Sport.pl

"Idźcie wszyscy do diabła". Amerykanie już raz stracili swoją narodową rozrywkę

"Właściciele i zawodnicy! Idźcie wszyscy do diabła" - samolot z takim napisem przeleciał nad stadionem w Cincinnati, gdy rozgrywki MLB zostały w końcu wznowione. Kibice byli wściekli, że strajk baseballistów odebrał im najważniejszą rozrywkę w życiu.

Co roku na przełomie marca i kwietnia MLB rozpoczyna sezon. W tym roku z powodu pandemii liga zawiesiła działalność. Nie wiadomo, kiedy rozgrywki się rozpoczną. Dla Amerykanów to kulturowy szok. Od przeszło 150 lat baseball jest nieodłączną częścią ich życia od wiosny do jesieni. Przez ten czas tylko raz przeżyli coś podobnego.

Sonia Sotomayor uratowała baseball

Dziś mija dokładnie 25 lat od momentu, w którym - jak powiedział później prezydent Barack Obama - sędzia Sonia Sotomayor uratowała baseball. 31 marca 1995 r. zakończył się najdłuższy strajk zawodników w historii amerykańskiego sportu. Trwał 232 dni. Zawodnicy wrócili do pracy, ale kibice byli wściekli na obie strony. Właścicieli klubów i zawodników. W sporze wewnątrz ligi widzieli kłótnie miliarderów z milionerami, w którym ich interes najmniej się liczył.

W 1994 r. po raz pierwszy w historii - od kiedy American League i National League zjednoczyły się pod wspólną marką Major Baseball League - mistrza świata nie wyłoniono. Wcześniej nie przeszkodziła w tym ani pierwsza, ani druga wojna światowa, choć podczas tej ostatniej do wojska zaciągnęły się nawet największe gwiazdy z Joe DiMaggio i Tedem Williamsem na czele, rezygnując z dziesiątek tysięcy dolarów na rzecz 21 dolarów żołdu miesięcznie.

Nie przeszkodziły też zamachy terrorystyczne z 11 września 2001 r. Zaledwie tydzień później New York Yankees wrócili do gry, oddając przed meczem hołd tragicznie zmarłym.

 

W 1994 r. zawodnicy nie chcieli się poświęcać. Zresztą nie mieli do tego powodu. To właściciele klubów chcieli im odebrać przywileje, które baseballiści wynegocjowali sobie wcześniej.

W USA - inaczej niż w Europie - wszyscy zawodnicy w lidze należą do związku zawodowego. I w ich imieniu ta organizacja negocjuje z właścicielami tzw. umowę zbiorową, która na określony czas - najczęściej od sześciu do dziesięciu lat - ustala wzajemne zobowiązania pracowników i pracodawców. Z punktu widzenia obowiązującego w USA prawa pracy ta praktyka jest naruszeniem zasad antymonopolowych. Umowa ogranicza na przykład konkurencje klubów między sobą i zmusza zawodników do zapisania się do związku zawodowego. Daje też właścicielom klubów prawo do ogłoszenia lokautu, gdy im się nie uda osiągnąć porozumienia ze związkiem zawodowym graczy. MLB jednak nie podlega antymonopolowej ustawie Shermana na podstawie wyroku sądu najwyższego z 1922 r. Jedyną władzą, która mogłaby pozbawić ligę tego przywileju, jest amerykański Kongres.

Milionerzy nie chcą cięć zarobków

Powodem strajku w 1994 r. był projekt nowej umowy zbiorowej. Właściciele klubów wcześniej od miesięcy prowadzili medialną propagandę, narzekając, że wiele klubów - zwłaszcza tych z mniejszych miast - jest na skraju bankructwa z powodu zbyt wysokich zarobków zawodników. Chcieli więc za jednym zamachem ograniczyć przywileje tzw. wolnych agentów i wprowadzić salary cap - limit wynagrodzeń dla graczy. W dodatku to ostatnie ograniczenie zostało ustalone na takim poziomie, że trzy czwarte klubów musiałoby obciąć pensje baseballistom, których średnie zarobki wynosiły wtedy 1,2 mln dolarów za sezon.

Zawodnicy nie chcieli zgodzić się na takie warunki. Zażądali wglądu do dokumentów finansowych, aby sprawdzić, czy klubom naprawdę grozi bankructwo. Oczywiście, nie dostali dostępu do takich danych, a właściciele klubów, by przyspieszyć negocjacje, zawiesili wpłatę 7,8 mln dolarów na fundusz emerytalny dla zawodników.

Wobec takiej postawy właścicieli klubów związek zawodowy zawodników ogłosił strajk. Ostatnie mecze sezonu odbyły się 11 sierpnia 1994 r. Reszta sezonu została anulowana przez ligę. Nie wyłoniono mistrza. Szczególnie wściekli byli kibice New York Yankees - najlepszej drużyny w American League i Montreal Expos - lidera National League. Obie drużyny miały szanse na awans do play-off po raz pierwszy od 1981 r.

Amerykanie pozbawieni narodowej rozrywki

Ale nie tylko fani Jankesów byli wściekli. Przecież baseball jest w Ameryce nazywany "national pastime" - "narodową rozrywką". Pierwszy raz tego sformułowania użyto w 1856 roku. Już wtedy gra w baseball podbiła Amerykę. Od wiosny do jesieni to sport wszechobecny po drugiej stronie Oceanu. Grają w niego już kilkulatki. Dwunasto-, trzynastolatkowie rywalizują w tzw. małej lidze. Jej finały transmitowane są w ogólnokrajowej telewizji i mają kilkumilionową widownię. Jest też liga uniwersytecka, a oprócz MLB, która gra praktycznie dzień w dzień od końca marca do początku listopada, bo każdy zespół ma w kalendarzu 162 mecze, są też niższe ligi zawodowe. W sumie sprzedają co sezon 120 mln biletów. Na stadiony przychodzą zagorzali fani i ci, którzy chcą wypić piwo z grupą przyjaciół, gapiąc się przy okazji na mecz. Jak mówił słynny aktor Humphrey Bogart: "Hot dog na stadionie baseballowym smakuje lepiej niż stek w hotelu Ritz".

Właściciele nie zamierzali ani na krok ustąpić zawodnikom. Do wznowienia negocjacji nie przekonał obu stron nawet Bill Clinton, ówczesny prezydent Stanów Zjednoczonych. Ustanowiony przez niego "nieprzekraczalny termin" porozumienia minął bez konsekwencji. Nad zakończeniem strajku dyskutował nawet amerykański Kongres. Również bez rezultatu.

Właściciele klubów zarządzili w lutym przygotowania do sezonu. W swoich drużynach zatrudnili "zastępców" podstawowych graczy. Rekrutowali się oni przede wszystkim spośród graczy, którzy niedawno zakończyli karierę lub takich, którzy w baseball grali amatorsko. Zawodowymi graczami mieli zostać dotychczasowi nauczyciele, budowlańcy i sprzedawcy używanych samochodów. - Większości z tych graczy nigdy nie widziałem na oczy - powiedział później dziennikowi "New York Post", ówczesny menedżer Yankees, Gene Michael.

Ale chytry plan rozpoczęcia nowych rozgrywek bez strajkujących graczy się nie powiódł. Amerykański sąd pracy zwany National Labor Relations Board orzekł, że zatrudnianie "łamistrajków" jest niezgodne z amerykańskim prawem. Wyrok nakazywał też przywrócenie warunków pracy baseballistów, obowiązujących w dniu rozpoczęcia strajku. Właściciele klubów odwołali się od wyroku to sądu powszechnego. Tam stanęła im na drodze sędzie Sonia Sotomayor, która podtrzymała wyrok i zakończyła strajk. Zawodnicy po wyroku sądu pracy zapowiedzieli, że są gotowi wrócić do gry.

Wszyscy stracili, a kibice pokazali swoją wściekłość

Po trzech tygodniach rozgrywki zostały wznowione, a w kolejnym roku związek graczy i właściciele klubów zawarli nową umowę zbiorową. Nie było w niej salary cap.

Właściciele stracili na strajku prawie 600 mln dolarów. Zawodnicy nie dostali ponad 200 mln dolarów, które mieli zapisane w kontraktach. Gigantyczne straty - liczone w setkach milionów dolarów - poniosły też stacje telewizyjne.

Ale najbardziej pokrzywdzeni czuli się kibice. Obwiniali obie strony. W Cincinnati podczas meczu nad stadionem latał mały samolot ciągnący za sobą baner z napisem: "Właściciele i zawodnicy! Idźcie wszyscy do diabła!". W Pittsburghu spotkanie zostało przerwane na 17 minut, bo na boisko leciały z trybun butelki, monety i inne drobne przedmioty. W Nowym Jorku podczas meczu wygwizdany został, obecny na trybunach, szef związku zawodowego baseballistów, Donald Fehr. Kibice skandowali: "Zniszczyłeś ten sport!".

Średnia widzów na meczu spadła o 20 procent - z 31,2 tys. do 25 tys. Dziesięć lat zajęło lidze, by frekwencja znów wzrosła powyżej 30 tys. Najbardziej na strajku ucierpieli Montreal Expos. Zespół nie odzyskał fanów już nigdy. W 2004 r. drużyna została przeniesiona do Waszyngtonu i dziś nosi miano Washington Nationals.

Więcej o:
Komentarze (28)
"Idźcie wszyscy do diabła". Amerykanie już raz stracili swoją narodową rozrywkę
Zaloguj się
  • 123marczewski

    Oceniono 14 razy 8

    Nie wierzcie co sie tutaj pisze. Amerykanscy kibice mogli byc zawiedzeni ale nie wsciekli. To specjalnosc polskich kiboli.

  • porque

    Oceniono 9 razy 7

    Największą rozrywkę to stracili Polacy wraz z piszącym tego gniota. Jeszcze niedawno wszyscy mogli dłubać w nosach - narodowy sport Polaków - a teraz nie mogą dotykać zbyt często twarzy...

  • laborantkolaborant

    Oceniono 11 razy 7

    "najważniejsza rozrywka w życiu"
    ubóstwo umysłowe sportowych redaktorzyn czerskich można porównać chyba tylko z wyczuciem estetycznym piłkarskich wags.

  • el.commendante

    Oceniono 19 razy 5

    Niech sobie nie robią jaj, jakoś Europejczycy potrafili przerwać nawet rozgrywki piłkarskie.

  • piesiec81

    Oceniono 6 razy 4

    "W tym roku z powodu pandemii liga zawiesiła działalność. Nie wiadomo, kiedy rozgrywki się rozpoczną. Dla Amerykanów to kulturowy szok."

    Bardzo mi z tego powodu wszystko jedno. Przynajmniej mają szansę przeżyć epidemię i może za rok będą mogli znowu wpier...alać na potęgę te swoje "hot dogi na stadionach baseballowych".

    Tego nie napisano w artykule, ale mam nadzieję, że kibice dość egzotycznych dla przeciętnego Europejczyka rozgrywek sportowych jednak podchodzą do tego ze zrozumieniem do kwestii zawieszenia rozgrywek, a przykład kibiców Atalanty Bergamo czegoś ich nauczył.

  • simona_gwizdziel

    Oceniono 5 razy 1

    Bez baseballa da się żyć, gorzej bez krykieta :( Ale też się da. Naprawdę Amerykanie nie mają większych zmartwień?

  • syl_t

    0

    Jakoś przeżyją a jak nie to niech idą na stadiony i za kilka tygodni te pełne stadiony zamienią się w cmentarze

  • minorek55

    0

    Witam. Tam u góry się bardzo nudzi i czekają na takich idiotów . Cwaniakowali we Włoszech , Hiszpani i jeszcze nie dotarło do tych Baranów🐏🐑 ?????? Doszli do wniosku ,że bezrobocie to trochę się rozluźnia i praca będzie....

  • wiejski.empedokles

    Oceniono 6 razy 0

    Tyle mnie obchodzi ich sport, ile ich piłka nożna. Co z tego? Może jeszcze pisać, że crossball wstrzymał mecze? Kogo to tutaj?

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX