Sport.pl

Najhojniejszy sport na świecie. Bez niego nie byłoby wielu rekordów świata

Armand Duplantis pobił w tym roku dwa razy rekord świata w skoku o tyczce. Trudno byłoby mu o takie wyniki, gdyby nie futbol amerykański - sport, który w najważniejszym stopniu przyczyna się do rozwoju olimpijskich dyscyplin.

W wieku 17 lat Armand Duplantis pobił rekord życiowy swojego ojca - 5,80. Greg Duplantis najwyżej skoczył w 1993 r. podczas mityngu w Aarhus. Dziś jego życiówka daje mu miejsce w okolicach początku drugiej setki. Duplantis senior miłością do skoku o tyczce zaraził swoich trzech synów. Zbudował nawet dla nich skocznię w ogrodzie przy domu. Najstarszy Andreas wystąpił na mistrzostwach świata juniorów w 2012 r., gdzie zajął 10. miejsce, średni - Antoine rzucił skok o tyczce na rzecz baseballa i w ostatnim drafcie został wybrany przez New York Mets, a najmłodszy - Armand, zwany też Mondo - został rekordzistą świata. Wszyscy trzej swoją karierę rozwiali w barwach LSU Tigers - drużyny sportowej Uniwersytetu Luizjany.

Zobacz wideo Poziom ekstraklasy upada? Już nawet piłkarz z VI ligi nie odstaje.

Nie trafili tak przypadkiem. Uczęszczał tam również Greg i jego żona Helena, której panieńskie nazwisko brzmiało Hedlund. Ona reprezentowała LSU Tigers w siedmioboju i siatkówce.

Trener lekkoatletycznej drużyny LSU, Dennis Shaver chwali się, że zna Armanda Duplatnisa od dziecka i spodziewał się, że jego były zawodnik osiągnie znakomite wyniki. - Nie będę zaskoczony, jeśli w tym roku przeskoczy 6,25 m. Jeśli uniknie kontuzji, to widzę w nim faworyta igrzysk olimpijskich w Tokio.

Armand Duplantis wybrał kraj ze względów taktycznych?

W stolicy Japonii Mondo nie będzie jednak reprezentował USA, gdzie się urodził, wychował i trenował, ale Szwecję - kraj pochodzenia matki. Taką decyzję podjął powodów taktycznych; tak twierdzi Shaver. Po pierwsze dlatego, że uniknie w ten sposób ryzykownych amerykańskich kwalifikacji olimpijskich, w których jeden dzień słabszej dyspozycji może odebrać szansę na olimpijski start. Po drugie, jako Szwed otrzymuje wsparcie od szwedzkiego rządu. Jako Amerykanin na żadną pomoc ze strony państwa nie mógłby liczyć.

Amerykański model sportu oparty jest bowiem na drużynach szkolnych i uniwersyteckich. Zawodnicy mało popularnych dyscyplin sportowych po skończeniu nauki uprawiają sport na własną rękę z pomocą sponsorów lub - gdy reprezentują sporty zespołowe - wyjeżdżają grać w zawodowych ligach za granicą.

I jedno co może dziwić to fakt, że amerykańskie uniwersytety tak znakomicie przygotowują zawodników do startów bez pomocy państwa. Gdyby policzyć medale, jakie zdobyli studenci i absolwenci Uniwersytetu Południowej Kalifornii w igrzyskach olimpijskich, to w klasyfikacji wszech czasów zajmowaliby 15. miejsce (licząc Niemiecką Republikę Demokratyczną i Związek Sowiecki jako odrębne drużyny od Niemiec i Rosji). A niewiele niżej byłby Uniwersytet Stanforda.

Podczas ostatnich igrzysk olimpijskich w Rio de Janeiro niemal co dziesiąty zawodnik był studentem lub absolwentem amerykańskich uniwersytetów. Wśród medalistów ten odsetek był jeszcze wyższy, bo medale zdobyło ponad dwustu z nich. Oczywiście nie tylko dla USA, ale także dla piętnastu innych krajów.

Ale ten piękny czas może się skończyć. Już dawno ostrzegał przed tym szef uniwersyteckiego związku sportowego - NCAA Mark Emmert. - Jeśli zaczniemy płacić zawodnikom futbolu amerykańskiego, to wyeliminujemy z uniwersytetów wszystkie inne sporty.

Okazuje się bowiem, że za wszystkimi sukcesami amerykańskich i nie tylko amerykańskich pływaków, lekkoatletów, wioślarzy, gimnastyków itp. na igrzyskach olimpijskich stoją zawodnicy uniwersyteckich drużyn futbolu amerykańskiego. To oni przynoszą do uniwersyteckich departamentów sportowych ogromne pieniądze dzięki sprzedaży biletów na swoje mecze i praw do transmisji telewizyjnych. Wspomniani LSU Tigers, którzy zdobyli futbolowe mistrzostwo kraju w tym roku, w ostatnich trzech latach dawali średnio 73 mln czystego zysku swojej uczelni. USC Trojans zapewniali wspomnianemu wyżej Uniwersytetowi Południowej Kalifornii średnio 52 mln dolarów zysku. A to i tak nie są rekordowe kwoty w skali kraju. Sami zawodnicy pozostają przy tym amatorami i stąd coraz głośniejsze protesty, że należy im się wynagrodzenie za pracę. Do tych głosów odnosił się Emmert.

Tyle tylko, że z tych futbolowych pieniędzy finansowane są później starty zawodników w mniej popularnych - a co za tym idzie - deficytowych dla uczelni dyscyplinach sportu. Korzystają szczególnie kobiety, bo uniwersytety mają obowiązek zapewnienia tyle samo stypendiów sportowych dla obu płci. Wynika to z poprawki do konstytucji z 1972 r. A że drużyny futbolowe są bardzo liczne i uczelnie przeznaczają dla nich 65 stypendiów, to dla równowagi muszą powołać do życia kilka mniej licznych zespołów żeńskich - np. siatkarek, hokeistek na trawie czy piłkarek nożnych. W ciągu 40 lat liczba kobiet uprawiających sport w liceach i uniwersytetach wzrosła w USA dziesięciokrotnie.

Uniwersytety zatrudniają najlepszych fachowców i wpływają na rozwój sportu na całym świecie

Ale na pieniądzach futbolowe wsparcie dla innych dyscyplin sportu się nie kończy. Uniwersytety swoim futbolistom gotowe są przychylić nieba, więc zatrudniają im najlepszych fachowców na świecie. I nie tylko jeśli chodzi o trenerów, ale także fizjoterapeutów, dietetyków itp. Z tego też korzystają inne sporty, bo futbolowy sezon zasadniczy trwa zaledwie od końca sierpnia do początku grudnia. To samo dotyczy nowoczesnych sposobów treningu, czy też bazy treningowej.

Ale amerykański futbol dobrodziejstwami obdarza i inne kraje świata. Dzięki świetnym wynikom wyszkolonych na uniwersytetach sportowców Amerykanie z wielką pasją oglądają igrzyska olimpijskie, a amerykańskie stacje telewizyjne płacą krocie za prawa do transmisji. Do igrzysk w Londynie zapewniali ponad 50 procent dochodów MKOl z tego tytułu. Teraz ten procent nieco spadł, bo NBC zapłaciła za prawa do igrzysk Rio de Janeiro 1,23 miliarda dolarów, a cała przychody za transmisje wyniosły 2,85 miliardów. Z tych pieniędzy MKOl organizuje igrzyska i wypłaca kwoty międzynarodowym federacjom sportowym i narodowym komitetom olimpijskim. I w ten pośredni sposób uniwersytecki futbol amerykański wpływa na rozwój sportu na całym świecie.

Więcej o:
Komentarze (21)
Najhojniejszy sport na świecie. Bez niego nie byłoby wielu rekordów świata
Zaloguj się
  • ltte

    Oceniono 1 raz 1

    Czy z tych uniwersyteckich pieniędzy MKOl nie mógłby sponsorować innych uczelni, zamiast armii leśnych dziadków na wszystkich szczeblach federacji i komitetów olimpijskich?

  • slawek12-1

    Oceniono 1 raz 1

    W USA to sami koksiarze, ale nietykalni

  • byann

    Oceniono 1 raz 1

    Doping amerykański jest najlepszy i nie podlega WADA.

  • sselrats

    Oceniono 5 razy 1

    Sporty musza utrzymac sie same. Jak tlumy nie chca ogladac meczow cymbergaja to cymbergaj nie musi istniec.

  • grzegorz-g1953

    Oceniono 3 razy 1

    Bredzi. Czyżby miłośnik "czystego" sportu w "czystej" Ameryce?

  • marek_p1846

    0

    " Z tych pieniędzy MKOl organizuje igrzyska i wypłaca kwoty międzynarodowym federacjom sportowym i narodowym komitetom olimpijskim."
    Pan autor miał na myśli waciki? MKOL przede wszystkim dzieli kasę między siebie, ochłapy rzucając dla mydlenia oczu.
    Za organizację igrzysk płacą obywatele kraju który przekupił MKOL i "wygrał" rywalizację o organizację. Płacą i płaczą a później nie wiedzą co zrobić z nikomu niepotrzebnymi obiektami.

  • mniklasp

    0

    panie Michale pan dobrze zaczal ale nie skonczyl. Sport w USA to jest jak oddychanie, zyciowo konieczne. Sport w USA jest fenomenem ktory rozwija cywilizacje USA w stopniu nieznanym na swiecie. W szkolach srednich w USA sport jest najwazniejszy , varsity teams ktore graja z innymi , to sa bohaterowie tych szkol , najlepsi dostaja sie do koledzow, ich koledzy chca isc do koledzy gdzie graja ich bohaterowie ale te koledze jak Notre Dame , UCLA , Texas Unisversity i wszytskie tzw Ivy league i inne przyjma tylko 5 % najlepszych uczniow z high schools. Cream o the cream , koledze wiec zatrudniaja najlepszych profesorow z calego USA bo maja najlepszych intelektualnie studentow i i mostwo pieniedzy nie tylko z gry ich faworytow ale endowment ich absolwentow. Moga wiec placic profesorom i 200 tys rocznie Np Harvard ma 40 milardow dolarow co jest 10% polskiego GNP.

  • kolega.zenka

    0

    Podchodzi do kasy w polskiej fabryce znany sportowiec „amator”. Obok stoi dwóch robotników.
    Jeden pyta drugiego:
    - czy on u nas pracuje?
    - nie, on jest u nas zatrudniony, odpowiada drugi.

  • roar

    0

    Państwo amerykańskie wspomaga swoje uczelnie organizując programy kredytów studenckich. (Oczywiście koszty są ostatecznie przerzucane na samych studentów, ale bez ingerencji państwa proceder by się nie mógł odbyć.) Efektem jest takie napompowanie cen czesnego, że uczelnie same nie wiedzą, na co wydawać tej kasy. Do tego, jak to instytucje komercyjne w krajach schyłkowej fazy akumulacji kapitału, posiadają rozliczne aktywa finansowe, z których rokrocznie ciągną spory pieniądz. Także spoko, część z tego bogactwa i tak przeznaczą na sporty niedochodowe, acz prestiżowe, zwłaszcza, że bazę i tak mają, a ewentualne stypendia to grosze.

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX