Chiny wstrząsną pozycją Premier League. Rywalizacja mocarstw uderza w Anglików

Decyzja premiera Borisa Johnsona o wykluczeniu koncernu Huawei z budowania na Wyspach Brytyjskich infrastruktury 5G uderzyła w angielski futbol. Premier League może stracić setki milionów funtów.

Do tej pory Chiny były ulubionym partnerem biznesowym Premier League. Żaden rynek nie był tak hołubiony. Pod chińskiego kibica ustawiono terminarz weekendowych meczów, a najlepsze drużyny co roku wyjeżdżały do Kraju Środka, by rozgrywać spotkania towarzyskie.

Oczywiście, nikt nie robił tego charytatywnie. Właśnie z Chin rzeka pieniędzy napływała do Premier League najbardziej rwącym strumieniem. Chińskie firmy reklamowały się na koszulkach piłkarzy, a chińscy nadawcy dosłownie bili się o prawa do transmisji. Spośród umów zagranicznych na pokazywanie meczów Premier League, Chińczycy płacili najwięcej.

Chińczycy już nie chcą Premier League

I czas przeszły nie jest tu przypadkowy. Bo już płacić nie chcą. Suning Holdings, który wygrał przetarg na transmisje, nie zapłacił ostatniej raty wynikającej z trzyletniej umowy. Chodzi o 160 mln funtów z kontraktu opiewającego na 564 mln. Anglicy zemścili się, wykluczając Suning Holdings z prawa ubiegania się o transmisje w kolejnym trzyletnim cyklu. Nie wiadomo jednak, czy w ogóle Chińczycy chcą u siebie pokazywać Premier League. Chińscy kibice nie obejrzeli już ostatniej kolejki w zakończonym niedawno sezonie, choć mimo zaległości w opłatach nikt tego nie zabraniał.

Władze Premier League nie widzą, co teraz zrobić. Umowa z Suning Holdings kończy się dopiero w czerwcu 2022 r. Anglicy mogliby ją co prawda wypowiedzieć, ale mają świadomość, że to tylko zaogni sytuację. Rozważają więc rozłożenie płatności na jakieś bardziej przystępne dla Chińczyków raty.

Tu nie chodzi o pieniądze

Tyle tylko, że w tym sporze nie chodzi o pieniądze. W ubiegłym tygodniu kolejna firma z Chin wycofała się z umowy z angielskimi piłkarzami. LD Sports, która reklamowała się na koszulkach zespołu Southampton, wypowiedziała umowę po zaledwie roku, choć kontrakt miał obowiązywać trzy lata. Drużyna Jan Bednarka dostawała za reklamę 7,5 mln funtów rocznie. Teraz Southampton musi szukać nowego reklamodawcy. Co ciekawe właścicielem klubu jest Chińczyk Gao Jisheng, a jeszcze rok temu władze Premier League przeprowadzały dochodzenie, czy nie odsprzedał on części swoich udziałów chińskiemu rządowi.

Angielska prasa nie ma wątpliwości, że takie działania Chińczyków mają związek z polityką azjatyckiego mocarstwa. Chodzi przede wszystkim o dwie decyzje brytyjskiego rządu, które nie spodobały się w Pekinie. Po pierwsze jest to wykluczenie koncernu Huawei z budowy infrastruktury 5G na Wyspach Brytyjskich, a po drugie - zawieszenie traktatu ekstradycyjnego z Hongkongiem i zaoferowanie mieszkańcom byłej brytyjskiej kolonii prawa azylu w Wielkiej Brytanii. Ambasador chiński w Londynie nazwał tego rodzaju działania mieszaniem się w wewnętrzne sprawy Chin i zapowiedział, że Brytyjczycy poniosą tego konsekwencje.

Nic więc dziwnego, że jednym z celów chińskich retorsji został produkt numer jeden brytyjskiego eksportu.

Chińczycy już to przetestowali

Chińczycy przetestowali już taki model działania w sporze z NBA. Wtedy poszło o jeden wpis w mediach społecznościowych, który umieścił menedżer Houston Rockets, Daryl Morey. Poparł on mieszkańców Hongkongu protestujących wobec ograniczenia wolności obywatelskich. Wpis został usunięty po kilku godzinach, ale NBA straciła na nim 400 mln dolarów - jak ujawnił komisarz ligi Adam Silver. Chińczycy nie tylko zrezygnowali z pokazywania i reklamowania NBA, ale także z zaplanowanych na terytorium Chin meczów drużyn najlepszej koszykarskiej ligi świata i promocyjnych spotkań z koszykarzami. NBA złożyła co prawda wyrazy ubolewania, a największe gwiazdy z LeBronem Jamesem na czele, tak ochoczo walczące o prawa obywatelskie w USA, nabrały wody w usta w sprawie Hongkongu, ale do dziś największa ogólnochińska stacja CCTV nie pokazuje meczów NBA, choć to w Kraju Środka najbardziej oglądany sportowy produkt z zagranicy.

Konflikt z Chinami dopadł Premier League w najgorszym momencie. Liga z powodu pandemii straciła ogromne dochody związane z tzw. dniem meczowym, bo dokończyła sezon przy pustych trybunach. Musiała też udzielić 330 mln funtów rabatów krajowym i zagranicznym nadawcom z powodu przesunięcia meczów w ostatnim sezonie. Największy upust otrzymał brytyjski Sky - 170 mln.

A czy chińscy kibice wytrzymają bez Premier League? Machina propagandowa w komunistycznym mocarstwie już ich na to przygotowywała. Już rok temu chińska agencja prasowa oskarżyła Manchester City, który przybył do Kraju Środka na turniej Asia Trophy, o brak szacunku dla gospodarzy i grę tylko dla pieniędzy. Teraz można się tylko spodziewać pogłębienia takiej narracji.

Przeczytaj także: