Premier League bankrutuje moralnie. Ale nowa liga w USA już padła

XFL ogłosiła w poniedziałek bankructwo. Nowa liga futbolu amerykańskiego miała pecha. Inauguracyjny sezon nie został dograny do końca. Ale te największe ligi w Stanach Zjednoczonych przez kryzys związany z pandemią przechodzą dużo spokojniej niż europejskie kluby piłkarskie.

W Wielkiej Brytanii nie brak głosów, że Premier League już zbankrutowała. Nie finansowo. Moralnie. Jeden czy drugi klub będzie miał problem, by związać koniec z końcem jak Bournemouth, ale te największe przetrwają kryzys popandemiczny - można to prorokować z dużą dozą pewności - w całkiem niezłej formie. Strat wizerunkowych nie da się jednak łatwo odrobić.

Kibice nie chcą rozgrywek na siłę

W kłótni o pieniądze, która wybuchła między właścicielami klubów i piłkarzami, jedni i drudzy mają swoje argumenty. Ci pierwsi obawiają się o rentowność firmy, a ci drudzy, że redukcja zarobków wcale nie będzie tymczasowa. Z boku cała kłótnia wygląda jednak fatalnie. Zwłaszcza, jak doda się do tego inne nieszczęśliwa decyzja Liverpoolu czy Tottenhamu o wysłaniu na tymczasowe bezrobocie dużej części pracowników klubu. I niewiele zmienia tu fakt, że z tej decyzji oba kluby się wycofały. Niesmak pozostał.

Zobacz wideo To jest wojna milionerów z miliarderami!

Fatalnie też wyglądają wszystkie nerwowe projekty wznawiana rozgrywek jak najszybciej. Jak pomysł, by np. sezon Premier League dokończyć w Chinach. Skoro nawet piłkarscy kibice protestują, przeciwko przedwczesnym planom - jak ci we Francji - to jak podobne inicjatywy mogą oceniać ci, którzy niespecjalnie interesują się piłką?

Szeroko rozumiane środowisko piłkarskie samo wystawia się na strzał ze strony różnej maści demagogów i populistów, zestawiających zarobki piłkarzy z pensjami lekarzy i pielęgniarek, albo tych, którzy żądają, by Messi czy Ronaldo wynaleźli szczepionkę na koronawirusa, skoro są tak obrzydliwie bogaci.

W USA sportowcy gotowi na większe ofiary

I ciekawe jest w tym wszystkim też to, że ofiarami takich niesprawiedliwych porównań padają przede wszystkim piłkarze. Koszykarze NBA, czy inni superbogaci sportowcy są od tego typu zarzutów raczej wolni.

Zresztą, jeśli porównać jak z pandemicznym kryzysem radzą sobie ligi za Oceanem, to - pod względem wizerunkowym - bez wątpienia robią to dużo lepiej niż w Europie.

NBA, MLB czy NHL stracą na kryzysie ogromne sumy. Może nawet większe niż europejskie ligi piłkarskie, bo przecież MLB to druga, a NBA - trzecia wśród najbogatszych lig świata. Lider rankingu przychodów - NFL - na razie jest spokojny. Rozgrywki ruszają dopiero we wrześniu.

Amerykańskie ligi uniknęły jednak gorszących opinię publiczną przepychanek o pieniądze między zawodnikami a właścicielami klubów. Tam te kwestie rozwiązać dużo łatwiej. Wszyscy zawodnicy należą do jednego związku zawodowego i respektują umowę zbiorową, którą ów związek zawiera z pracodawcami. Gdy więc dochodzi do redukcji zarobków, dotyczy ona wszystkich zawodników bez wyjątków. I wszystkich na takich samych zasadach. Np. po odwołaniu pierwszych dwóch miesięcy sezonu baseballowego, zawodnicy MLB dostali do podziału 170 mln dolarów, które rozdzielili między zawodników w zależności od stażu w lidze. I jeśli sezon w ogóle się nie odbędzie, zawodnicy nie dostaną ani grosza więcej. Gdyby żadnego meczu w tym roku już nie było, stracą ponad 4 miliardy dolarów zarobków.

XFL zbankrutowała

Ofiarą koronawirusa padła natomiast XFL. To nowe rozgrywki w futbolu amerykańskim. Liga grała dopiero pierwszy sezon. Została założona przez Vince'a McMahona - miliardera i szefa federacji wrestlingu WWE. Inauguracyjnego sezonu nie udało się dograć do końca, ale właściciel ligi miał nadzieję, że z rozgrywki wrócą za rok. W końcu jednak doszedł do wniosku, że bardziej opłaci mu się ogłosić upadłość ligi niż ponosić koszty odwołanego sezonu.

W MLB, NHL czy NBA żaden klub bankructwa nie musi się obwiać, choćby pandemia nie pozwoliła dograć sezonów do końca. We wszystkich tych ligach kluby z podobnymi historiami radzą sobie solidarne. Władze ligi nie dopuszczą, żeby którykolwiek klub upadł i zwinął działalność. To byłaby klęska wizerunkowa.

W amerykańskich ligach, Jeśli jakiś właściciel nie radziłby sobie z finansowaniem zespołu, to liga albo udzieli mu pożyczki, albo w ogóle przejmie jego klub i przygotuje do sprzedaży nowemu właścicielowi. W przeszłości nie brakowało podobnych przykładów. Tak było kilka lat temu, chociażby z Los Angeles Dodgers, do którego MLB wprowadziła najpierw zarząd komisaryczny, a potem zmusiła właściciela Franka McCourta do sprzedaży klubu.

W NHL podobna sytuacja wydarzyła się z Phoenix Coyotes (dziś: Arizona Coyotes). Gdy właściciel drużyny - Jerry Moyes został zmuszony do sprzedaży drużyny lidze. NHL rządziła zespołem przez prawie trzy lata, zanim znalazł się nowy, wiarygodny nabywca.

Zresztą kluby lig amerykańskich mają nad europejskimi tę zdecydowaną przewagę, że mogą planować swoje wydatki na wiele lat naprzód. Rozgrywki są zamknięte, nikomu więc nie grozi spadek do niższej ligi, a ogólnokrajowe przychody dzielone są po równo. W przeszłości nie brakowało podobnych sytuacji, gdy ligi zawieszone były na ponad pół roku z powodu strajków lub lokautów i nie naruszyło to ich stabilności.