A może wybierzemy piłkarskiego mistrza świata z 1884 r.? Amerykanie nie takie rzeczy robili

Senat stanu Floryda nie pogodził się z odwołaniem turnieju o mistrzostwo Stanów Zjednoczonych w koszykówce. W ubiegły tygodniu głosami 37:2 przyjął uchwałę, w której ogłosił Florida State Seminoles mistrzem kraju.

Z powodu koronawirusa w USA odwołano wszystkie rozgrywki sportowe. O ile ligi zawodowe jak NBA, NHL czy MLB mogą jeszcze uratować przynajmniej część sezonu i wyłonić mistrza, to w przypadku ligi uniwersyteckiej takie rozwiązanie jest niemożliwe.

Po raz pierwszy od 1939 r., gdy zainaugurowano turniej pod egidą NCAA (akademickiego związku sportowego w USA), mistrza nie wyłoniono. Wcześniej nawet na czas drugiej wojny światowej rozgrywek nie przerwano.

Zobacz wideo

Floryda ogłasza mistrza kraju

Z rzeczywistością nie pogodził się senator stanu Floryda, republikanin Joe Gruters. Absolwent florydzkiego uniwersytety stanowego był promotorem uchwały stanowej legislatury - Senatu, która uznała Florida State Seminoles za "domyślnego mistrza kraju". W uzasadnieniu napisano, że "Seminole" - taką nazwę przyjęła drużyna na cześć plemienia Indian zamieszkującego Florydę - byli "faworytami turnieju, którzy byli w stanie wygrać z najlepszymi i przywieźć tytuł mistrzowski do domu".

Odwołanie turnieju finałowego było dla drużyny uniwersytetu stanowego Florydy bardzo frustrujące. Zespół prowadzony przez trenera Leonarda Hamiltona osiągnął największe sukcesy w historii. Wygrał swoją ligę - zwaną Atlantic Coast Conference - po raz pierwszy w historii i miał szanse na wysokie rozstawienie w turnieju finałowym. W rankingu AP był na czwartym miejscu w kraju, podobnie jak w rankingu trenerów firmowanym przez dziennik "USA Today".

"Seminolom" jeszcze nigdy nie udało się wygrać mistrzostwa w koszykówce. Najbliżej byli tego w 1972, gdy przegrali w finale z UCLA 76:81. Znacznie bardziej utytułowany jest futbolowy zespół florydzkiego uniwersytetu stanowego, w którego barwach mistrzostwo kraju zdobył w 2000 r. Polak, Sebastian Janikowski.

Gubernator też ogłosił mistrza

Uchwała senatu Florydy może wywoływać u nas uśmiech politowania, ale nie jest czymś niezwykłym w Stanach Zjednoczonych. Nie tak dawno, bo w 2018 r. gubernator Florydy Rick Scott ogłosił, że mistrzem kraju w futbolu amerykańskim są UCF Knights - zespół Uniwersytetu Środkowej Florydy. Nie obchodził go fakt, że w finale rozgrywek Alabama Crimson Tide pokonali Georgia Bulldogs. Zdaniem Scotta tytuł należał się "Rycerzom", ponieważ przez cały sezon byli niepokonani, a poza tym pokonali Auburn Tigers, którzy z kolei wygrali później i z Alabama Crimson Tide i Georgia Bulldogs. I o dziwo aspiracje UCF Knights zostały uznane przez NCAA. Tak więc w sezonie 2017 futbolowa liga uniwersytecka miała dwóch mistrzów.

Co i tak nie jest rekordem. Były sezony, po których za mistrza kraju uznawało się cztery i więcej drużyn. Liga uniwersytecka do 1998 r. nie rozgrywała bowiem oficjalnych meczów o mistrzostwo kraju w futbolu amerykańskim. A i potem, o czym świadczy przykład UCF Knights, decyzje komitetu, który wybierał zespoły do walki o tytuł, nie przez wszystkich były respektowane.

Anglicy byli mistrzami świata siedem razy?

Cały problem polega na tym, że NCAA to zrzeszenie wielu lig o charakterze regionalnym lub wyłonionych na podstawie długoletniej tradycji jak Ivy League, która zrzesza najbardziej prestiżowe uczelnie w USA. W najwyższej klasie rozgrywkowej w futbolu amerykańskim gra 130 drużyn, które rywalizują przede wszystkim w swoich rozgrywkach zwanych Konferencjami i z rzadka grają mecze z innymi przeciwnikami. Przez ponad sto lat mistrzów wyłaniano na podstawie różnorodnych rankingów budowanych przez matematyków i na podstawie głosowania fachowców. Różnorodnych systemów przez lata było ponad 40. Obowiązywały w różnych okresach. Czasem w jednym sezonie było w użyciu szesnaście różnych rankingów. Żeby jeszcze bardziej nadać sprawie komplikacji, niektóre drużyny nie uznawały tytułów, którymi obdarzały ich rankingi. Mamy więc w NCAA dwie kategorie mistrzostwa - zaakcpetowane przez zespoły (w oryginale: claimed titles) i niezaakceptowane (unclaimed titles).

Szkoci siedem razy mistrzami świata?

Ale już zupełne wariactwo to tytuły przyznawane ze wsteczną datą. W początkach futbolu amerykańskiego nikt nawet nie znał pojęcia mistrzostwa kraju, a mimo to tytuły za sezon 1869 i wszystkie późniejsze - poza 1871, gdy nie rozegrano żadnego meczu - są oficjalnie uznawane i wyliczone w oficjalnych statystykach NCAA, choć ta organizacja powstała dopiero w 1906 r. To tak jakby uznać, że Anglicy nie zdobyli tylko jednego mistrzostwa świata w piłce nożnej, ale siedem, bo do 1900 r. wygrali 6 tytułów mistrza Wysp Brytyjskich - najważniejszego turnieju drużyn narodowych, zanim piłkę nożną wprowadzono do programu igrzysk olimpijskich. A rekordzistami wszech czasów są na równi z nimi - Szkoci, którzy też zdobyli siedem tytułów. W związku z tym Urugwaj ma nie dwa, ale cztery mistrzostwa świata, bo przed inauguracją piłkarskich mundiali w 1930 r., dwa razy wygrywał turniej na igrzyskach olimpijskich, organizowany przecież przez FIFA.

Zresztą może to droga też dla naszych regionalnych władz. Jeśli na przykład PlusLiga zakończy sezon, to Rada Warszawy, czy sejmik mazowiecki powinny ogłosić siatkarskim mistrzem kraju Vervę Warszawa, bo choć zajmuje drugie miejsce w tabeli, wygrała najwięcej meczów? Z kolei Sejmik Województwa Opolskiego mógłby ogłosić Zaksę zwycięzcą Ligi Mistrzów. To oczywiście żarty, żeby uzmysłowić, jak bardzo Amerykanie są odlegli w podejściu do sportu od nas.