Transferowy rekord Polski? "To raczej powód do smutku niż radości"

Za każdym razem, gdy widzę radość z wysokiego transferu piłkarza ekstraklasy do klubu na zachodzie Europy, to sobie myślę: nie ma się z czego cieszyć, te pieniądze zwrócą nabywcom polscy kibice.

Oczywiście w UEFA - w przeciwieństwie do Unii Europejskiej - nie ma czegoś takiego jak wspólny budżet. Są jednak wspólne rozgrywki i one decydują, w którym kierunku rozwija się europejski piłkarski biznes. Nie ma życia poza Ligą Mistrzów i my - jako polscy kibice - doskonale się o tym przekonujemy. Europejskie elitarne rozgrywki pozwoliły klubom, które biorą w nich regularny udział, na nieprawdopodobny wzrost. Barcelona, Bayern Monachium czy Manchester United w ciągu ostatnich 10 lat podwoiły lub niemal potroiły swoje przychody. Liczę oczywiście do 2019 roku, bo obecnego - wyjątkowego ze względu na pandemię - nie można brać pod uwagę.

Łańcuch dostaw w świecie piłkarskim

I gdy się spojrzy na słupki wzrostu bogactwa największych pięciu lig świata wobec reszty, to się okaże, że przewaga Anglii, Francji, Hiszpanii, Włoch i Niemiec z roku na rok jest coraz bardziej miażdżąca. Ich przewaga konkurencyjna wynika z faktu, że działają na dużo większych, i przede wszystkim bogatszych, rynkach lokalnych niż cała reszta Europy. A po drugie z podziału pracy, jaki - dzięki swojej sile ekonomicznej - narzuciły reszcie kontynentu.

Jagiellonia - Wisła PłockAbsurdalny rzut wolny w ekstraklasie! Tego nie da się wyjaśnić. Przejdzie do historii [WIDEO]

Gdyby użyć popularnego ostatnio sformułowania "łańcuch dostaw" to można byłoby prosto narysować zależności. Produktu finalnego - kluby nastawione na sukces w kraju i za granicą oraz kreowanie gwiazd - dostarcza tylko kilka firm z Niemiec, Francji, Włoch, Anglii i Hiszpanii i one zarabiają najwięcej. Cała reszta świata wytwarza półprodukty na rynki lokalne. Owszem, lojalność konsumenta ma tu duże znaczenie. Są kraje - jak Portugalia czy Holandia - gdzie miejscowe wyroby mają o wiele większe wzięcie niż te światowe, ale są też inne - jak Polska - gdzie zagraniczne firmy czerpią z rynku więcej niż lokalne.

Transferowy rekord Polski? Nie ma się z czego cieszyć

To, co często umyka tym wszystkim, którzy cieszą się, że polscy piłkarze odchodzą za trzy, cztery, czy nawet pięć milionów euro, to fakt, iż biznes piłkarski polega na zarabianiu na kibicach, a nie na piłkarzach. Oczywiście, rozumiem, że polski kluby muszą sprzedawać najlepszych wychowanków, by utrzymać płynność finansową. To jest jednak raczej powód do smutku niż radości. Bo razem z piłkarzami na Zachód odpływają polscy kibice. W ten sposób nasze ekstraklasa znajduje się w pułapce. Żeby pomnażać przychody, musi pozyskiwać nowych kibiców, ale jak to zrobić, skoro nigdy nie jest w stanie stworzyć produktu finalnego?

Zobacz wideo

Frustracja jest tym większa, że Polska jest gigantycznym rynkiem zbytu dla zachodnich firm piłkarskich. Do Anglii, Włoch, Hiszpanii i Niemiec wypływa więcej pieniędzy z kieszeni polskich kibiców, niż zostaje w kraju dla klubów ekstraklasy. To trochę jak z Unią Europejską. "Z każdego przekazanego nam euro Niemcy odzyskują 85 eurocentów" - pisał 10 lat temu w "Gazecie Wyborczej", Konrad Niklewicz i to biorąc tylko pod uwagę kontrakty firm niemieckich na inwestycje z funduszy europejskich. I tak samo z każdego euro zapłaconego za polskiego piłkarza Premier League czy Serie A odzyskuje jakiś procent z kieszeni polskiego kibica, który płaci za transmisje telewizyjne, kupuje klubowe koszulki czy wybiera produkty sponsorów tej czy innej zachodniej drużyny. A jak jeszcze Polak zrobi karierę na Zachodzie jak Robert Lewandowski, to z naszego rynku popłynie cała rwąca rzeka pieniędzy. Polscy kibice wielokrotnie zwrócili Niemcom kwotę, jaką Borussia Dortmund zapłaciła za Lewandowskiego Lechowi Poznań.

Takie weto by się przydało

Polska - można powiedzieć - jest największym płatnikiem netto w strukturach UEFA. I nie ma właściwie szans, by to zmienić. Nie ma drugiego takiego kraju w Europie, który łączy ogromny rynek zbytu ze słabymi firmami niezdolnymi konkurować z zachodnimi. To nie przez przypadek skandynawska platforma Viaplay rozpoczyna podbój Europy od Polski.

Griezmann przerwał milczenie! Tak traktuje go Leo Messi. Griezmann przerwał milczenie! Tak traktuje go Leo Messi. "Zauważam to każdego dnia"

Całej reszcie obecny podział pracy w mniejszym lub większym stopniu pasuje, bo albo - dzięki lojalności konsumentów - nie pozwalają drenować swojego rynku, albo ich rynek lokalny jest tak mały, że transfery z zachodu zapewniają im stabilizację. Żeby coś zmienić w UEFA, musiałoby istnieć tam prawo weta, aby znieść obecną strukturę europejskich rozgrywek i zasady sprzyjające większym i bogatszym. Tyle tylko, że przy takim wecie Polska byłaby osamotniona, a i u nas podniosłyby się głosy, że po co psuć coś, co tak dobrze działa. Nawet wśród dziennikarzy więcej w Polsce kibiców Realu i Barcelony niż Legii i Lecha.