NFL nawet w trakcie pandemii zyskuje na wartości. Fenomen na skalę światową

Gdy patrzę na amerykańską National Football League, to marzę, żeby w Europie był jakiś sport tak popularny.

Podczas gdy UEFA musi zwrócić nadawcom pół miliarda euro, bo Liga Mistrzów rozegrała mniej meczów i w innych terminach niż zaplanowano, a Premier League nie doczekała się pół miliarda funtów od chińskiej telewizji, analitycy od finansów twierdzą, że dla NFL straty wywołane pandemią nie będą miały większego znaczenia.

4 czy 5 miliardów nie ma znaczenia?

Oczywiście najbogatsza liga świata straci miliardy. Mówi się o czterech czy pięciu, bo kibice nie mogą oglądać meczów z trybun poza Florydą, gdzie dozwolono wpuścić ograniczoną liczbę widzów. Ale nawet mimo takich ubytków w finansach "Forbes" przed rozpoczęciem rozgrywek w ubiegłym tygodniu orzekł, że średnia wartość klubów NFL wzrosła o 7 procent w skali roku do sumy przekraczającej nieco 3 miliardy dolarów. Numerem jeden jest jak co roku Dallas Cowboys (5,7 miliardów) przed New England Patriots (4,4 mld) i New York Giants (4,3 mld).

Ktoś może się zapytać, ale jak to: cztery czy pięć miliardów ubytku w przychodach nie tylko nie wywrócą ligowego biznesu, nie spowodują kilku kolejnych lat zapaści, a spłyną jak woda po kaczce?

W "Forbesie" odpowiada na to analityk od sportowych finansów, Sal Galatioto. - Jeśli chcesz kupić klub, to troszczysz się tylko o dwie rzeczy: ile musisz za to zapłacić i ile z tej drużyny wyciąniesz - w postaci zysku - albo ile będziesz musiał do tego interesu dołożyć, by pokryć stratę.

Zarobią 15 miliardów rocznie?

A w generowaniu zysku NFL dzierży tytuł mistrza świata. Średni zysk operacyjny na drużynę to 109 mln, czyli w sumie 3,3 miliarda dolarów rocznie dla całej ligi. Już z tej jednej liczby widać, że nawet gigantyczna jednorazowa strata nie zachwieje żadnym z klubów. Do tego jeszcze liga przygotowała tarczę finansową - 10 miliardów dolarów kredytów bankowych na preferencyjnych warunkach. Oprocentowanych dużo niżej niż na wolnym rynku, bo gwarantem długu są prawa telewizyjne do ligi. Każdy właściciel klubu może zaciągnąć do 500 mln dolarów kredytu. I choć prawdopodobnie w tym roku wydatki będą większe od przychodów, to spowolnienie w NFL nie potrwa długo, bo liga jest w trakcie negocjacji nowych umów telewizyjnych.

Według szacunków analityków NFL może liczyć na skokowy wzrost dochodów z tego tytułu. I szacują, że od sezonu 2023 nadawcy telewizyjni i internetowi będą płacić za transmisje 15 miliardów dolarów rocznie - dwa razy więcej niż teraz. To ewenement na skalę światową, bo w Europie mamy raczej do czynienia ze stagnacją na rynku praw telewizyjnych, a nawet w niektórych wypadkach ze spadkiem ich wartości.

Telewidzowie kochają nawet zwykłą ligową młóckę

Ale NFL to "złota gęś" - jak to się mówi w USA - amerykańskich telewizji. W ubiegłym roku 41 spośród 50 najbardziej oglądanych programów telewizyjnych, to były mecze tej ligi. Warto przy tym zaznaczyć, że tylko 11 z tych meczów to spotkania play-off. Cała reszta to - jako to się z kolei u nas mówi - zwykła ligowa młócka. Nie ma na świecie żadnej innej ligi na świecie, która mogłaby w krajowej skali wykręcić takie wyniki.

W Europie, żeby sport znalazł się na czołowych miejscach w podobnych rankingach, trzeba wielkich imprez jak piłkarskie mistrzostwa świata czy igrzyska olimpijskie. Stąd moje westchnięcie z początku tekstu. Bo choć zainteresowanie piłką nożną w takiej Wielkiej Brytanii deklaruje ponad 60 proc. populacji, to finał Pucharu Anglii czy mecze kadry poza mundialem i Euro są w telewizji mniej popularne niż programy o gotowaniu, czy seriale. W Niemczech nawet ostatnio spotkanie kadry przegrało rywalizację z nadawanym w tym samym czasie serialem kryminalnym.

- NFL ma długo historię wsparcia ze strony fanów i sponsorów, a do tego niski stopień lewarowania [w tym wypadku finansowania działalności nieswoim kapitałem - przyp. autor] i bardzo wysoki stosunek zysku operacyjnego do kosztów obsługi zadłużenia - wymienia biznesowy zalety NFL Chad Lewis z agencji ratingowej Fitch.

Tu warto jeszcze dodać, że w ciągu ostatniej dekady ów zysk operacyjny wzrósł w lidze 3,5 razy. Właściciele drużyn NFL z samego tylko faktu ich posiadania stali się miliarderami. I naprawdę niewiele muszą robić, by rok w rok powiększać majątek o dziesiątki milionów dolarów. Wszystkie najważniejsze negocjacje - ze stacjami telewizyjnymi i głównymi sponsorami oraz ze związkiem zawodowym zawodników - i tak załatwiają za nich władze ligi.

Przeczytaj także: