Złota Piłka i Lewandowski. Największy problem, że jego mecze mało kto ogląda

Kolejne gole Roberta Lewandowskiego robią wrażenie. Już wielu naszych rodaków widzi napastnika Bayernu w roli faworyta plebicscytu Złotej Piłki. Tyle tylko, że Bundesliga, w której Polak bije rekordy, mało kogo obchodzi poza Niemcami.

Kiedrosport autorstwa dziennikarza Sport.pl Michała Kiedrowskiego to cykl tekstów o sporcie, jego okolicach i dyscyplinach, o których rzadko można przeczytać w polskim internecie. Co wtorek o 19:00 na Sport.pl i Gazeta.pl.

Żeby była jasność. W ogóle ligi tzw. zagraniczne w większości krajów świata mają dla kibiców piłkarskich marginalne znaczenie. Liczy się przede wszystkim liga miejscowa i ewentualnie Liga Mistrzów. Mówią to przede wszystkim w oparciu o dane oglądalności telewizyjnej. Z jednego powodu, to kibice przed telewizorem przynoszą piłce najwięcej pieniędzy i decydują o jej popularności.

Jak to jest w Europie

W Hiszpanii największe hity Premier League zdobywają najwyżej kilkadziesiąt tysięcy widzów. O innych ligach nie ma co nawet wspominać. W Wielkiej Brytanii, jeśli mecz ligi hiszpańskiej przyciągnie 25 tysięcy widzów, to już można mówić o wysokiej oglądalności. Nie bez przyczyny La Liga miała duże problemy, by w ogóle znaleźć na Wyspach nabywcę na transmisje. Żadna z dużych stacji ich nie chciała.

Podobnie jest w Niemczech. Wszystkie ligi zagraniczne - z wyjątkiem Premier League - zniknęły z anten telewizyjnych i są dostępne tylko przez internet po wykupieniu abonamentu DAZN. Płatnym telewizjom nie opłaca się pokazywać ich meczów nawet za półdarmo.

Znaczący jest fakt, że licząc rok do roku La Liga na rynku europejskim straciła 16 procent przychodów z tytułu praw telewizyjnych, choć na krajowym zyskała w tym czasie 14 procent.

Ta dominująca pozycja lig miejscowych nad zagranicznymi dotyczy nie tylko krajów z silnymi rozgrywkami, ale także Chiny czy Indii. W Azji Południowej i Wschodniej miejscowi zawodnicy mają kilkukrotnie wyższą oglądalność niż nawet najsilniejsze ligi europejskie.

Oczywiście w niektórych krajach Premier League ma statut dorównujący miejscowym rozgrywkom piłkarskim - jak w Skandynawii, albo w ogóle dominujący - jak w USA. Choć akurat, jeśli chodzi o Stany Zjednoczone, to warto pamiętać, że piłka nożna jest tam sportem drugiej kategorii.

Premier League to wyjątek w skali świata. I choć wyprzedza popularnością każdą inną ligę o kilka długości, to warto pamiętać, że jej oglądalność to mały procencik wśród widzów piłki nożnej. Nie dajmy się zwieść komunikatom o ponad miliardowej - dokładnie 1,35 mld - widowni angielskiej ligi. Ta liczba bierze się z zsumowania widzów wszystkich meczów, a nie oznacza pojedynczych kibiców.

Jeden mecz Premier League ogląda więc nie więcej niż 3,55 mln widzów. To niemal 5 razy mniej niż średnia oglądalność meczu tegorocznych mistrzostw świata piłkarek.

Michałek a nie łamiąca wiadomość

Cały ten przydługi wstęp ma na celu uzmysłowienie polskim kibicom, że cały świat owszem zauważył niesamowity strzelecki rekord Lewandowskiego, ale niekoniecznie widział najpiękniejsze jego gole, jak choćby ten:

Zobacz wideo

Bo wiedzieć, a oglądać i przeżywać przy tym emocje, robi różnice. Warto sobie uświadomić, że poza Polską i Niemcami ligowe mecze Bayernu mało kto ogląda. Dla reszty świata seria goli Lewandowskiego to raczej "michałek" niż "łamiąca wiadomość" - jak to się mówi w mediach.

Dlatego wiara, że teraz dziennikarze z całego świata głosujący w plebiscycie France Football powinni docenić Lewandowskiego, i dać mu przynajmniej miejsce na podium Złotej Piłki, są mocno naiwne.

I nawet gole w fazie grupowej Ligi Mistrzów nic tu nie zmieniają. Je też mało kto ogląda - poza Polakami i Niemcami - bo ponad 85 procent populacji Europy ma swoich przedstawicieli w tych rozgrywkach. I emocjonuje się golami swoich drużyn, i swoich rodaków. One działają na ich wyobraźnię i emocje. Mecze swoich drużyn generują - w zależności od kraju - od 5 do 10 razy lepszą oglądalność niż inne spotkania i nadawane przed północą skróty. Dopiero od ćwierćfinałów można mówić, że Europa coś wspólnie ogląda. A do tej fazy rozgrywek Bayern w ostatnim sezonie nie dotarł.

Dlatego szanse Lewandowskiego na zaistnienie w plebiscycie Złotej Piłki są iluzoryczne. A jeśli ktoś pociesza się, że dziennikarze i fachowcy w takim głosowaniu, jak Złota Piłka nie powinni iść za głosem tłumu, ale wybić się na niezależność i obiektywność sądów, to zapewniam, że oni też kierują się bardziej emocjami niż rozumem. Co dobitnie pokazały poprzednie tego typu plebiscyty. "France Football" może nazywać Lewandowskiego "najlepszym napastnikiem świata", ale to nie znaczy, że ktoś z jego redakcji na Polaka zagłosuje.