Historyczny sukces Polek. Sprawiły największą sensację turnieju

Michał Kiedrowski
W cieniu wspaniałych wyników Igi Świątek i kompletnej zapaści skoczków polski sport odnotował w ostatni weekend historyczny sukces. Niestety mało kto go zauważył. A szkoda. Polskie rugbystki w Hiszpanii sprawiły największą sensację turnieju z cyklu World Rugby Sevens Series w olimpijskim rugby siedmioosobowym.

World Rugby Sevens Series to coś takiego, jak mistrzostwa świata Formuły 1 – tylko w sporcie zespołowym. Najlepsze drużyny ze świata – 16 męskich i 12 kobiecych – rywalizują w różnych częściach globu w turniejach, w których zdobywają punkty do klasyfikacji generalnej. Na koniec sezonu reprezentacja z najlepszym bilansem zdobywa tytuł mistrza World Sevens Series. W turniejach biorą udział stali uczestnicy cyklu i zespoły zaproszone. Dzięki temu szansę dostały Polki. 

Zobacz wideo

Droga Polek do World Series była wyboista

Pandemia mocno zdemolowała terminarz tego cyklu. Zawody w sezonie 2019-20 nie zostały dokończone. Odbyło się pięć z zaplanowanych ośmiu turniejów. W kolejnym sezonie 20-21 w ogóle zostały odwołane. Ale World Series wraca. Pierwsze dwa turnieje odbyły się w Dubaju, teraz rywalizacja przeniosła się do Hiszpanii i tam zawodniczki rywalizowały w Maladze, by przenieść się w przyszły weekend do Sevilli.  

Gianni Agnelli z piłkarzami Juventusu"Po całonocnych orgiach modlił się u boku gromadki prostytutek podczas porannej mszy"

– Długo czekałyśmy na grę w World Rugby Seven Series i nasza droga była zdecydowanie wyboista. Dostałyśmy zaproszenie, a potem przyszedł COVID-19, potem znów zaproszenie i znów szyk próbuje nam pokrzyżować koronawirus. Ale tym razem się udało pojechać – mówi nam Małgorzata Kołdej, która trenowała wcześniej lekkoatletyczne sprinty. I to z powodzeniem. Zdobywała medale w mistrzostwach Europy juniorów i na uniwersjadzie w sztafecie 4x100 m. 

Polki pojechały do Malagi w osłabionym składzie. Trzy zawodniczki reprezentacji – Karolina Jaszczyszyn, Marta Wardaszka i Tamara Czumer – zostały w Polsce w wyniku pozytywnego wyniku testu na COVID-19. Nie tylko Polki ucierpiały z tego powodu. Do Hiszpanii nie dotarły w ogóle zawodniczki Fidżi, a Nowozelandki – mistrzyni olimpijskie i zwyciężczynie World Series 2020 – w ogóle zrezygnowały z udziału w cyklu w tym sezonie. W rezultacie Polki pierwszy mecz wygrały walkowerem, a potem zmierzyły się z USA, szóstą drużyną ostatnich igrzysk olimpijskich. Przegrały 7:31, a historyczne, pierwsze przyłożenie zdobyła Kołdej. Postawa debiutantek doceniona została przez oficjalną stronę cyklu: "Polki mogą być dumne z tego występu" – napisano na oficjalnej stronie. 

– Cieszę się, że udało mi się zdobyć pierwsze przyłożenie, granie w tym turnieju to już było marzenie, ale zapisać się w historii jako pierwsza przykładająca? Tego nikt nie poprawi – opisuje swoje przeżycia Kołdej. 

Iga Świątek podczas konferencji prasowejPodczas konferencji prasowej Iga Świątek zaczęła się pukać w głowę. "Tak, głupia ja"

Następny mecz Polek okazał się największą sensacją turnieju. Zawodniczki trenera Janusza Urbanowicza pokonały Kanadę 17:14. A to przecież zespół, który w sezonie 2019-20 w klasyfikacji World Series był na trzecim miejscu, a na igrzyskach w Tokio zajął dziewiąte miejsce. Polki prowadziły 10:0, by stracić prowadzenie i odwrócić losy meczu w końcówce. Wygrały 17:14. Kołdej popisała się w tym meczu hat-trickiem, a jej akcję wyróżniło oficjalne konto turnieju jako "Impact Moment" – najciekawszy moment dnia rywalizacji w turnieju. Potem znalazła się też wśród siedmiu najlepszych przyłożeń turnieju.

Dzięki zwycięstwu nad Kanadą Polki awansowały do ćwierćfinału. Zostały pierwszą od kwietnia 2018 r. drużyną spoza stałych uczestników cyklu, która awansowała do najlepszej ósemki. To też świadczy, jak wielka to była niespodzianka.  

Polki zostały docenione w turnieju: Mnóstwo pozytywnych komentarzy

W fazie pucharowej Polki już takiej sensacji nie sprawiły, przegrywając kolejno z 5:26 z Rosją w ćwierćfinale, potem 7:26 z Kanadą i 10:22 z Anglią. - Nawet o przegranych meczach nie można powiedzieć, że były to jednostronne widowiska. Rywalki wygrywają z nami jeszcze doświadczeniem, pewnością i spokojem w grze. My to musimy jeszcze zdobyć – podsumowuje Kołdej i dodaje: – To była ogromna lekcja wytrwałości, umiejętności rugbowych i pokory. Ale też zaskakująco radosna lekcja. Chyba nikt z nas nie miał wielkich oczekiwań. Brakuje nam jeszcze ogrania na tym poziomie, ale nigdzie indziej go nie zdobędziemy. Każda z nas oddała na boisku serce i to zostało docenione, spotykamy się z mnóstwem pozytywnych komentarzy. 

Teraz Polki przenoszą się do Sewilli, gdzie zagrają w grupie z Rosją, Irlandią i Brazylią. Do kadry dołączył wszystkie zawodniczki, które nie dotarły wcześniej z powodu pozytywnych testów. Możemy więc liczyć, że drużyna będzie jeszcze silniejsza. Zawody można oglądać na Youtubie na kanale HSBC World Rugby Sevens Series. Rywalizacja trwa przez cały weekend.  

Siódemki to sport, w którym można się zakochać

A oglądać ją warto. Bo siódemki – jak inaczej nazywa się rugby siedmioosobowe – to sport, w którym można się zakochać. Mecze trwają tylko dwa razy po siedem minut, ale napakowane są emocjami, bo gra jest dynamiczna i pełna zwrotów akcji.  

Klasyczne rugby jest bardziej stateczne. Mecze trwają dwa razy 40 minut, a na boisku występuje po piętnastu zawodników. Wielkie znaczenie ma formacja młyna, w której mogą grać tylko potężni i zdyscyplinowani zawodnicy. Gra toczy się wolnej, a wielkie znaczenie ma taktyka. Natomiast w siódemkach gra jest bardziej żywiołowa i szybka. Punktacja w obu odmianach jest taka sama - 5 punktów za przyłożenie (położenie piłki na polu punktowym rywala), 2 punkty za podwyższenie (kop na bramkę z linii prostopadłej do przyłożenia). Różnica jest taka, że w klasycznym rugby kopie się na bramkę ze stojącej piłki, a w siódemkach z upuszczonej tzw. drop-goala.

Choć wydaje się, że to nowy sport, bo nie tak dawno pojawił się w olimpijskim programie, to ma bardzo długą historię. Pierwsze turnieje w siódemkach rozrywano w XIX wieku w Szkocji. A od 1976 r. jest rozgrywany turniej Hong Kong Sevens, który można nazwać Wimbledonem tej odmiany rugby. Światowe władze tego sportu długo jednak nie były zainteresowane rozwojem siódemek. Zresztą można zaryzykować tezę, że długo nie były zainteresowane rozwojem całego rugby. Sport, który był najdynamiczniej rozwijającą się dyscypliną w końcu XIX wieku, został zamknięty w skansenie amatorstwa. Przez ponad 100 lat międzynarodowe władze rugby nie chciałby organizować mistrzostw świata, aby sport, którym władają, nie został popchnięty w stronę profesjonalizacji. To samo dotyczyło igrzysk olimpijskich. Dochodziło do wręcz kuriozalnych sytuacji. Gospodarze igrzysk w Rzymie (1960 r.), czy Moskwie (1980) proponowali włączenie rugby do programu olimpijskiego, a światowa federacja – choć wydawałoby się, że to jej najbardziej powinno na tym zależeć – nie była tym zainteresowana. 

Hasło Silni RazemHasło PKOl promujące start na igrzyskach wywołało burzę. "Trzeba było od razu dać ***** ***"

Pierwsze mistrzostwa świata – zwane Pucharem Świata – rozegrano dopiero w 1987 r. W 1995 r. przestał obowiązywać przepis o amatorstwie. Rugbyści wreszcie mogli oficjalnie zarabiać pieniądze. W 1993 r. rozegrano pierwszy Puchar Świata w siódemkach. Od 2009 r. o medale rywalizują też kobiety. W tym roku we wrześniu będziemy mieli kolejną edycję w Kapsztadzie. Polki i Polacy powalczą o awans w eliminacjach europejskich. Rywalizacja w World Rugby Sevens Series trwa od 1999 r.

W przeciwieństwie do klasycznych piętnastek, gdzie czołówka światowa jest dość hermetyczna (Nowa Zelandia, RPA, Australia, Anglia, Walia, Argentyna i Irlandia), to w siódemkach po sukcesy sięgają też mało kojarzone z rugby narody jak Kenia, USA i Kanada, czy też małe wyspiarskie kraje z Oceanii, jak Fidżi i Samoa, które w piętnastkach nie mają szans na nawiązanie walki z najsilniejszymi drużynami świata.

Więcej o: