Komentatorzy muszą zmienić język. Ani słowa o ciążach, plotkach i mężach

Przyszłość sportu ma twarz kobiety? Można by tak pomyśleć, jeśli spojrzeć na niektóre dane. Ale tak naprawdę nie ma wielkich powodów do optymizmu.

Z okazji Dnia Kobiet Europejska Unia Nadawców (EBU) opublikowała raport, w którym wezwała swoich członków, czyli publiczne telewizje z całej Europy, do zwiększenia obecności sportu kobiecego na antenie. Dowodzi, że zainteresowanie kobiecym sportem wzrasta, prawa telewizyjne do sportu kobiecego wciąż są tanie, a kobiece zawody są też "unikatową okazją komercyjną dla publicznych mediów".

Zobacz wideo

Kobiecy sport misją publicznych mediów

Glen Killane, szef Eurovision Sport, części EBU odpowiedzialnej za sport, pisze: "Promowanie sportu kobiecego doskonale współgra z naszymi wartościami. Część naszej misji jako publicznych mediów polega na pokazywaniu całych społeczności, którym służymy. Co więcej, sport kobiecy jako poważna biznesowa propozycja, jest polem z niesamowitym potencjałem wzrostu".

Sepp Gratzer2000 dyskwalifikacji i koniec! Legenda skoków odchodzi na emeryturę

I liczby, które przytacza raport EBU ten potencjał wzrostowy - oczywiście pomijając okres pandemii, która zamroziła na pewien czas cały sport - potwierdzają. Przykładem są choćby mistrzostwa świata w piłce nożnej kobiet, w których średnia oglądalność meczów wzrosła z 8,4 mln widzów w 2015 roku do 17,3 mln widzów w 2019 r. Oczywiście duże znaczenia miał tu fakt, że poprzednie mistrzostwa świata odbywały się w Kanadzie, a więc pory meczów nie odpowiadały z reguły europejskiej porze najwyższej oglądalności, a te sprzed dwóch lat we Francji. Po drugie gigantyczny wzrost oglądalności możliwy był dzięki temu, że europejscy nadawcy publiczni poświęcili na transmisję meczów pięć razy więcej czasu niż cztery lata wcześniej. Wraz ze zwiększeniem godzin transmisji i lepszym czasem ich emisji na żywo liczba skonsumowanych godzin przez widzów wzrosła o 946 procent w porównaniu do poprzednich mistrzostw świata. Tu warto uzupełnić dane EBU o raport FIFA, z którego wynika, że na Europę przypadło w 2019 r. 43,7 procent światowej konsumpcji kobiecego mundialu i Stary Kontynent miał największy wpływ na wzrost oglądalności turnieju. A 90,5 procent europejskiego udziału wypracowało osiem krajów: Niemcy, Wielka Brytania, Francja, Holandia, Hiszpania, Włochy, Szwecja i Norwegia, które miały swoje reprezentacje na mundialu i niemal w komplecie dotarły aż do ćwierćfinału - na wcześniejszym etapie odpadły tylko Szkocja (w grupie) i Hiszpania w 1/8 finału. Można więc zaryzykować twierdzenie, że sportowy sukces też miał tutaj swoje znacznie we wzroście oglądalności.

TVP w głównym nurcie zmian

Z tych danych niezbicie wynika, że inwestycja w kobiecy mundial była dla europejskich nadawców bardzo opłacalna. Wielkim wyzwaniem będzie jednak kolejny turniej. Mistrzostwa świata w 2023 r. odbędą się w Australii i Nowej Zelandii, więc mecze będą rozgrywane, gdy w Europie jest noc albo w porze telewizji śniadaniowej. Trudno będzie o utrzymanie wysokiej oglądalności.

Lewandowski zarabia najwięcej! Niemcy ujawniają zarobki piłkarzy BayernuLewandowski zarabia najwięcej! Niemcy ujawniają zarobki piłkarzy Bayernu

Mistrzostwa świata 2019 miały jednak gigantyczny efekt dla całego kobiecego sportu. Nadawcy - przede wszystkim publiczni - zainteresowali się również krajowymi ligami. W głównym nurcie zmian znalazła się też TVP, która w swoim kanale sportowym pokazuje nie tylko mecze kobiecej reprezentacji piłkarskiej, ale także spotkania polskiej ekstraligi kobiecej. Kobiecym sportem zainteresowali się też komercyjny nadawcy. W Wielkiej Brytanii piłkarska Superliga pokazywana jest w Sky Sports, a w USA finał National Women's Soccer League był transmitowany w ogólnokrajowej CBS. Mecz, w którym Houston Dash pokonało Chicago Red Stars 2:0, oglądało 653 tys. widzów. Imponujący wynik, jeśli się go porówna z meczem finałowym męskiej MLS. Finał pomiędzy Columbus Crew a Seattle Sounders (3:0) obejrzało w telewizji Fox 1,07 mln widzów. 

W Polsce ofertę kobiecej piłki nożnej poszerzy platforma Viaplay, która wystartuje w sierpniu. Będzie pokazywać mecze angielskiej Superligi, włoskiej Seria A i hiszpańskiej Liga Iberdrola.

Komentatorzy powinni przestać mówić o ciążach i mężach

Raport EBU to też podręcznik, jak pokazywać kobiecy sport. Nadawcy powinni poświęcać mu tyle samo miejsca, co rozgrywkom mężczyzn i z takim samym jakościowo komentarzem oraz oprawą techniczną, jaką mają męskie rozgrywki. Natomiast komentatorzy kobiecego sportu powinni zwrócić szczególną uwagę na język, którym operują, aby sportową klasę w równym stopniu doceniali i u kobiet, i u mężczyzn.

Raport przytacza badania językowe przeprowadzone przez Cambridge University, w których przeanalizowano miliardy relacji z mediów sportowych. Okazało się, że język używany do opisywania kobiet sportowców często koncentruje się na obrazie ciała, ciąży, macierzyństwie i plotkach, a nie na ich osiągnięciach sportowych.

Wzorem, do którego powinni dążyć nadawcy, jest szwedzka stacja SVT, która dąży do tego, by pokazywać i relacjonować na wszystkich swoich platformach - w telewizji i internecie w równym stopniu zawodów męskich i żeńskich.

Raport optymistyczny, realia - nie za bardzo

EBU pisze też o niebywałym potencjalne wzrostu, jaki ma przed sobą sport kobiecy, bo w badaniach wyszło, że 84 kibiców sportowych interesuje się tez sportem kobiecym. Niestety EBU nie pisze, że te badania miała dość ograniczony charakter. Firma Nielsen, która je przeprowadziła, badała kibiców tylko w ośmiu krajach - USA, Wielkiej Brytanii, Francji, Włoszech, Hiszpanii, Australii i Nowej Zelandii.

Podobnie jest z innymi przytaczanymi danymi, według których kobiety stanowią tylko jedną trzecią widzów kobiecego sportu. Autorzy raportu widzą tutaj ogromny potencjał wzrostu. Potencjał jest, ale na razie kobiecego kibica łatwiej przyciągają męskie rozgrywki. W takiej NFL ponad 47 procent spośród 170 mln widzów sezonu zasadniczego to kobiety. Nie można więc powiedzieć, że panie nie interesują się sportem.

Jan Błachowicz i Joe RoganOstra krytyka komentatorów walki Błachowicza. "Nienawidzę tego g***a"

Raport i zalecenia EBU są bardzo optymistyczne, ale zanim ktokolwiek będzie chciał głosić tezę o kobiecej rewolucji w sporcie, to musi przyjrzeć się realiom. Tylko siedem procent z 30 miliardów dolarów przeznaczonych na sportowy sponsoring trafia do kobiecego sportu, tylko cztery procent przekazów mediów sportowych dotyczy sportu kobiecego, tylko dwie kobiety są w setce najlepiej zarabiających sportowców świata, a najbogatsza kobieca liga świata - WNBA - nie mieści się nawet wśród 80 najbardziej dochodowych lig świata. Francuskie telewizje (Canal+ i TF1) zapłaciły ponad dwa razy więcej za piłkarskie Euro 2021 kobiet niż za Euro 2017 - 13 mln euro, ale w tym samym czasie kupiły prawa do męskiego Euro 2020 za 97 mln euro. 

Owszem, wzrost zainteresowania kobiecym sportem jest ogromny, ale przede wszystkim dlatego, że punkt startu był bardzo nisko. Wytyczne EBU to dobry punkt startu do długiego marszu.

Więcej o: