Milik wie, w co się pakuje? Ten facet zwolnił własną żonę w przeddzień 30. rocznicy ślubu

Michał Kiedrowski
Arkadiusz Milik trafi spod deszczu pod rynnę? Jeśli właściciela Napoli Aurelio De Laurentiisa można było nazywać kontrowersyjnym, to Frank McCourt, posiadacz Olympique Marsylia, wyniósł rozumienie tego przymiotnika na nowy, wyższy poziom.

O zimnej zemście, jaką Aurelio De Laurentiis przyrzekł Milikowi i konsekwentnie ją realizował, napisano już wiele. Dość powiedzieć, że właściciel klubu tak uwziął się na swojego gracza, że kazał go odsunąć od składu i nie zgłaszać do żadnych rozgrywek. Choć decyzja kosztowała klub miliony euro, to raczej nie wydaje się, by De Laurentiis jej żałował. Pokazał innym zawodnikom, że nie warto mu się stawiać. Milik podpadł mu nie raz. Po pierwsze, nie podpisał nowego kontraktu, po drugie, wziął udział buncie piłkarzy Napoli i odmówił udziału w karnym zgrupowaniu w listopadzie 2019 r. W końcu ubiegłego roku Napoli nawet pozwało Milika do sądu za straty wizerunkowe.

Zobacz wideo

Doprowadził kolejny klub do ruiny

Człowiekiem, który uratował - jak sugerują ostatnie doniesienia medialne - Milika z rąk okrutnego De Laurentiisa jest Frank McCourt, właściciel Olympique Marsylia. Jak twierdzą francuscy dziennikarze, tylko dzięki osobistemu zaangażowaniu amerykańskiego milionera znalazły się pieniądze na transfer Polaka. Oczywiście to nie McCourt powiedział: "hej, weźmy Milika", ale dyrektor sportowy Pablo Longoria, przekonał właściciela, że warto w Polaka zainwestować pieniądze spoza skromnego budżetu, jaki ma do dyspozycji.

Jerzy BrzęczekWłosi wskazują następcę Brzęczka. "Był kontakt z PZPN-em. Sensacyjna plotka potwierdzona"

Zresztą nie wiadomo, jak długo McCourt jeszcze zagrzeje miejsce w klubie. Prasa za oceanem już z satysfakcją pisze: "Frank McCourt doprowadza kolejny klub sportowy do ruiny". To tytuł z portalu: dodgersnation.com. Fani Los Angeles nie ukrywają swojej Schadenfreude, że właścicielowi Olympique Marsylia znów powinie się noga. Oni McCourta dobrze poznali, pewnie nawet lepiej niżby chcieli.

McCourt, biznesmen z branży budowlanej, był właścicielem Los Angeles Dodgers od 2004 r. Kupił klub za 430 mln dol. Większość sumy pożyczył w bankach, a potem rok w rok podnosił ceny biletów, miejsc parkingowych oraz koncesji dla barów, restauracji i sklepów mieszczących się na stadionie. Kibice nie mogą mu tego zapomnieć do dziś. I pewnie podwyżki jakoś by przełknęli, gdyby drużynie lepiej wiodło się na boisku. Ale prawdziwy krach nastąpił, gdy McCourt zwolnił swoją żonę na dwa tygodnie przed 30. rocznicą ślubu. Wtedy w Dodgers wybuchła wojna domowa.

Najdroższy rozwód w historii Kalifornii

Jamie McCourt, z którą Frank wziął ślub w 1979 r., była prezesem klubu - pierwszą kobietą, która w MLB pełniła taką funkcję. Frank zwolnił ją dzień po tym, jak Dodgers odpadli z play-off. Ale Jamie nie poddała się bez walki. Decyzję męża zaskarżyła do sądu i wystąpiła z pozwem rozwodowym. "Najdroższy rozwód w historii Kalifornii" szeroko relacjonowały media nie tylko sportowe i plotkarskie. Na światło dzienne zaczęły wychodzić coraz dziwniejsze historie. Jamie McCourt zażądała 488 tys. dol. alimentów miesięcznie, gdy jej pozew o przywrócenie do pracy został odrzucony. W Dodgers zarabiała 2 mln dol. rocznie, ale mąż zarzucał jej, że z budżetu klubu fundowała sobie różne zachcianki jak podróż do Izraela razem z ochroniarzami czy imprezy z celebrytami. Jak się okazało, oboje małżonkowie nie bardzo odróżniali finanse klubowe od swoich, a władze Major League Baseball oskarżyły McCourtów, że traktowali Los Angeles Dodgers jako "osobistą świnkę skarbonkę" do finansowania swoich zachcianek. Z budżetu klubu kupili np. dom i wysokiej klasy meble. W rezultacie Dodgers stanęli na krawędzi bankructwa.

Gdy Frank McCourt chciał podpisać 17-letnią umowę na prawa telewizyjne z regionalną mutacją stacji Fox Sports, aby spłacić rozwodowe żądania żony, do akcji wkroczył komisarz MLB. Uznał, że kontrakt jest niekorzystny dla klubu i pozbawił Franka McCourta władzy w jego własnej firmie. Zespół Dodgers został przejęty w zarząd przez ligę. Przy okazji wyszły na jaw zadziwiające praktyki małżeństwa McCourtów. Szczytem było zatrudnienie rosyjskiego emigranta w wieku emerytalnym Władimira Szpunta, który zarabiał w klubie kilkaset tysięcy dolarów rocznie za przekazywanie energii na odległość. Szpunt o baseballu nie miał zielonego pojęcia i przez pięć lat "pracy" był tylko na jednym meczu. Większość czasu spędzał przed telewizorem w Bostonie - 3 tysiące kilometrów od stadionu Dodgersów, a energię przekazywał im podczas oglądania transmisji. Pomysł na zatrudnienie Rosjanina wyszedł od Jamie, która twierdziła, że Szpunt wyleczył ją na odległość z infekcji oka. Ale Frank też był pod wielkim wrażeniem rosyjskiego starca. Gdy we wrześniu 2008 r. Dodgers zapewnili sobie udział w play-off, pisał do żony: "Proszę, przekaż moje specjalnie podziękowania Vladowi za jego ciężką pracę". Za ten sukces zespołu Szpunt dostał specjalną premię.

Robert Lewandowski i debiutujący selekcjoner Jerzy Brzęczek podczas treningu reprezentacji. Warszwawa, Międzylesie, 3 września 2018Robert Lewandowski zadzwonił do Jerzego Brzęczka. Wiadomo, o czym rozmawiali

Zarobił 800 mln dolarów niechcący

Po niemal dwóch latach sądowej batalii rozwód w końcu doszedł do skutku, a Frank McCourt zapłacił żonie 131 mln dolarów i został jedynym właścicielem drużyny. Zarządzanie klubem przez personel MLB też było czymś, czego Frank nie mógł sobie nawet wymarzyć. Pogrążony w chaosie klub został wyprowadzony na prostą i zaczął przynosić zysk. Właściciel klubu został co prawda zmuszony do jego sprzedaży, ale uzyskał rekordową kwotę - 2,1 miliarda dolarów. Żaden inny klub na świecie nie został wcześniej drożej sprzedany. Z tej sumy Frank McCourt musiał spłacić długi klubu (ok. 573 mln dol.), uregulować podatek (400 mln), zapłacić prowizję za obsługę bankową i prawną (prawie 100 mln) oraz uregulować należność dla żony (131 mln dol.). I tak po odliczeniu wszystkich kosztów McCourtowi zostało w kieszeni ok. 800 mln dol. czystego zysku - niemal dwa razy tyle, ile zainwestował w kupno zespołu osiem lat wcześniej. A i tak nie liczymy tych 100 czy 200 mln dolarów, które - jak twierdzą kibice Dodgers - McCourtowie wyprowadzili z klubu.

Jednym słowem, McCourt zrobił w Dodgers świetny interes, choć niechcący i trudno było mieć nadzieję, że Amerykanin z takim doświadczeniem w biznesie sportowym przywróci świetność jedynemu francuskiemu zdobywcy Pucharu Europy.

Sam Macron namawiał McCourta

Do inwestycji we Francji namawiał go sam Emmanuel Macron, który jako minister gospodarki spotkał się z McCourtem, zanim Amerykanin zdecydował się na kupno Olympique Marsylia w 2016 r. Za drużynę - drugą pod względem popularności we Francji - zapłacił 45 mln euro. Obiecał, że w ciągu czterech lat zainwestuje w zespół 200 mln euro. - Naszym pierwszym celem jest wygranie Ligue 1. Drugi to zdobywanie mistrzostwa częściej, niż jego przegrywanie. Trzeci to triumf w Lidze Mistrzów. Ważna jest właśnie taka kolejność - mówił wtedy dziennikowi "L'Equipe".

Media: David Alaba już znalazł nowy klub! Wymarzony transfer gwiazdy BayernuMedia: David Alaba już znalazł nowy klub! Wymarzony transfer gwiazdy Bayernu

I rzeczywiście, w ciągu pierwszych trzech sezonów obecności McCourta klub wydał na transfery 205 mln euro, a zespół z 13. miejsca w sezonie 2015/16 przesunął się na drugie w sezonie 2019/20. Równocześnie straty klubu wyniosły przed pandemią ponad 200 mln euro. W dodatku UEFA ukarała Olympique trzema milionami kary za niedotrzymanie ugody w ramach Finansowego Fair Play, w której klub zobowiązał się do zredukowania strat do 30 mln euro w sezonie. Od czasu do czasu we francuskich mediach pojawiają się informacje, że McCourt już nie chce inwestować w piłkę i szuka kupca na Olympique Marsylia. Atmosferę podgrzał dziennikarz Thibaud Vézirian, który twierdzi, że McCourt w ostatnim tygodniu grudnia już negocjował z potencjalnym nabywcą. Francuz dodał, że Amerykanin chce sprzedać klub za 600 mln euro - cenę o wiele wyższą niż zespół jest wart.