Liga, która w trakcie pandemii zarabia miliardy. El Clasico to przy nich żart

We wtorek odbył się finał jednych z największych rozgrywek sportowych na świecie, choć w Polsce mało kto miał o tym pojęcie. Ogromna część światowej populacji mecz Mumbai Indians z Delhi Capitals śledziła jednak z zapartym tchem.

Gdy sport w Europie z niepokojem patrzy w przyszłość, na krawędzi bankructwa znalazła się nawet wielka Barcelona, Serie A bez pomocy rządu straszy upadkiem, a Ligue 1 nie dostała wypłaty za prawa do transmisji, to wieść, że komuś w obecnych czasach biznes nie tylko nie upada, ale nawet rośnie, musi budzić niedowierzanie. 

Rekordy widowni, rekordowe ceny reklam 

Owszem, krykietowa Indian Premier League musiała z powodu pandemii nie tylko zamknąć się bańce, przenieść rozgrywki z wiosny na jesień, lecz także wynieść do innego kraju. Najpopularniejsza liga świata cały sezon rozegrała w Zjednoczonych Emiratach Arabskich. I choć z powodów politycznych - napięć w stosunkach chińsko-indyjskich - tuż przed startem wycofał się sponsor tytularny - firma Vivo, to ośmiotygodniowe zmagania zakończyły się pełnym sukcesem. Po Chińczykach nikt nie płakał, bo chętnych do ich zastąpienia nie brakowało. 

Nigdy wcześniej Indian Premier League nie miała tylu firm gotowych reklamować się przy okazji meczów, nigdy wcześniej nie miała tak wielkiej widowni telewizyjnej, nigdy wcześniej ceny reklam nie osiągnęły takich poziomów.  

El Clasico przez dwa miesiące dzień w dzień 

Już w połowie rozgrywek, zanim doszło do najważniejszych rozstrzygnięć, media w Indiach ogłosiły wzrost oglądalność o 30 procent rok do roku. Każde spotkanie gromadzi przed ekranami co najmniej 100 mln widzów. Każdy mecz miał średnio 7,3 miliarda oglądanych minut. Pod tym względem IPL przeskoczyła najlepszą dotąd National Football League ze Stanów Zjednoczonych. Wszystkie ligi piłkarskie są daleko w tyle. Śmiało można powiedzieć, że Indian Premier League pod względem telewizyjnej oglądalności to El Clasico grane przez dwa miesiące dzień w dzień. Nawet najpopularniejsza wśród piłkarskich kibiców na świecie angielska Premier League zostaje daleko w tyle za najlepszą krykietową ligą świata. Choć Anglicy rozgrywają 380 meczów w sezonie, a Indian Premier Legaue zaledwie 60 spotkań (w lidze gra tylko osiem zespołów), to w globalnej liczbie oglądanych godzin krykieciści wygrywają z piłkarzami w stosunku 4:1. 

Indyjska prasa ogłosiła nawet, że w Wielkiej Brytanii niektóre mecze Premier League mają mniejszą widownię niż spotkania IPL. Oczywiście, była w tym drobna manipulacja. Mecz piłkarskiej ligi angielskiej nadawane w systemie pay-per-view zostały zbojkotowane przez kibiców, dlatego przyciągnęły niewielką liczbę widzów i przegrały rywalizację na oglądalność w kanałach Sky Sports ze spotkaniami IPL. Z drugiej jednak strony trzeba odnotować, że żadne inne rozgrywki zagraniczne nie cieszą się na Wyspach większą popularnością niż Indian Premier League. Wszystkie ligowe popisy Lionela Messiego czy Cristiano Ronaldo bledną dla Brytyjczyków, gdy na boisko wychodzi Rohit Sharma czy Eoin Morgan. 

300 tysięcy dolarów za tydzień gry 

I popularność IPL na Wyspach nie wynika tylko z licznej społeczności imigrantów z subkontynentu indyjskiego, którzy mieszkają w Wielkiej Brytanii. Rdzenni Brytyjczycy też chętnie oglądają transmisje, bo na boisku oglądają najlepszych zawodników z całego świata. Indian Premier League to taka krykietowa NBA. Zespoły mają międzynarodowy charakter i grają w nich najlepsi zawodnicy na świecie. Obok Anglików są Australijczycy, zawodnicy z RPA czy Sri Lanki. Są gracze z Gujany, Trynidadu i Tobago, Nepalu i Afganistanu. Spośród najlepszych nacji w krykiecie nie ma tylko Pakistańczyków. Powód jest jasny jak słońce. Indie i Pakistan są na granicy wojny. 

Najlepszych zawodników przyciągają do IPL gigantyczne wypłaty. Najbardziej cenieni dostają 200-300 tys. dolarów za tydzień gry. Co prawda sezon trwa tylko osiem tygodni, ale kontrakty nie są ekskluzywne. Ten sam zawodnik może w tym samym sezonie zagrać jeszcze - za dużo skromniejszą pensję - w australijskiej Big Bash League czy Caribbean Premier League. Nie należy też zapominać, że głównym źródłem dochodów dla najlepszych zawodników są występy w reprezentacji kraju, które w krykiecie - w tej czy innej formule - grają niemal na okrągło.  

Telewizje pokochały Twenty20

Na koniec warto poświęcić kilka słów historii Indian Premier League. To inicjatywa bardzo świeża. IPL rozgrywa dopiero swój trzynasty sezon. Wszystko zaczęło się w 2007 roku. Inicjatorem przedsięwzięcia był Lalit Modi, wiceprezes indyjskiego związku krykietowego. To były całkowicie nowe rozgrywki wzorowane na NBA. Związek wyznaczył osiem lokalizacji klubów i ogłosił aukcję ośmiu klubów, które tam miały grać. Do nowych właścicieli należało określenie, jaką nazwę i jakie barwy ma mieć ich klub.  

Związek liczył na 400 mln dolarów z aukcji, ale przychód przerósł wszelkie oczekiwania. Kluby sprzedano w sumie za 723 mln dolarów. Kupowali nie tylko biznesmeni. Wśród właścicieli znalazły się też gwiazdy Bollywood - Shahrukh Khan i Preity Zinta.  

Liga wykorzystała światowy boom na nowy format krykieta - wersję zwaną w skrócie Twenty20. Mecze nie ciągną się już całymi dniami, ale zamykają się w granicach trzech godzin. Nowy format pokochali kibice i stacje telewizyjne. A trzeba wiedzieć, że krykiet w Indiach to nie tylko sport narodowy, lecz także jeden z najważniejszych czynników łączących mieszkańców Indii podzielonych pod względem religijnym, narodowościowym i kastowym.  

Kto wie, czy za kilkanaście lat IPL będzie największą i najważniejszą sportową ligą świata, jeśli będzie się rozwijać równie dynamicznie jak indyjska gospodarka. I jak angielscy marynarze i biznesmeni zaszczepili piłkę nożną na całym świecie, to emigranci z Indii, Pakistanu i Bangladeszu to samo zrobią z krykietem. W Polsce jest już kilkanaście drużyn.