Kiedrosport: Postrzał w Orient Expressie

To była scena jak z kryminału Agathy Christie. Do New Delhi mknął ekskluzywny szybki pociąg Shatabdi Express. Pasażerowie, którzy rozsiedli się w wygodnych fotelach w klimatyzowanych przedziałach, podgryzali oferowane przez obsługę przekąski i miło gawędzili. Nagle leniwą ciszę przeszył strzał. Sandeep Singh, nadzieja hinduskiego hokeja na trawie, osunął się w swoim fotelu. Wokół niego rozlała się kałuża krwi.

21-letni specjalista od wykonywania krótkich rogów został ugodzony w prawe biodro. Miał szczęście. W sąsiednim wagonie znalazł się lekarz, który zatamował krwawienie, a do tego okazało się, że dziewięciomilimetrowy pocisk ominął nerwy i już w niedalekiej przyszłości Singh będzie mógł znów uprawiać sport.

Hokeistę postrzelił funkcjonariusz hinduskiego odpowiednika polskiej Służby Ochrony Kolei - podinspektor Mohar Singh (zbieżność nazwisk przypadkowa). Zaklinał się, że nie wyjmował pistoletu z kabury, a broń wystrzeliła przypadkowo, bo zaplątała się w jakiś dziwny sposób o bagaż. Nie wszyscy mu wierzą. W dużej części hinduskich gazet pisze się, że Sandeep Singh został postrzelony "przez przypadek", koniecznie w cudzysłowie.

Jeden ze współpasażerów opowiada, że widział chwilę przed wystrzałem, jak Mohar Singh siedział na swoim miejscu z wielkim bagażem na kolanach, a potem padł strzał. Co dziwne. Między "sokistą", a hokeistą było jeszcze jedno siedzenie, które nie zostało naruszone przez kulę!

Rajpal Singh, który jechał w tym samym przedziale, tak opisał zachowanie funkcjonariusza po strzale: - W żaden sposób nie wyraził on swojego żalu ani nie zareagował w inny sposób. Był jak zamurowany. Nie zaoferował też swojej pomocy. Trudno powiedzieć, czy to była zaplanowany zamach, czy przypadkowy wystrzał, ale na pewno zachowanie inspektora było bardzo, bardzo dziwne.

Varinder Singh, sąsiad Sandeepa Singha, jest przekonany: - To nie mógł być przypadek. Tu na pewno doszło do jakiegoś nieczystego zagrania. Mimo, że Sandeep nic o tym nie wspomniał, to jednak w profesjonalnym sporcie nie jest to wcale taka rzecz niesłychana.

Mohar Singh został aresztowany. Choć inspektor miał prawo do podróży z naładowaną bronią, to nie powinna być ona odbezpieczona. Zdaniem ekspertów pistolet nie mógł wypalić sam z siebie, dopóki ktoś nie zaczął manipulować przy cynglu. Dochodzenie trwa.

Sandeep Singh odgraża się, że zagra w reprezentacji Indii już podczas igrzysk azjatyckich w Dausze (grudzień br). Na razie pojedzie do Holandii na zajęcia fizykoterapii. Pod okiem Holendrów - specjalistów od leczenia kontuzji laskarzy - ma wrócić do formy, a może nawet grać w miejscowej lidze.

Tymczasem reprezentacja Indii bez Sandeepa Singha (hokeista został postrzelony, gdy jechał na zgrupowanie) zanotowała najgorszy występ na światowej imprezie od 20 lat. W zakończonych w niedzielę mistrzostwach świata zajęła 11. miejsce. Przed turniejem Hindusi odgrażali się, że jadą po mistrzowski puchar. Mieli obiecane 10 mln rupii jako nagrodę do podziału. Ośmiokrotni mistrzowie olimpijscy najedli się przez to tylko wstydu, a Międzynarodowa Federacja Hokeja postanowiła włączyć się w program odnowy hinduskiego hokeja.

PS. Podobny los jak Sandeepa Singha spotkał przed laty Grega LeMonda. Znakomity amerykański kolarz został postrzelony w 1987 r. na polowaniu w Kalifornii. W trzy lata później wygrał Tour de France.