100 tysięcy osób protestowało w Paryżu. Polskę objęły sankcje. Z kadrą nikt nie chciał grać

Michał Kiedrowski
Czterdzieści lat temu piłkarska reprezentacja Polski przez ponad pół roku nie zagrała ani jednego oficjalnego meczu, choć przygotowywała się do mistrzostw świata. Nikt nie chciał grać z krajem, w którym władze walczyły z własnymi obywatelami.

Wszyscy w Polsce wiedzą, co wydarzyło się 13 grudnia 1981 r. Generał Wojciech Jaruzelski ogłosił stan wojenny. Na ulice polskich miast wyjechały czołgi, na dworcach pojawiły się patrole żołnierzy, wjazdu do większych miast strzegły szlabany i wojskowe czujki. Władze nie cofnęły się nawet przed strzelaniem do obywateli. 16 grudnia Pluton Specjalny Zmotoryzowanych Odwodów Milicji Obywatelskiej otworzył ogień do strajkujących w Kopalni Wujek. Zginęło dziewięciu górników, a 23 zostało rannych. Prawie 10 tysięcy osób - działaczy demokratycznej opozycji - zostało aresztowanych.

Zobacz wideo

Szok w Europie. Polskę dotknęły sankcje

Te wydarzenia wywołały szok w Europie. Stan wojenny w Polsce stały się numerem jeden wszystkich serwisów prasowych i telewizyjnych. Demonstracje przeciwko dyktaturze, która wypowiedziała wojnę swojemu narodowi, odbywały się w niemal każdej zachodnioeuropejskiej stolicy. W Paryżu już 14 grudnia w manifestacji uczestniczyło 100 tysięcy osób. Przed ambasadą Polskiej Rzeczpospolitej Ludowej w Londynie protest trwał przez 14 kolejnych dni w dzień i w nocy. Przed katedrą w Monachium ułożono wielki krzyż z kwiatów z napisem: "Kein Kriegsrecht mehr in Polen" ("Nigdy więcej stanu wojennego w Polsce"). 

Witalij KliczkoWitalij Kliczko mówi o katastrofalnej sytuacji w Kijowie. Zwraca się do Polaków

Rządy i parlamenty demokratycznych państw potępiały działania Jaruzelskiego. Stany Zjednoczone, których prezydentem był wtedy Ronald Reagan, objęły Polskę sankcjami gospodarczymi. Wszelkie oficjalne kontakty z PRL zostały zamrożone. Polska została odcięta od możliwości zaciągania zagranicznych kredytów. Wprowadzono zakaz połowu na amerykańskich wodach i zawieszono współpracę naukową. Zablokowano dostawy dla rolnictwa i dostęp Polski do nowoczesnych technologii. 

Poza tymi oficjalnymi sankcjami były też te mniej oficjalne. One dotknęły m.in. reprezentację Polski w piłce nożnej. Polacy należeli wtedy do światowej czołówki. W październiku 1981 roku - po raz trzeci z rzędu - wywalczyli awans na mistrzostwa świata. Kadrę prowadził Antoni Piechniczek.  

Lato: Przyszedł do mnie Lubański i zapytał: masz wódkę?

Dla piłkarzy stan wojenny był takim samym szokiem jak dla reszty społeczeństwa. Grzegorz Lato, ówczesny kadrowicz, tak wspominał ten moment w rozmowie z "Faktem": – Grałem wtedy w Belgii. To była niedziela. Jeszcze spałem, kiedy usłyszałem walenie do drzwi. Otworzyłem, a w progu stał blady Włodek Lubański, przyjaciel, z którym graliśmy razem w ataku Lokeren. "Co tu robisz?" - zapytałem, bo Włodek wybierał się do kraju i powinien być w drodze, a nie budzić mnie bladym świtem. "Masz wódkę?" - opowiedział pytaniem. Był bardzo zdenerwowany. "Mam" – kiwnąłem głową. "A ja mam kawior, to pijemy" – odparł Lubański. To mnie totalnie zaskoczyło, bo Włodzio nie należał do osób zaczynających dzień od spożywania alkoholu. "W Polsce jest stan wojenny. Jaruzelski wyprowadził wojsko na ulicę" – wyjaśnił Włodek. Włączyliśmy telewizor, a tam co program to belgijskie wiadomości i newsy z Polski. Od razu próbowaliśmy się dodzwonić do naszych bliskich w kraju. Bez skutku. Nie było sygnału, nic. Cisza. I ta niepewność. Czy nic im się nie stało? Jak poważna jest sytuacja? Czy doszło do rozlewu krwi... Moi rodzice już wtedy nie żyli, ale martwiłem się o brata i jego rodzinę, a żona o swoją mamę. Włodzio też nie mógł usiedzieć na miejscu… 

- Zastanawialiśmy się, jak dalej będziemy funkcjonować, jak dalej będziemy żyć. Czy nas dopuszczą do przygotowań? Czy nam pozwolą grać? - wspominał Józef Młynarczyk, bramkarz reprezentacji Polski w latach 1979-86 w filmie dokumentalnym "Mundial. Gra o wszystko", który miał swoją premierę w 2014 r. 

Świat bojkotuje reprezentację Polski

Jego obawy nie były bezzasadne. Nie wiadomo było, czy władze PRL w ogóle wyślą reprezentację Polski na mundial w Hiszpanii. To, że nie były to obawy płonne, najlepiej pokazuje bojkot, do którego doszło dwa lata później - w 1984 r. Polska razem z grupą tzw. krajów socjalistycznych nie wysłała sportowców na igrzyska w Los Angeles.

Siergiej Ławrow"Odpier*** się". Legenda króciutko odpowiada na parszywe słowa Ławrowa

- Władza miała wtedy możliwości, że jakby chciała, to by nas z tych mistrzostw świata wycofała i mistrzostwa bez Polski by się odbyły. Nie byłoby problemu - mówił o tych obawach Piechniczek.

Z drugiej strony Polska została objęta nieoficjalnym bojkotem ze strony innych państw. Drużyny z krajów demokratycznych nie chciały z Polakami grać, by meczów propagandowo nie wykorzystywały komunistyczne władze PRL. Natomiast tzw. kraje socjalistyczne obawiały się, że mecze z Polską będą okazją do antysocjalistycznych demonstracji.  

- Mieliśmy grać kilka meczów towarzyskich, ale nic z tego nie wyszło – wspominał Lato. - Odmówili nam Belgowie, odmówili nam Rosjanie. Graliśmy kilka meczów z drużynami drugiej i trzeciej ligi. 

- Wszyscy się wycofali, m.in. Belgia, choć mecz był już zakontraktowany. Planowaliśmy też spotkanie z ZSRR, ale jego bały się nasze władze - mówił z kolei Piechniczek w wywiadzie dla "Gazety Wyborczej". 

Nie doszedł do skutku zaplanowany na styczeń obóz przygotowawczy w Republice Federalnej Niemiec. Drużyna miała przygotowywać się w kraju w Wiśle. - Musieliśmy w dowództwie WOP-u [Wojska Ochrony Pogranicza] zgłaszać nasze marszobiegi na Stożek. Żeby nas przypadkowo w strefie nadgranicznej nie "odstrzelono" - wspominał po latach Piechniczek. 

Usyk z żoną Jekateriną UsykPier... się, tchórzu". Żona Usyka uderza w Powietkina

Władze obawiały się, że zawodnicy mogą uciec z Polski

Władze PRL obawiały się, że każdy zagraniczny wyjazd będzie dla reprezentantów okazją do odłączenia się od drużyny i pozostania na zachodzie Europy. To byłaby wizerunkowa katastrofa. Zwłaszcza gdyby okazało się, że któraś z gwiazd kadry zrobiłaby to z powodów politycznych. Obywatelom PRL nie wolno było opuszczać kraju bez zgody władz. Pozostanie za granicą bez zezwolenia też było naruszeniem prawa.  

W kwietniu 1982 r. z reprezentacji młodzieżowej, która po meczu z Anglią wracała przez RFN, uciekło dwóch piłkarzy - Roman Geszlecht i Wenanty Fuhl. Ten pierwszy był jednym z kandydatów do gry na mundialu. W Polsce pisano o nich, że zostali złapani w Londynie na kradzieży w sklepie i na sali sądowej poprosili o azyl polityczny.  

Mimo tych wszystkich obaw w kwietniu kadra Piechniczka dostała zgodę na wyjazd na mecze sparingowe z klubami w Hiszpanii. Reprezentacja Polski wygrała 4:1 z Athletikiem Bilbao i 5:1 z Celtą Vigo. 

- Jak jechaliśmy z reprezentacją do Hiszpanii, to mieliśmy oficjalnych pułkowników, którzy nas pilnowali. No, mieli niby dbać o bezpieczeństwo ekipy. Ale zwracali też uwagę, żebyśmy nie manifestowali sympatii dla "Solidarności", np. żeby któremuś z piłkarzy nie przyszło do głowy założyć koszulki z logo związku - opowiadał Piechniczek. 

Therese Johaug"To się skończy teraz". Nieprawda. Therese Johaug wszystkich oszukała

Tuż przed mundialem zespół znów wyjechał na Zachód. Tym razem do Murrhardt niedaleko Stuttgartu w RFN. Bardzo ciepło ten wyjazd wspomina Piechniczek. - Tak naprawdę przez ten stan wojenny traktowano nas na Zachodzie z dużą życzliwością. Przylecieliśmy do Niemiec na obóz, na lotnisku we Frankfurcie czekał na nas nowy neoplan. Piętrowy, cały wzdłuż oklejony białymi literami na czerwonym tle: "Polnische Nationalmannschaft". Wchodzimy do środka, każdy ma paczuszkę: nową koszulkę Adidasa, jakieś kosmetyki dobre, kiełbaski frankfurterki z taką obwódką jak cygaro: "Tylko dla polskiej reprezentacji". Jakiś rzeźnik polskiego pochodzenia to zrobił - mówił polski selekcjoner w wywiadzie dla "Gazety Wyborczej". 

Romantyczna ucieczka Jacka Jareckiego. Wybrał ukochaną zamiast mundialu

Tam doszło do kolejnej ucieczki polskiego piłkarza. Była to historia romantyczna, a nie polityczna. Jacek Jarecki, bramkarz Śląska Wrocław, zakochał się z wzajemnością w Gabrieli Jarosz – wicemistrzyni Polski juniorów w tenisie z 1977 r., która przed stanem wojennym wyemigrowała wraz z rodziną do RFN. Nie widzieli się przez siedem miesięcy, aż Jarosz przyjechała zobaczyć się z nim podczas zgrupowania.  

Jarecki długo się wahał, ale tuż przed powrotem do Polski, skąd kadra miała lecieć do Hiszpanii już na mundial, w środku nocy opuścił hotel i do kraju już nie wrócił. W ucieczce pomógł mu Lato. W pensjonacie okna były tylko uchylne, a drzwi zamknięte na noc. Lato miał jednak zapasowy klucz, bo dobrze się znał z właścicielem.  - Otworzyłem mu te drzwi, bo każdy wybiera sobie swój los. Pamiętam, że było koło czwartej nad ranem. Jacek powiedział do nas: "Cześć, chłopaki", wsiadł z dziewczyną do samochodu i pojechali - opowiadał Lato w wywiadzie dla "Gazety Wyborczej". 

Potem Jarecki ożenił się z Jarosz i został na stałe w RFN. Karierę mógł kontynuować po odbyciu rocznej dyskwalifikacji.  

Mimo braku kontaktów międzynarodowych występ w Hiszpanii zakończył się dla Polaków wielkim sukcesem. Drużyna Piechniczka przegrała dopiero w półfinale z późniejszymi mistrzami świata - Włochami, a w meczu o trzecie miejsce na świecie wygrała z Francją 3:2. 

Więcej o: