Wujek Stefek w cztery dni wydał ćwierć miliarda dolarów. Leo Messi przebity

Pandemia, inflacja, niepokoje społeczne - USA mogą zmagać się z wieloma problemami. Ale żadne z nich nie powstrzymają baseballowych klubów, by wydać setki milionów dolarów na tzw. wolnych agentów.

W tym roku padł rekord. Texas Rangers w dwa dni zakontraktowali trzech zawodników za ponad pół miliarda dolarów. Corey Seager podpisał umowę na 10 lat za 325 mln dolarów. Maruc Siemen siedmioletni kontrakt za 175 mln dol., a Jon Gray — czteroletni za 56 mln. 

Zobacz wideo

New York Mets wydali natomiast w cztery dni prawie ćwierć miliarda. Max Scherzer dostał trzyletnią umowę na 130 mln dol. Starling Marte – czteroletnią na 78 mln, Mark Canha – dwuletnią na 26,5 mln, a Eduardo Escobar – dwuletnią na 20 mln.  

Słowo "wydali", jest tu jak najbardziej na miejscu. Bo kontrakty w MLB są w całości gwarantowane. To znaczy, że choćby się paliło i waliło, to Max Scherzer swoje 130 mln musi dostać. Nawet gdy mu się przytrafi kontuzja kończąca karierę. Wtedy część pensji będzie płacił klub, a część ubezpieczyciel. To tak jak przy transferach piłkarskich. Nikt nie wnika w to, że też są płacone w ratach. Na przykład Real Madryt kupił Edena Hazarda za 160 mln euro, ale w 2018 r. wydał na ten transfer tylko 40 mln. Resztę kwoty zapłacił w kolejnych dwóch latach. Barcelona na początku obecnego sezonu miała 115 mln zaległych rat transferowych za swoich zawodników i nikt jej nie wytyka, że za swoich zawodników dopiero zapłaci. 

Robert Lewandowski i Lionel Messi na gali Złotej PiłkiLewandowski odbiera nagrodę, a Luis Suarez... Kamery wszystko nagrały [WIDEO]

Max Scherzer z kontraktem wyższym niż Leo Messi

Wracając do Maxa Scherzera, ten 37-letni miotacz będzie zarabiał więcej niż 34-letni Leo Messi z tytułu swojej trzyletniej umowy z PSG. 130 mln dolarów w przeliczeniu na euro to 114 mln. Messi, jak ujawnił niedawno dziennik "L’Equipe", zarobi 110 mln euro. Szokujące prawda? Największa gwiazda piłki nożnej zarabia mniej niż zawodnik, o którym nie można powiedzieć, że jest powszechnie znany nawet w ojczyźnie, w Stanach Zjednoczonych. Owszem każdy fan baseballu wie, kim jest Max Scherzer. To przecież zwycięzca World Series z 2019 r. w barwach Washington Nationals, trzykrotny zdobywca nagrody Cya Younga dla najlepszego miotacza, współrekordzista w liczbie strike-outów w jednym meczu (20) i liczbie niepokalanych rund (3). Jednak niezorientowanej w baseballu reszcie te wyczyny nic nie mówią.  

A jeszcze warto tu dodać, że Scherzer będzie zarabiał średnio za sezon więcej niż inna globalna gwiazda sportu – 36-letni koszykarz LeBron James, który przedłużył w tym roku umowę z Los Angeles Lakers o dwa lata za 85,6 mln dolarów. 

Lionel Messi przemawia do Roberta Lewandowskiego na gali Złotej PiłkiMessi odbiera Złotą Piłkę i zaczyna mówić do Lewandowskiego. "Wszyscy wiemy"

James ma jednak ten problem, że gra w lidze, w której obowiązuje limit wynagrodzeń. Gdyby nie to, Lakers pewnie płaciliby mu i dwa razy więcej. W MLB limitu nie ma. Jest tylko podatek od luksusu. Płacą go tylko zespoły, które przekroczą limit 210 mln dolarów wydanych na pensje. Po nowych zakupach Mets przekroczyliby ten próg już o 62 mln dolarów, jeśli utrzymają się ligowe regulacje z ostatniego sezonu.

Więcej treści sportowych znajdziesz na Gazeta.pl!

Postępują wreszcie tak, jak na nowojorczyków przystało

Oprócz tych ostatnich zakupów wcześniej w tym roku klub zatrudnił Francisco Lindora za sumę 341 mln dolarów, płatnych przez następne 10 lat. Wysokie kontrakty na 2022 r. mają także: Jacob de Grom – 36 mln dolarów za sezon czy Robinson Cano – 24 mln. 

Mets działają wreszcie jak powinien postępować zespół z Nowego Jorku

- pisze o transferach Mets Ken Rosenthal z serwisu The Athletic. 

Kibice Mets takich inwestycji w zespół nie widzieli od 17 lat. Ich los odmienił nowy właściciel klubu, Steve A. Cohen, który przejął drużynę za ponad 2,4 miliardy dolarów we wrześniu ubiegłego roku. Już wtedy zapowiadał zbudowanie mocnej drużyny, a kibice zaczęli nazywać go Wujkiem Stefkiem (Uncle Steve). On sam – nowojorczyk z pochodzenia – deklaruje się jako długoletni oddany fan Metsów.  

Cohen przyzwyczajony jest do obracania wielkimi sumami. Serwis Bloomberg wycenia jego majątek na 11 miliardów dolarów. Dziennik "The Wall Street Journal" już w 2006 r. nazwał go "królem funduszy hedgingowych" po tym, jak za samo zrządzanie powierzonymi mu pieniędzmi Cohen zarobił okrągły miliard dolarów w ciągu dwunastu miesięcy 2005 r.

Potem fundusz, którego był menedżerem, został oskarżony o malwersacje finansowe i musiał zapłacić na 1,8 miliardów dolarów w formie grzywny i odszkodowań w 2013 r. On sam został pozbawiony prawa do zarządzania instytucjami finansowym na dwa lata, ale później wrócił do pracy i dalej odnosił w niej sukcesy. 

Wujek Stefek obiecuje kibicom mistrzostwo

Teraz Cohen obiecuje fanom, że doprowadzi ich drużynę do mistrzostwa ligi w ciągu trzech do pięciu lat. - Inaczej będę bardzo rozczarowany – mówi.  

Robert Lewandowski z pierwszą nagrodą"Zniewaga Lewandowskiego. To obraźliwe". Gromy po nagrodzie dla Polaka

Myliłby się jednak ktoś, kto uważałby, że gigantyczne wydatki to jakieś kaprys Wujka Stefka, który chce zrealizować dziecięce marzenia i drużynę, której kibicuje od małego, doprowadzić do mistrzostwa. W tym szaleństwie jest metoda. Cohen powtarza to, co w 2012 r. zrobili właściciele Los Angeles Dodgers. Oni też po przejęciu klubu wykosztowali się na nowych zawodników. Co prawda zespół od tamtego czasu wygrał tylko jedno mistrzostwo, ale dziewięć razy z rzędu awansował do play-off. Drużyna, którą w 2012 r. "Forbes" wyceniał na 1,4 miliarda dolarów, warta jest dziś 3,6 miliarda, czyli więcej niż ostatni zwycięzca Ligi Mistrzów — Chelsea. 

Też szokujące? Nie tak bardzo, gdy zajrzy się za kulisy sportowego biznesu. Ostatecznie nie liczy się to, kto ilu kibiców zadeklaruje, ale to, ilu z tych kibiców wyda pieniądze. Tu i ówdzie można przeczytać o setkach milionów fanów tej czy innej drużyny piłkarskiej, ale gdy ostatecznie przychodzi do "konsumpcji" sportowych treści i gadżetów, to okazuje się, że drużyny baseballowe wcale tak bardzo nie ustępują piłkarskim. A że ich fani są średnio bogatsi od kibiców piłkarskich, to i kluby rentowność mają generalnie lepszą i średnia wartość drużyn jest wyższa. 

Więcej o: