Facet, którego Trump ogolił na łyso, rzucił wyzwanie amerykańskiej tradycji

Nowa zawodowa liga futbolu amerykańskiego w USA znakomicie oddaje przepaść, którą dzieli podejście do zawodowego sportu w Europie i w Stanach Zjednoczonych.

Kiedrosport autorstwa dziennikarza Sport.pl Michała Kiedrowskiego to cykl tekstów o sporcie, jego okolicach i dyscyplinach, o których rzadko można przeczytać w polskim internecie. Co wtorek o 19 na Sport.pl i Gazeta.pl.

Wyobrażacie sobie, że na przykład w piłce nożnej facet z grubym portfelem - taki, dajmy na to, saudyjski książę - zapowiada, iż stworzy nową europejską ligę piłkarską? Jego pomysł na starcie byłby na straconej pozycji. FIFA i krajowe federacje straszyłyby piłkarzy dyskwalifikacjami, a i media - przyzwyczajone do tradycyjnych rozgrywek - nie oszczędziłyby krytyki, zanim jeszcze pomysłodawca ujawniłby szczegóły.

XFL rzuca wyzwanie tradycji

Natomiast w Stanach Zjednoczonych nikomu do głowy nie przyjdzie, żeby komuś przeszkadzać w tworzeniu konkurencji dla starych i ugruntowanych rozgrywek. Fakt, musiało zostać to uregulowane prawnie. Monopoliści jak National Baseball League czy National Football League przegrywali sprawy sądowe, jeśli przeszkadzały zawodnikom zmieniać barwy klubowe lub w inny sposób zawadzały nowym ligom w rozwoju. Nowe rozgrywki czasem były na tyle silne, że zagroziły pozycji finansowej starych. Tak było z American Basketball Association czy American Football League, które - dla zażegnania konfliktów - zostały połączone z odpowiednio z NBA i NFL.

W ostatni weekend rozpoczęła rozgrywki kolejna liga, która rzuciła wyzwanie tradycji - XFL. To nowe zawodowe rozgrywki w futbolu amerykańskim. Jej pomysłodawcą i właścicielem jest Vince McMahon. Tradycji rzucił wyzwanie w potrójny sposób. Po pierwsze jego liga gra wiosną, czyli w porze zarezerwowanej w amerykańskim kalendarzu sportowym dla innych sportów. To tak jak u nas. Ekstraklasa gra systemem jesień - wiosna ze względu na sezon krykietowy. Co prawda u nas nikt w krykieta nie gra, ale przejęliśmy tutaj angielskie wzorce i tradycje. W USA sezon futbolowy to jesień i początek zimy, koszykarski to zima i wczesna wiosna, a baseballowy to późna wiosna i lato. Ten rytm wyznaczyły amerykańskie ligi uniwersyteckie i zawodowe rozgrywki z grubsza go naśladują. Wiosenna liga futbolowa to odstępstwo od normy.

Po drugie XFL rzuca wyzwanie tradycji, zmieniając przepisy futbolowe. Jej regulacje premiują grę ofensywną, bardziej atrakcyjną dla kibiców. To, co w NFL było grą zachowawczą, w XFL będzie niosło ze sobą dużo większe ryzyko. Ten krótki filmik wyjaśni zainteresowanym zmiany regulaminowe w XFL:

 

Po trzecie zespoły XFL grają w tych samych miastach, w których występują NFL. Do tej pory jeśli ktoś startował z nową ligą futbolową, to starał się znajdować nowe lokalizacje, gdzie zespołu zawodowego jeszcze nie było. McMahon uznał, że to jednak zły pomysł. Zresztą trudno się dziwić, bo wszystkie takie konkurencje dla NFL szybko upadały. Dlatego drużyny XFL grają w Dallas, Houston, Nowym Jorku, Los Angeles, Waszyngtonie, Seattle, Tampa Bay, St. Louis. Co prawda w tym ostatnim mieście nie ma drużyny NFL, ale dopiero od czterech lat, gdy Rams zostali przeniesieni do Los Angeles.

Pół miliona za 10 tygodni gry

W lidze gra osiem zespołów. Wszystkie należą do Alpha Entertainment, firmy Vince'a McMahona. Sezon zasadniczy potrwa dziesięć tygodni, a play off - dwa: półfinały i finał. Mecze odbywają się w soboty i niedziele.

Pierwsza kolejka okazała się zaskakującym sukcesem. Na trybunach zgromadziło się średnio 17 tysięcy widzów, a przed telewizorami 2,5-3,3 mln. To co prawda wyniki kilka razy gorsze niż w NFL, ale z drugiej strony lepsze, niż mają inne sporty w USA. Na przykład w tym sezonie średnia oglądalność meczów NBA to około 900 tys. widzów w ogólnokrajowych telewizjach.

Kibice mogą oglądać w XFL zawodników, którym nie udała się kariera w NFL. Jak Landry Jones, który nie przebił się w Pittsburgh Steelers, czy Cardel Jones, który pięć lat temu poprowadził drużynę Ohio State do zwycięstwa w finale ligi futbolu akademickiej, ale w NFL nie dostał szansy, choć trenował w LA Chargers, Buffalo Bills i Seattle Seahawks.

Takie odrzuty z NFL mają jednak szansę pokazać, że się na nich nie poznano. Taką drogę przeszedł choćby Kurt Warner, który dziś jest legendą NFL, ale zaangażowany został dopiero po czterech latach gry w niezbyt cenionej lidze futbolu halowego (Arena Football League) i w europejskiej wersji NFL w drużynie Amsterdam Admirals.

Obaj Jonesowie należą do elity finansowej XFL. Jako podstawowi rozgrywający dostaną po niemal pół miliona dolarów za 10 tygodni gry. Zarobki zawodników na innych pozycjach są 10 razy skromniejsze.

Jak Trump ogolił McMahona

McMahon zamierza zainwestować w XFL pół miliarda dolarów. Ten 74-letni biznesmen pieniądze zrobił na wrestlingu. Jest współwłaścicielem World Wrestling Entertainment największej organizacji w tym sporcie. Jego majątek szacuje się na 3,2 miliarda dolarów. Aby stworzyć XFL, McMahon sprzedał część swoich udziałów w WWE i założył firmę Alpha Entertainment, która jest właścicielką wszystkich drużyn w lidze.

McMahon już po raz drugi próbuje stworzyć nową futbolową ligę. Poprzednia też nazywała się XFL, ale po jednym sezonie została zamknięta. McMahon stracił na tym 35 milionów dolarów. W tym roku postanowił jednak działać z większym rozmachem.

Na świecie McMahon jest znany z innej roli. To jest ten facet, którego przyszły prezydent USA, Donald Trump powalił podczas WrestleManii 23. Filmik - w różnej wersji - robił furorę podczas kampanii prezydenckiej w 2016. Spór między dwoma miliarderami był częścią show. Aby  rozstrzygnąć kłótnię w ringu, zamiast biznesmenów zmierzyli się dwaj ich przedstawiciele. Wyznaczony przez McMahona Umaga przegrał z Bobby Lashleyem i właściciel WWE został ogolony na łyso. Taka była stawka pojedynku. W wypełnieniu warunków zakładu aktywny udział brał Trump.