż nie daje o sobie zapomnieć, choć od dawna niczego nie wygrał. Ostatnie zwycięstwo w alpejskim Pucharze Świata odniósł na stoku Birds of Prey w Kolorado równo rok temu.

- Ja tu jeszcze wrócę. Będę jeździł na nartach, dopóki sprawia mi to przyjemność - odgrażał się 35-letni Miller w lutym, gdy musiał przerwać starty w PŚ i poddać się artroskopii lewego kolana. Więzadła uszkodził w Soczi, gdzie testował olimpijskie trasy szykowane na igrzyska w 2014 r. Mimo dużych kłopotów zajął wtedy czwarte miejsce. Próbował startować w kolejnych zawodach, ale nie dał rady i położył się pod nóż chirurga. W sumie już dwa razy, bo pierwsza operacja nie była udana.

Zwycięzca 33 zawodów PŚ, zdobywca dwóch Kryształowych Kul, czterech tytułów mistrza świata i złota olimpijskiego twardo zapowiada, że na stok wróci dopiero wtedy, gdy zniknie ryzyko kolejnego urazu. Trenerzy z US Ski Team mówią, że teoretycznie mógłby startować już teraz, ale czeka na "pełną prędkość", a ta ma pojawić się za trzy, góra cztery tygodnie w Europie.

W supergigancie w Beaver Creek jeszcze więc Millera zabraknie, ale fani największego narciarskiego celebryty i tak się nie nudzą. W maju, odwiedzając gabinet swojego agenta Lowella Tauba, zobaczył na ścianie zdjęcie długonogiej blondynki. - Co to za piękność? - spytał. Dziewczyna z plakatu nazywała się Morgan Beck i była młodszą od niego o 10 lat amerykańską siatkarką plażową i modelką. Kilka dni później Miller już rozmawiał z nią przez telefon i umawiał się, że wpadnie na zawody na Florydzie "pooglądać siatkówkę". Podobno od tego czasu nie rozstali się nawet na chwilę. 7 października wzięli ślub. Oczywiście nie był to zwykły amerykański ślub, ale wesele w stylu Bode Millera. Ceremonia odbyła się w jego domu łodzi nad zatoką San Diego. W charakterze świadków wystąpili: urzędnik stanu cywilnego, fotograf i kot. - Bode wychodzi z założenia, że jeśli jakaś decyzja jest słuszna, to nie ma sensu czekać - śmiała się Morgan.

Kto wie, być może Miller był jej od początku przeznaczony. O swoim przyszłym mężu pierwszy raz usłyszała bowiem już 10 lat wcześniej. Razem z rodzicami była w Salt Lake City przed igrzyskami w 2002 r. Pewnego dnia w pokoju obok była głośna impreza. Rodzice poszli uciszyć towarzystwo. - To ten wariat Bode Miller - westchnęli, gdy wrócili.

Państwo Millerowie szukają teraz nowego domu na stałym lądzie, ale nie chcą zbytnio oddalać się od Kalifornii, bo są tam wciąż dwie, poza Morgan, największe miłości narciarza. Pierwszą jest czteroletnia córka Dacey, dziecko z poprzedniego związku, a drugą - dwuletni ogier Carving.

Wyścigi konne to nowa pasja narciarza, który wszedł w spółkę z żoną legendarnego trenera Boba Bafferta. Spółka jest chyba poważna, bo Baffertowie dali swojemu najmłodszemu synowi na imię Bode. Carving (końskie imię też nie jest raczej przypadkowe. Tak nazywa się typ taliowanych nart) wygrał niedawno o pół długości prestiżową gonitwę Real Quiet Stakes na torze w Hollywood Park. Koń zarobił w czterech gonitwach już 130 tys. dol. Miller pytany, czy po zakończeniu kariery poświęci się wyścigom, odparł: - Z pewnością, ale najpierw spróbuję jeszcze parę razy zjechać na nartach.

Podobno ból w lewym kolanie dokuczał mu od 12 lat. Dopiero ostatnia operacja sprawiła, że jego noga jest prawie jak nowa. - A to otwiera przede mną całkiem nowe możliwości - stwierdził.

Więcej o: