Z dnia na dzień zawodnicy nie mieli prawa nawet na parking wjechać. Porozumienie po 99 dniach

99 dni - tyle trwał lokaut w lidze amerykańskiej baseballowej MLB. Po długich i trudnych negocjacjach w drugiej po futbolowej NFL najzamożniejszej lidze świata, zapanował pokój między zawodnikami i właścicielami klubów. A Steve Cohen miliarder, którego majątek szacuje się za 15 mld dolarów, już zapowiedział, że jest gotów zapłacić najwyższy podatek od luksusu w historii.

Lokaut to w naszym europejskim sporcie instytucja zupełnie nieznana. Natomiast w USA jest praktyką często spotykaną. Polega z grubsza na tym, że właściciele klubów postanawiają, iż zawieszają działalność całej ligi. Zawodnicy nie mają wtedy prawa nawet przekroczyć bramy wiodącej na parkingi klubowych obiektów. Kontrakty też ulegają zawieszeniu. Zawodnicy są pozbawienie możliwości pracy. Owszem teoretycznie istnieje możliwość, że w czasie lokautu mogliby zagrać w innych ligach poza granicami USA. Jednak poza Stanami płaci się grosze w porównaniu do tego, co zarabiają zawodnicy MLB, NFL, NBA czy NHL. Lepiej poczekać, bo w końcu któraś strona musi się ugiąć

Zobacz wideo Iga Świątek będzie liderką rankingu WTA? "Pytanie nie czy, a kiedy"

Do lokautu dochodzi w amerykańskich ligach wtedy, gdy wygasa umowa zbiorowa między właścicielami klubów a związkiem zawodowym zawodników. Czasem zdarza się, że udaje się ją przedłużyć, bo w równym stopniu obsługuje ona interesy obu stron. Najczęściej jednak wygaśnięcie umowy zbiorowej staje się okazją, by jedna i druga strona próbowały zwiększyć zakres swoich praw i polepszyć sytuację materialną. 

Roman Abramowicz został wciągnięty na 'czarną listę' Unii EuropejskiejBBC: Abramowicz oszukał rosyjski rząd na 2,7 miliarda. "Przestępczy schemat"

Sport działa poza normalnym prawem. LeBron James nie może zarabiać 100 mln dolarów za sezon

Taka umowa zbiorowa poza sportem jest właściwie nielegalna, bo godzi w prawo antymonopolowe i prawo pracy. Nie wolno przecież zmuszać pracownika, by zrzeszał się w jedynym dopuszczonym do działania związku zawodowym w całej branży. Nie można też pozwolić pracodawcom, by regulowali sobie rynek, ustalając między sobą górny i dolny limit zarobków pracowników w swojej branży. To wszystko jest jednak dozwolone w amerykańskim sporcie, bo już dawno, dawno temu właściciele klubów – najpierw baseballowych, a potem innych – przekonali ustawodawców, że ich działalność powinna cieszyć się specjalnymi przywilejami.  

Magdalena Łuczak"Żart, kpina i oszustwo". Polska supernadzieja lawiruje. Ciągnie ją do USA

Były próby – ostatnia podczas lokautu w NFL – by zaskarżyć te przywileje do Sądu Najwyższego. Nic jednak z tego nie wyszło, bo zawodnicy też rozumieją, iż umowa zbiorowa chroni ich dużo bardziej niż zwykłe prawo pracy. To znaczy, umowa zbiorowa jest bardzo niekorzystna dla największych gwiazd. Taki LeBron James mógłby zarabiać ponad 100 mln dolarów za sezon zamiast obecnych 42 mln, gdyby w koszykarskiej NBA działał wolny rynek. Ale znakomita większość zawodników dzięki umowom zbiorowym zarabia dużo więcej, niż wskazywałaby na to ich sportowa klasa. Stąd te budzące często u nas zdziwienie wielomilionowe zarobki rezerwowych w NBA. 

Negocjacje przy umowie zbiorowej najczęściej rozbijają się właśnie o pieniądze. I tak samo było w przypadku MLB, gdy w grudniu ubiegłego roku właściciele klubów ogłosili lokaut.  

Miliarder gotowy płacić najwyższy podatek od luksusu w historii

W przeciwieństwie do lig NBA, NHL czy NFL w MLB nie ma tzw. salary cap, czyli "czapki", pod którą muszą się zmieścić wydatki klubu na pensje zawodników. Jest za to podatek od luksusu, który muszą płacić ci, którzy na zawodników wydawali najwięcej. W MLB to ograniczenie wynosiło 210 mln. Teraz zawodnicy zażądali podniesienia limitu do 230 mln i to dostali.

Podatek dostał nową nazwę – Steve Cohen Tax – od nazwiska właściciela New York Mets. Miliarder, którego majątek szacuje się za 15 mld dolarów, kupił Mets za 2,4 mld i nie szczędzi pieniędzy na tzw. wolnych agentów – zawodników, którym wygasły kontrakty. Już teraz nowojorczycy mają budżet na wynagrodzenia w granicach 285 mln dolarów za sezon i prawdopodobnie zostaną pierwszą drużyną w historii, która przekroczy 300 mln dolarów rocznie wydanych na pensje zawodników. 

Tu warto wyjaśnić, że podatek od luksusu działa tak, że im wyższe wydatki ponad 230 mln dolarów, tym właściciel klubu musi więcej wpłacić do wspólnej kasy ligi, która potem te pieniądze dzieli między drużyny najsłabiej radzące sobie pod względem ekonomicznym. Górny limit podatku to 290 mln dolarów, ale Cohen nie ma zamiaru zatrzymywać się przed tą kwotą, co zadeklarował w niedzielę w rozmowie z "New York Timesem". - 290 mln dolarów to mnóstwo pieniędzy do wydania, ale dla mnie to OK. To nie jest coś, co by mnie tak gryzło, żebym nie mógłbym z tym żyć. 

Anna Kiełbasińska jedzie na MŚ w lekkoatletyce 2022 jako ósma najlepsza zawodniczka na świecie w biegu na 400 mAnna Kiełbasińska musi zrezygnować z HME. "Zrobiło się tego za dużo"

Podniesienie limitu podatku od luksusu to nie jedyne zwycięstwo zawodników. Drugie to wyższa stawka minimalna. Będzie ona wynosiła 700 tys. dolarów za sezon. Poprzednio wynosiła 570 tys. Wzrost o 130 tys. rok do roku to najwyższy skok w historii.  

Druga najbogatsza liga świata swoim zawodnikom płaci najmniej

Analitycy są jednak zdania, iż gracze mogli sobie wywalczyć więcej. MLB, choć średnia pensja wynosi w niej 4,2 mln dolarów za sezon i jest dużo wyższa niż w NFL czy NHL, to jednak na pensje graczy przeznacza najmniej ze wszystkich lig. W 2021 r. przy przychodach ligi 11 mld dolarów (drugie miejsce na świecie po NFL pod tym względem), zawodnicy zarobili w sumie 4,05 mld. W innych ligach zawodnicy dostają dużo wyższy procent z przychodów: w NBA - 51 procent, w NFL – 48,8 procent, a w ligach piłkarskich 60-70 procent.

Z powodu tego bardzo korzystnego dla właścicieli klubów stosunku przychodów do kosztów, drużyny baseballowe uważane są za bardzo korzystną inwestycję kapitału. W ciągu ostatnich 20 lat wartość zespołów wzrosła – jak twierdzi "Los Angeles Times" – aż o 669 procent. 

Timi Zajc podczas MŚ w lotach w VikersundZwolnił trenera, wyleciał z kadry i został potępiony. "Perła skoków" dokonała rewolty

Poza zarobkami w nowej umowie zbiorowej baseballowej ligi ustalono nowy terminarz drużyn oraz rozszerzono ich liczbę w play-off z 10 do 12. Ustalono też, że mecze ligowe mogą się odbywać poza terenem USA. Wśród potencjalnych lokalizacji wymienia się Azję (Korea Płd., Japonia, Tajwan), Dominikanę, Londyn, Meksyk, Paryż i Portoryko. Ustalono też nowe zasady draftu i po raz pierwszy w historii dopuszczono, by klubu sprzedawały miejsca reklamowe na koszulkach. 

Nowy sezon ruszy 7 kwietnia. Mimo iż komisarz ligi Rob Manfred zdążył już odwołać pierwszy tydzień rozgrywek, to wszystkie drużyny rozegrają pełny 162-meczowy plan gier. Odwołane mecze odbędą się albo w dni dotychczas wolne lub zostaną upchnięte jako dodatkowe spotkania tego samego dnia. Zespoły nie raz grają bowiem dwa mecze z tym samym przeciwnikiem tego samego dnia. I, co ciekawe, nikt nie narzeka, że to nudne. 

Tytułu bronią Atlanta Braves.

Więcej o: